KOMENTARZE
Siatkarski Mundial. Z Polską czy przeciw Polsce?
Wszyscy kibice siatkówki, którzy mieli okazję zobaczyć na żywo w przynajmniej jedno ze spotkań siatkarskiego Mundialu podkreślają, że uczestniczą w wielkim siatkarskim święcie, którego nie zapomną na lata. Dotyczy to nie tylko kibiców z Polski ale także tych, którzy przybyli do nas z zagranicy aby obejrzeć mecze Mistrzostw Świata w Warszawie, Łodzi, Krakowie i innych polskich miastach.

Niepowtarzalną atmosferę tego sportowego święta podkreślają Włosi, Francuzi i Niemcy, zachwycają się nią Brazylijczycy i Argentyńczycy, chwalą Serbowie i Rosjanie. Poczucie sportowej wspólnoty, radości z sukcesów Polski a także duma, że w rozwijającej się Polsce 25 lat po odzyskaniu przez Polaków wolności możemy pochwalić się sprowadzeniem do naszego kraju i zorganizowaniem tak wielkiej imprezy widać wszędzie. Wszędzie poza niektórymi naszymi rodzimymi mediami.

 

6 lat temu uczestniczyłem czynnie w negocjacjach, które doprowadziły do sprowadzenia siatkarskich Mistrzostw Świata do Polski i 6 lat czekałem na to wielkie święto w przekonaniu, że będzie świętem Polski i Polaków. Z tym większym smutkiem przeczytałem ostatnie artykuły Pana Rafał Steca, który próbuje udowodnić, że jest inaczej.

 

Teksty Pana Rafała czytam od zawsze, często występowałem w ich obronie słysząc głosy krytyczne i podkreślałem ich walory. Zawsze podobało mi się erudycyjne traktowanie sportu, umieszczanie wydarzeń sportowym w szerszym kulturowym kontekście, porównania zmuszające czytelnika do intelektualnego wysiłku. Łączy nas miłość do Włoch, w których niżej podpisany spędził 8 lat, prawdopodobnie te same książki i filmy, spojrzenie na sport jako zjawisko społeczne. Pamiętam sytuację z Mistrzostw Europy w siatkówce mężczyzn w 2011 roku kiedy po jeździe autobusem na trasie Praga – Karlove Wary dotarłem na mecz polskiej reprezentacji z Czechami ( decydujący o awansie do ćwierćfinału) to jednym z pierwszych dziennikarzy przepytujących naszą reprezentację był właśnie Rafał Stec. Zawsze na stanowisku, relacjonujący fakty i tych faktów się trzymający.

 

Dlatego ze zdumieniem przeczytałem ostatnie artykuły Pana Rafała w Gazecie Wyborczej, ponieważ delikatnie mówiąc, mija się w nich z faktami, które zawsze przytaczał rzetelnie i uczciwie. Tymczasem w tekście pt. „Siatkarze i filantropi” (Gazeta Wyborcza, 10 września 2014) Pan Rafał aby udowodnić swoją tezę, że Polsat jest beneficjentem sprowadzenia do Polski siatkarskiego Mundialu oraz, że nie byłoby tego Mundialu bez pieniędzy państwowych wyraźnie te fakty nagina. Pisząc o państwowych pieniądzach, które rzekomo nakręciły koniunkturę na siatkówkę i polsatowskie transmisje Pan Rafał niestety przenosi odkrycie Ameryki przed narodziny Krzysztofa Kolumba. Gdyby rzetelnie prześledził przynajmniej prasowe artykuły z ostatnich 8 lat odkryłby, że to inwestycja Polsatu w siatkówkę uruchomiła zainteresowanie tym sportem struktur samorządowych (większe) i rządowych (umiarkowane). Tymczasem to dziesiątki tysięcy godzin transmisji na antenach Polsatu i setki milionów zainwestowanych przez stację w polską siatkówkę dokonały kopernikańskiej rewolucji w tej dyscyplinie sportu. To dzięki nim ligowe kluby mogły pozyskiwać coraz hojniejszych sponsorów i stać się oczkiem w głowie lokalnych samorządów. Pan Rafał zapomina, jak na finansowanie klubów, niezależnie od tego czy mamy do czynienia z Los Angeles Lakers, Skrą Bełchatów czy Realem Madryt wpływa ekspozycja medialna. Myli się także co do kolejności zdarzeń. To dopiero po sprowadzeniu siatkarskiego Mundialu do Polski, ówczesny wicepremier Waldemar Pawlak uruchomił finansowanie „siatkarskich Orlików”. 

