Żaden zespół nie był tak dobrze przygotowany do nowych warunków jak ekipa Mercedesa. Nowatorskie podejście do nowej niezwykle skomplikowanej hybrydowej jednostki napędowej. Armia ludzi, w Brackley, Brixworth i Stuttgarcie od 2010 roku pracowała na sukces niemieckiego koncernu. Ciężki wysiłek i ogromne pieniądze wydane na rozwój bolidu W05 Hybrid zaowocowały dominacją jakiej jeszcze świat Formuły 1 nie widział. 16 wygranych wyścigów, w tym 11 razy podwójnie. Ten rekord mógłby być jeszcze bardziej okazały, gdyby nie defekty srebrnych bolidów. Niemniej i tak zdobyli bezapelacyjne mistrzostwo świata wśród konstruktorów i kierowców dla Lewisa Hamiltona.

 

Miał nosa Brytyjczyk, że zaryzykował dwa i pół roku temu. Wtedy Lewis wygrywał wyścigi w McLarenie, tymczasem Mercedes był w trakcie restrukturyzacji. Niki Lauda namówił Hamiltona na krok, którego dziś na pewno nie żałuje. Niemniej drugi tytuł mistrzowski nie przyszedł łatwo. Nico Rosberg postawił Hamiltonowi poprzeczkę bardzo wysoko. I trzeba sobie powiedzieć, że nikt łącznie w Lewisem się tego nie spodziewał. Przecież jeszcze nie tak dawno, syna mistrza świata z 1982 roku Keke Rosberga, uważano za kierowcę solidnego, ale raczej przeciętnego. Gdy kilka lat temu w Mercedesie Michael Schumacher przegrywał z nim pojedynki, traktowano ten fakt jako ujmę i dowód na to, że legendarny Schumi ma najlepsze lata już za sobą. Tymczasem przy Hamiltonie i szczególnie w tym roku Nico udowodnił niedowiarkom, że jest bardzo inteligentnym i wymagającym rywalem. Dopiero w ostatnim wyścigu sezonu przegrał tytuł na rzecz kolegi z zespołu.

 

Zapanować nad destrukcyjnymi emocjami

 

Dwaj przyjaciele z dawnych lat mieli kilka bardzo poważnych spięć w sezonie. Choćby afera z błędem Rosberga w kwalifikacjach w Monaco, gdzie Hamilton czuł się oszukany. Przy okazji tej tej sprawy wyszły kolejne smaczki pojedynku kierowców. Rosberg w Bahrajnie, a Hamilton w Hiszpanii zmieniali bez zgody zespołu ustawienia jednostek napędowych na bardziej agresywne. Naturalnie pomagali sobie tym samym w walce. Apogeum nastąpiło w Belgii, gdzie doszło do zdarzenia między kierowcami Srebrnych Strzał i ogromnej awantury. Wielkie uznanie w tym miejscu należy się szefom Mercedesa Niki Laudzie i Toto Wolffowi za to, że zdołali zapanować nad destrukcyjnymi emocjami swoich kierowców. Mimo wielce napiętej atmosfery na koniec walki w Abu Zabi Rosberg i Hamilton podali sobie ręce. Duża w tym zasługa Rosberga, który mimo przegranego tytułu mistrza świata zachował się jak prawdziwy sportowiec.   

 

W 2014 roku skończył się czas pełnej dominacji ekipy Red Bull Racing. Znudzeni ciągłym wygrywaniem Sebastiana Vettela, mieli w tym sezonie spokój, bo Niemiec nie zdołał wygrać ani jednej eliminacji i tylko cztery razy znalazł się na podium. Naturalnie trzeba oddać czterokrotnemu mistrzowi świata, że w tym roku jego bolid trapiły ciągłe awarie, ale i tak na tle swojego kolegi zespołowego wypadł blado. Daniel Ricciardo jest bezsprzecznie objawieniem tego sezonu. Młody Australijczyk był zawsze w odpowiednim czasie i miejscu. Wykorzystywał swoje szanse i jako jedyny poza kierowcami Mercedesa zdołał wygrać w tym roku wyścig i to aż trzy razy. Często pojawiał się na podium i nic dziwnego, że po odejściu Vettela do Ferrari, to on w najbliższych latach będzie głównym kandydatem Red Bulla w walce o tytuł. Póki co Red Bull, głównie z powodu nie najlepszych silników Renault musi zadowolić się drugim miejscem na koniec sezonu.

 

Ferrari się skompromitowało

 

Trzecią ekipą tegorocznych mistrzostw okazał się niespodziewanie Williams. To prawdziwy renesans zespołu, który choć historię ma bogatą, w ostatnich latach pogrążony był marazmie i przeciętności. Duża w tym zasługa jednostek napędowych Mercedesa oraz znacznie lepszej aerodynamiki bolidu. Zatrudnienie takich fachowców jak Pat Symonds czy Rob Smedley daje pożądane efekty. Kierowcy Valtteri Bottas i Felipe Massa również dali zespołowi skuteczne połączenie młodości z rutyną. Gdyby nie słabszy początek sezonu Williams mógłby pokusić się o drugie miejsce na koniec roku, ale i tak skok jakościowy jest ogromny, a nadzieje na przyszły rok duże.

