Luis Enrique w tym sezonie przebudował grę Barcelony. Zaczęła grać długimi podaniami. Był taki mecz, w którym gracze Barcelony wykonali 94 długie podania, to jest ewenementem. Oczywiście, dokładnośc jest dobra, jak to w Barcelonie, chociaż lepszą ma Chelsea. Co ważne, posiadanie piłki przez Barcelonę nie przekracza 60 procent. Mam też statystykę z meczu 1 kwietnia: Barcelona - Atletico w 1/4 finału poprzedniej Ligi Mistrzów. Przy innym trenerze posiadanie piłki mieli 70:30, a największą liczbę długich podań w sezonie mieli dużo mniejszą - tylko 56.

 
Barcelona się zmienia

Na pewno małą sensacją było to, że nie zagrali w meczu z PSG ani Dani Alves, ani Jordi Alba - to automatycznie zmienia system gry. Okazuje się, że Barcelona nie musi grać przez linię pomocy. W meczach Barcelony przeciwnicy mają bardzo dużo stałych fragmentów gry. Rywale często goszczą pod ich bramką. Już nie odbierają tak szybko piłki rywalom, pod ich polem karnym. Rywale potrafią się przedostać pod bramek Barcelony. Stąd się biorą straty goli.

Barcelona chciała odbierać piłkę PSG, ale nie miała zawodników do tego w przodzie. Neymar, Leo Messi, ani Luis Suarez tego nie potrafią. Barcelona jest lepsza w ataku pod wodzą Luisa Enrique, ale nie radzi sobie w obronie. Dodatkowo było trochę chaosu. Andres Iniesta nie bardzo wiedział, co ma robić na boisku. Na lewej stronie rządził Neymar, a pomagał mu Mathieu i dla Iniesty brakowało tam miejsca. Trochę było bałaganu w grze Barcelony, ale przeważyły indywidualności: Messiego i Neymara.

 
Laurent Blanc popełnił błąd, wystawiając dwóch napastników. Początek meczu był dla niego dobry, ale z upływem czasu wyglądało to coraz gorzej. PSG nie było w stanie kontrolować środka pola. Jeden, jedyny Marco Verratti nie dał rady. Bardzo słabo zagrał Thiago Motta. Edinson Cavani w defensywie w ogóle nie pomagał.

 
Dziwne było zdjęcie Verrattiego za wchodzącego Pastore. Zmiany w tym meczu były potrzebne, ale byli inni kandydaci, choćby Motta. Zgadzam się ze Zlatanem Ibrahimoviciem, że PSG popełniło za dużo błędów.
 

Basel mi imponuje

Warto kilka słów powiedzieć na temat Basel. Ta drużyna mi zaimponowała w tegorocznej Lidze Mistrzów. W meczu z Realem Basel miało 16 sytuacji bramkowych. Real miał tylko cztery! To się nie zdarza często. Bramka dla Realu w końcu padła, bo Basel zabrakło doświadczenia. Mimo to Szwajcarzy imponowali mi w każdej linii: wyeliminować z gry trzech takich graczy, jak: Cristiano Ronaldo, Gareth Bale i Karim Benzema, to coś niesłychanego.

Paulo Sousa ma do dyspozycji zawodników z całego świata i złożył z nich świetny zespół. Mają tam niesamowitą mieszankę, a Marka Gonzaleza kupiłbym za wszystkie pieniądze. Szwajcaria jest pod tym względem fenomenem. W reprezentacji jest podobnie: z Wieży Babel potrafili stworzyć drużynę. Basel jest takie samo.

Oni umieją gospodarować funduszami. Za małe pieniądze zbudowali świetną drużynę. Po Mohameda Elneny'ego pojechali, kiedy w Egipcie było zamieszanie, rewolucja i kupili go tanio. Pieniądz rządzi światem, a Szwajcaria wie, jak go wydawać. To nie jest przypadek, że i reprezentacja, i kluby jednocześnie się liczą na świecie.

Nie jątrzmy wokół Błaszczykowskiego

I na koniec jeszcze kilka słów o reprezentacji Polski. Niech dziennikarze dadzą spokój i nie jątrzą tematu kapitana kadry. To mi się bardzo nie podoba. Jątrzenie nie jest potrzebne. To jest decyzja trenera, pewnie też rady drużyny. Nagle wszystko zadziałało w polskiej reprezentacji. Jest trener, drużyna, kapitan i zaczynamy wkładać kij w mrowisko? Wiem, że sezon piłkarski pomału dobiega końca, więc się szuka tematów, ale trzeba dać temu spokój.

Kilka rzeczy w reprezentacji Polski trzeba poprawić w grze, w taktyce, ale nie mieszajmy na siłę w garnku. Nie popsujmy czegoś, co się zaczęło rodzić i funkcjonować prawidłowo. Nauczmy się dbać o wspólne dobro.