 

Od początku swoich inwestycji w siatkówkę Polsat miał niebagatelny udział w sprowadzaniu wielkich imprez siatkarskich do Polski a także w pionierskim sposobie ich pokazywania. W 2007 roku wsparł PZPS kwotą konieczną do przyznania Polsce przez Rubena Acostę, ówczesnego Prezesa FIVB prawa do organizacji turnieju finałowego Ligi Światowej. A w 2008 roku właściciel Polsatu podjął historyczną decyzję o inwestycji, która zapewniła polskiej siatkówce skok cywilizacyjny – zdecydował się o sprowadzeniu Mistrzostw Świata w siatkówce mężczyzn do naszego kraju. Kwota, jaką musiał wyłożyć przekraczała możliwości finansowe PZPS-u, a polskie instytucje rządowe nie miały wystarczającej elastyczności i dalekowzroczności, aby wesprzeć te działania. Wobec tej inwestycji kwoty, o których Pan Rafał pisze (dotacja ministerstwa na sumę 3,5 mln złotych) są kroplą w morzu. Na stole leżała oferta Japonii. Gdyby nie Prezes Polsatu (pamiętam dobrze wydarzenia z maja 2008 roku, kiedy została podjęta ta decyzja, ponieważ byłem członkiem zespołu negocjacyjnego) 600 tysięcy Polaków nie zasiadłoby na trybunach Stadionu Narodowego ani żadnej polskiej hali, w których rozgrywany jest turniej.  Jeśli Pan Rafał chciałby, żeby ten turniej odbywał się w Japonii a mecze naszej reprezentacji polscy widzowie oglądali o 4-tej nad ranem, to chciałbym aby powiedział to wprost .

 

W cytowanym przeze mnie artykule jest jeszcze jeden błąd rzeczowy – Pan Rafał sugeruje, że w podobny sposób, jak Europejska Federacja (CEV) ma zwyczaj rozdawać organizację klubowego Final Four Ligi Mistrzów, Federacja Światowa (FIVB) może podarować prawo organizacji Mistrzostw Świata. A tymczasem to dwa odległe od siebie wszechświaty, wie o tym każdy, kto pisze o siatkówce:  Europejska Federacja jest biedna i  rzeczywiście prawo organizacji rozdaje, podczas gdy FIVB to doskonale naoliwiona machina marketingowa – prawo do organizacji Mundialu trzeba było sobie wywalczyć decydując się na niebagatelną inwestycję.

 

Pan Rafał niestety zdecydował się patrzeć na powyższe kwestie w sposób zdecydowanie wybiórczy. Zresztą nie tylko na nie. W kolejnym artykule opublikowanym w Gazecie Wyborczej w poniedziałek 15 września w podobnie wybiórczy sposób potraktował sukcesy naszej siatkarskiej reprezentacji męskiej w ostatnich czterech latach. Pisze w nim podsumowując drugą fazę mistrzostw:

 

Gdyby zatem Polacy odpadli wczoraj, mistrzostwa – już dotknięte wizerunkowym zakodowaniem transmisji – zakończyłyby się katastrofą, której nie ukryłaby najbardziej zmasowana propaganda medialno-działaczowska. I zwieńczyły czarny okres wyników miernych przeplatanych beznadziejnymi. Poprzedni turniej olimpijski nasza reprezentacja tradycyjnie już skończyła na ćwierćfinale; poprzednie mistrzostwa świata – na miejscach 13-18. Poprzednie mistrzostwa Europy – na pozycji dziewiątej. Poprzednią LŚ – na ósmej (…)

 

Tym samym Pan Rafał odebrał Michałowi Winiarskiemu i spółce a także wszystkim polskim kibicom brązowy medal mistrzostw Europy wywalczony w Wiedniu po zwycięstwie nad Rosją w 2011 roku oraz historyczne zwycięstwo w Lidze Światowej w roku 2012 (a także brąz LŚ w 2011).

 

Można nie zgadzać się z decyzjami biznesowymi, można pięknie się różnić, ale dlaczego trzeba do swoich tez zmieniać rzeczywistość i fakty? Trudno to zrozumieć, bo przecież Panu Rafałowi patronują Ryszard Kapuściński, Hanna Krall i inni polscy mistrzowie pióra. W dodatku nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego próbuje zmienić święto jakiego jesteśmy uczestnikami w katastrofę? Dlaczego zamiast grać z Polską chce grać przeciw Polsce?

pobierz aplikację pobierz aplikację
Polsat Sport
Najnowsze wiadomości sportowe z kraju i ze świata!
zamknij