- Jestem zadowolony z pracy, którą wykonaliśmy w ostatnim tygodniu, ale dzisiaj zagraliśmy bardzo źle, co jest ciężko zrozumieć. W meczach z Flensburgiem, Barceloną prezentowaliśmy się znacznie lepiej, ale dzisiaj praktycznie nic nam nie wychodziło - mówił smutny Manolo Cadenas. Smutny i chyba faktycznie zdezorientowany. Jasne, to Vive było faworytem, ale rozmiar i styl porażki Wisły zaskoczył wszystkich.

A trzeba pamiętać, że był to pierwszy bój wielkich rywali w tym sezonie. Pierwszy zatem od letniej rewolucji, którą według autorskiego pomysłu i przy pełnym wsparciu władz klubu przeprowadził w Płocku hiszpański szkoleniowiec. I to on w pierwszej kolejności będzie rozliczany z efektów tej rewolucji. Pytanie tylko, kiedy.

Wśród wychodzących w niedzielny wieczór z Orlen Areny nie brakowało takich, którzy Cadenasa rozliczyliby już teraz. Że zmiany w porównaniu z poprzednim sezonem zbyt gwałtowne, a przede wszystkim na gorsze, że zespół słabszy, gra kiepska, perspektywy marne.

Tłumaczenie o "zespole w budowie" nie przekonuje. Znakomicie rozprawił się z takim argumentem ekspert naszej stacji, trener Wojciech Nowiński, który komentując wczorajszy mecz powiedział na antenie Polsatu Sport" "Czas na budowę zespołu jest latem, teraz jest czas na granie".

Moim zdaniem jednak na wydawanie wyroku na Cadenasa jest za wcześnie. Po pierwsze: celem Wisły jest medal, najlepiej złoty, mistrzostw Polski. A ten zdobywa się w fazie play-off, czyli dopiero za kilka miesięcy. I jeden czy drugi słabszy mecz jesienią niczego w perspektywie tej wiosennej batalii nie zmieni. Grając słabiej teraz, płocczanie mogą co najwyżej stracić szansę na zawojowanie Ligi Mistrzów, ale tego przecież nikt w tym sezonie od nich nie oczekuje.

Po drugie: nie można oceniać zespołu, jego potencjału, pracy, jaką wykonuje przez pryzmat jednego - choćby nie wiem jak słabego - meczu. Ma rację Cadenas przypominając, że nawet w przegranych spotkaniach z Barceloną i Flensburgiem wyglądało to lepiej. Ma rację Mariusz Jurkiewicz, który zaraz po meczu z Vive mówił przed naszą kamerą, że Wisłę stać na zdecydowanie lepszą grę.

Niedzielny mecz bezapelacyjnie rozstrzygnął jedną tylko wątpliwość, jeśli takowa w ogóle istniała: najlepszą drużyną w Polsce jest w tym momencie Vive Tauron Kielce. Natomiast na tytułowe pytanie odpowiedzi nie dał. Dokąd płynie Wisła? Ciągle za wcześnie, by to stwierdzić. Owszem, w niedzielę mocno meandrowała i bliska była wyschnięcia, ale wciąż nie można wykluczyć, że na koniec sezonu dopłynie tam, gdzie tego oczekuje Manolo Cadenas.