Mecz Legii z Lechem to był prawdziwy hit ekstraklasy. Spotkały się dwa zespoły, które potrafiły prowadzić akcje i budować je kilkoma podaniami bez straty piłki. Nie było jednostajności, tylko cały czas zmiany, raz nacierali jedni, za chwilę drudzy.

Zaskoczyło mnie to, że technicznie w pierwszej połowie lepiej prezentowali się lechici, bo przede wszystkim potrafili się wyzwolić z krycia, a podstawowym błędem Legii była słaba organizacja gry obronnej. Grał Dossa Junior, ale ja, gdybym był trenerem, to stawiałbym na Inakiego Astiza. Portugalczyk ma wybuchową mentalność, emocje go ponoszą i czasami robi to, czego na jego pozycji nie wolno robić.

Stoper, tak jak bramkarz, musi charakteryzować się tym, że gra zawsze na określonym poziomie, poniżej którego nie schodzi. Poziom ryzyka w obronie to najwyżej 10 procent, więcej nie wolno. Pewność gry jest konieczna, bo ryzyko tam jest bardzo kosztowne.

Piłkarzom Lecha udało się doskonale zneutralizować Miroslava Radovicia, ale oprócz tego było jeszcze kilka słabych ogniw: Michał Kucharczyk, Łukasz Broź, Jakub Rzeźniczak, Ivica Vrdoljak. Znakomicie grę Legii rozszyfrował Maciej Skorża. Lech w pierwszej połowie był bardziej zdecydowany, utrudniał wyprowadzanie ataków Legii, a sam budował niebezpieczne akcje.

Legia wyszła z zadartym nosem. Była taka pewna, że jest hegemonem w lidze, że mogła zlekceważyć rywala. Mogło być też tak, że Skorża wiedział o Legii więcej, niż Henning Berg o Lechu. To było widać w przebiegu gry i w wyniku. Po przerwie trener mistrzów Polski znalazł sposób na Lecha, a do tego goście zaczęli bronić wyniku, przestali funkcjonować tak, jak w pierwszej połowie. Bardzo groźny był wtedy Dawid Kownacki, to młody chłopak, ale już widać, że z charakterem. On szachował całą obronę Legii.

Kiedy porównuję mecz Legii z Lechem do derbów Liverpoolu, to mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ten mecz jest zwiastunem lepszego jakościowo futbolu, bo spotkały się dwie drużyny, które chciały grać w piłkę. Pierwsze 45 minut było prowadzone w dobrym, europejskim tempie. A piękne dla widza było to, że zmienność akcji przypominała dobre wzorce.