Rekord skoczni Bergisel od 13 lat należał do Niemca Svena Hannawalda (134,5 m), ale przyszedł wreszcie czas, by się z nim rozprawić. Dokonali tego dwaj serdeczni przyjaciele, Stefan Kraft, który w pierwszej serii trzeciego konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku wylądował na 137 metrze, oraz lider klasyfikacji  generalnej Pucharu Świata, Michael Hayboeck, który w drugiej próbie jeszcze metr do tego nowego rekordu dołożył.


To był fantastyczny, niezwykle emocjonujący konkurs. Do drugiej serii awansowali wszyscy czterej Polacy, co jest warte podkreślenia, bo do tej pory poza Stochem i Piotrem Żyłą pozostałym nie wiodło się najlepiej. Szkoda tylko, że w tej finałowej próbie Dawid Kubacki i Aleksander Zniszczoł skoczyli nieco gorzej, ale ważne, że witać światełko w tunelu.


Stoch i Żyła spisali się tak, jak tego oczekiwałem. Dwukrotny mistrz olimpijski z Soczi nie jest jeszcze przygotowany na bicie rekordów, ale skacze pewnie i równo, co przed ostatnim konkursem w Bischofshofen daje mu ósme miejsce w klasyfikacji generalnej TCS. Żyła jest 13. Ale jeśli pewnego dnia odda dwa takie skoki jak ten pierwszy w Innsbrucku, to może być już bardzo blisko podium.


Przed konkursem na Bergisel pisałem, że odpowie nam on na wiele pytań. Najważniejsze z nich oczywiście dotyczy zwycięzcy tego prestiżowego turnieju. Kto nim będzie: lider klasyfikacji TCS Stefan Kraft czy Hayboeck, a może Peter Prevc ? Dziś wiemy, że w najbliższy wtorek Słoweniec będzie raczej walczył z Hayboeckiem o drugie miejsce, a na najwyższym stopniu powinien stanąć Kraft.


Skąd ta pewność ? W skokach pewności nie może być żadnej, ale  warto przypomnieć, że skocznia w Bischofshofen jest ulubioną młodego, 21. letniego Austriaka. To jego matecznik, tu czuje się najlepiej, a ponieważ ma 23,1 pkt przewagi nad swym serdecznym przyjacielem Hayboeckiem, to wychodzi na to, że tylko pech może mu odebrać wygraną. Tyle, że w tej dyscyplinie sportu wszystko jest możliwe. Wystarczy, że nie tak powieje wiatr i koniec z marzeniami.


Do walki o podium może się jeszcze włączyć 42. letni Japończyk Noriaki Kasai, który w Innsbrucku był trzeci wspólnie z Simonem Ammannem. To był piękny widok, gdy Szwajcar, czterokrotny złoty medalista olimpijski cieszył się tak, jakby po praz piąty wygrał igrzyska.


Ciekawe, kiedy w tym sezonie tak cieszyć się będą nasi skoczkowie.