 

Mniejsze powody do radości w tym roku mieli szefowie i kibice czwartej i piątej ekipy w klasyfikacji konstruktorów. Czwarte miejsce Ferrari to porażka, ale jeszcze bardzie smutny jest fakt, głębokiego kryzysu w jakim znalazła się najsłynniejsza stajnia w Formule 1. W roku wielkiej rewolucji technologicznej, kiedy tak wielką przewagę daje fakt, że zespół projektuje jednostkę napędową i nadwozie w jednej fabryce, Ferrari się skompromitowało. Po raz pierwszy od 21 lat czerwone bolidy kończą sezon bez wygranej. Prezes Luca Di Montezemolo zakończył swoje panowanie w Maranello. Odszedł szef zespołu Steffano Domenicali, a jego następca Marco Mattiacci właśnie zrobił miejsce dla nowego szefa Mauricio Arrivabene. Gwiazdorski skład kierowców straszył tylko na papierze. Fernando Alonso tylko dwa razy znalazł się na podium, a Kimi Raikkonen kompletnie nie radził sobie z koszmarnym w prowadzeniu bolidem. Hiszpan wywiesił białą flagę i zrezygnował z dalszej współpracy z włoską ekipą. W swojej chęci zdobycia trzeciego tytułu będzie szukał szczęścia najprawdopodobniej w McLarenie.

 

2014 rok zostanie zapamiętany!

 

Piąty zespół tego roku McLaren – Mercedes drugi rok z rzędu nie odniósł zwycięstwa. W tym roku bolid również nie należał do najlepszych. Jednak trzeba oddać ekipie z Woking, ze choć mieli do dyspozycji najlepsze jednostki napędowe w tym roku, nie mogli z nich w pełni korzystać. Po 20 latach McLaren rozstał się z Mercedesem. Szefowie koncernu ze Stuttgartu nie chcieli za bardzo dzielić się z brytyjskimi kolegami swoimi tajemnicami pracy silnika. W roku przejściowym czekając na ekskluzywną współpracę z Hondą, bolidy McLarena tylko raz pojawiły się na podium. W inauguracyjnym wyścigu w Australii. Więcej niż o wynikach, wokół zespołu mówiło się i ciągle mówi o tym, kto będzie jeździł dla nich w 2015 roku. Wydaje się, że sprawa Fernando Alonso jest przesądzona, ale dotychczasowi kierowcy Jenson Button i Kevin Magnussen nie mogą spać spokojnie. Button, mistrz świata z 2009 roku i ostatni zwycięzca dla ekipy, nie kryje rozczarowania sposobem w jaki McLaren traktuje go w ostatnich miesiącach. Jak na ironię to właśnie Brytyjczyk piątym miejscem w Abu Zabi uchronił dumny zespół przed spadnięciem na szóstą pozycję w klasyfikacji konstruktorów.

 

Do końca o utarcie nosa McLarenowi walczyli kierowcy Force India. Nietuzinkowe duo Nico  Hulkenberg i Sergio Perez robiło co mogło by powalczyć z najlepszymi i znacznie bogatszymi, ale los zespołów środka i końca stawki był w tym roku wyjątkowo trudny. Nowe przepisy, większe koszta i absurdalny podział zysków wśród zespołów pokazały mało korzystne oblicze Formuły 1. Szefowie Force India, Lotusa i Saubera otwarcie zagrozili bojkotem. Musi przecież być coś nie tak w sytuacji kiedy przykładowo Ferrari otrzymuje 90 milionów dolarów jako bonus za zasługi, a budżet najsłabszych ekip wynosi około 95 milionów. Przy takich dysproporcjach i w związku wprowadzeniem nowych niezwykle kosztownych jednostek napędowych musiało dojść do bankructw. Zespół Marussia, choć w Monaco cieszył się z pierwszych punktów, nie wytrzymał do końca sezonu. Podobnie jak Caterham, który zbierał datki od fanów, żeby móc wystartować w ostatnim wyścigu. Problem finansów wisi jak ciemna chmura i jeśli nie znajdzie się konstruktywne rozwiązanie tej sytuacji szykuje się ciężka burza w Formule 1.

 

Niestety wypadek Julesa Bianchiego podczas Grand Prix Japonii, przypomniał w tym roku, że mimo wieloletnich starań, mimo znaczącej poprawy bezpieczeństwa na torach, wciąż wysokie ryzyko wpisane jest w ten sport. Szczęśliwie, ostatnie informacje na temat stanu zdrowia Francuza są lepsze, ale wnioski z jego wypadku muszą być wyciągnięte. Organizatorzy już pracują nad kolejnymi zabezpieczeniami by nie dopuszczać do podobnych tragedii.

 

2014 rok w Formule 1 zostanie zapamiętany. Pod każdym względem tegoroczna formuła była ciekawa i co ważne czuć pewien niedosyt. Pozostały otwarte pytania, na które odpowiedź poznamy w kolejnym roku startów.