W zasadzie będzie miał pracę tak długo, dopóki wszystkich wymaganych dokumentów nie zdobędzie trener nieoficjalny, oficjalnie dyrektor sportowy Robert Warzycha. Bez względu na wyniki, poprawę czy jej brak w grze zespołu czy pozycję w tabeli Dankowski może spać spokojnie. Absolutnie nic mu nie grozi. Już dziś można pokusić się o stwierdzenie, że za jakiś czas zostanie w T-Mobile Ekstraklasie jednym ze szkoleniowców o najdłuższym stażu. W polskiej klubowej piłce wszystko jest możliwe.


Górnik grał do niedawna na tyle skutecznie, że był nawet liderem. Transformacja na ustawienie z trójką środkowych obrońców zdawała egzamin, tak samo ja stworzenie pary Radosław Sobolewski-Adam Danch, które miała dać tej obronie zabezpieczenie. Mateusz Zachara otrzymywał powołania do kadry i bywał w niej trzecim wyborem wśród napastników, tuż za Robertem Lewandowskim i Arkadiuszem Milikiem.  Trafionym transferem okazywał się Roman Gergel,  Łukasz Madej szalał na skrzydle, a przesunięty nieco wyżej Rafał Kosznik imponował techniką, swobodą i piłkarskimi umiejętnościami w ofensywie.

 

Selekcjoner Adam Nawałka mógł w kierunku „Roosvelt Park” patrzeć z radością, ale i z niepokojem. Przecież kiedyś podobnie mówiliśmy o jego pracy w Górniku. To ona dała mu nominację na najważniejszą pozycję w polskiej piłce. Stosując prostą kalkę Dankowski też do niedawna mógł się poczuć jako kandydat do tej roli. Przecież mimo permanentnych problemów  natury ekonomicznej też potrafił z tą drużyną być w czubie tabeli. Na „szczęście”  zabrzanie przegrali dwa ostatnie ligowe mecze… Górnikowi nikt trenera nie zabierze.


POZYTYWNIE: Nika Dzalamidze (Jagiellonia Białystok) – gdy zaczynał w polskiej lidze pospiesznie wydające opinie media nazwały go „gruzińskim Messim”. Potem jednak przez długi czas nie udawało mu się nawet jechać na opinii. Spuścił z tonu na pułap bardzo niski. Od paru tygodni znów jest jednak Niką z pierwszych dni swojego pobytu w Polsce. W Gliwicach jeden z głównych autorów szóstego z rzędu zwycięstwa „Jagi”.


NEGATYWNIE: Adam Deja (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – uznawany za posiadacza wielkiego potencjału pomocnik dopiero przed tygodniem dostał pierwszą w tym sezonie szansę i mimo, że z Górnikiem Łęczna nie błyszczał także na Wisłę wyszedł w podstawowym składzie. I było jeszcze gorzej. Gdy zespół był w opałach w żaden sposób nie pomagał. Gdy już zaczął, zrobił to tak, że wyleciał z boiska. Znając Leszka Ojrzyńskiego szybko może się na nim nie pojawić.