Do początku przygotowań już tylko kilka dni. Pierwszego lutego ruszają pierwsze testy na torze Jerez. Przed nimi jednak to, na co czekają kibice - prezentacje bolidów.

 

W tej chwili wiemy jedynie, jak teoretycznie wyglądają nowe modele bolidów Force India i Williams. Jest to jednak wiedza dość powierzchowna, bo FW 37 Willimasa został przedstawiony na kilku rycinach, a VJM 08 Force Indii, w istocie w ostateczniej wersji będzie testowany dopiero 19 lutego na torze Catalunya.

 

W obu przypadkach trudno mówić o detalach, bo bolidy pokazywane podczas prezentacji, to raczej zarys tego w jakim kierunku poszli inżynierowie oraz styliści, lecz z pewnością nie jest to końcowe dzieło. Co więcej, Force India pokazała nieco przerobiony ubiegłoroczny samochód. Przecież nikt nie będzie chciał odkrywać wszystkich kart w tak wczesnej fazie przygotowań do sezonu. Niemniej bolid Williamsa wygląda na smuklejszy niż swój poprzednik. Natomiast w Force Indii zrezygnowano po kilku latach z symbolizujących hinduska flagę kolorów bieli i zieleni. Pozostały pomarańcz srebro i czerń.

 

Nowa współpraca McLaren - kierowca?

 

Z powodu braku większych zmian regulaminowych bolidy nie będą szokować odmiennym wyglądem. Po kontrowersjach związanych z osobliwymi rozwiązaniami przedniego skrzydła w poprzednim sezonie, przepisy w tym roku zmieniono tak, by konstruktorzy unikali dwuznacznych kształtów. Konstrukcje będą się raczej opierały na filozofii rozwoju, w oparciu o doświadczenia z 2014 roku. Jeżeli dojdzie do rewolucji – to na niewielką skalę.

 

Uwaga kibiców skupia się przede wszystkim na dwóch wydarzeniach. 29 lutego podczas internetowej transmisji na żywo pojawi się długo oczekiwany nowy model McLarena MP4-30 z silnikiem Hondy. Skończą się wtedy spekulacje na temat koloru auta. Wiadomo już, ze jako pierwszy za sterami bolidu pierwszego lutego w Jerez zasiądzie Fernando Alonso. Czy to będzie symboliczne nowe lepsze otwarcie współpracy na linii McLaren - kierowca? To pokaże czas.

 

Symboliki nie zabraknie w Maranello dzień po prezentacji McLarena. Również podczas internetowej transmisji światu pokaże się bolid, którego poprowadzenie było podobno największym marzeniem Sebastiana Vettela. Nowe Ferrari ma dać nową nadzieję kibicom i zamazać kompromitujące wrażenie z poprzedniego sezonu. Ciekawe będzie zobaczyć czterokrotnego mistrza świata w nowych barwach. Nawet kask Niemca jest niewiadomą, bowiem do tej pory malowany był w oparciu o mecenasa jego kariery Red Bulla.

 

Długoterminowe przedsięwzięcie

 

Fani włoskiej stajni nie mają jednak wielu powodów do entuzjazmu. Nie zaczęły się jeszcze testy a szefowie Ferrari już tłumaczą, że na znaczące zmiany w bolidzie było za późno i rozwój samochodu będzie dokonywany stopniowo w trakcie sezonu. Co gorsza podczas niedawnej konferencji nowy szef ekipy Maurizio Arrivabene koncentrował się na propagowaniu pomysłu na zrewolucjonizowanie F1 po 2017 roku. Zgodził się z wypowiedzią byłego kierowcy Ferrari obecnie szefa Mercedesa Niki Laudy, który stwierdził, że dreszczyk wyścigom przywrócą bolidy potwory z tysiącem koni mechanicznych do okiełznania przez kierowców. To niedobry sygnał, bo abstrahując od tego jak uatrakcyjnić Formułe 1, wygląda to na szukanie tematów zastępczych, co w przypadku Ferrari rok temu skończyło się katastrofą. Nadzieją napawa jedynie fakt, że zgodnie z nowymi zasadami słaby punkt włoskiej ekipy – jednostka napędowa – będzie rozwijana. Przeznaczono też dodatkowe fundusze na badanie i rozwój bolidu. No i intrygującą niewiadomą pozostaje forma Sebastiana Vettela w Ferrari i czy zdoła podobnie jak swój idol Michael Schumacher wpłynąć na atmosferę w zespole i zmotywować go do powrotu na szczyt.

 

Praca w Ferrari to długoterminowe przedsięwzięcie, nikt nie ma co do tego wątpliwości. Zresztą jedne z kierowców Mercedesa bez ogródek przyznał ostatnio, że Vettel będzie często oglądał tył jego bolidu.

 

Po takim sezonie jak poprzedni optymizm w ekipie Mercedesa jest zasadny. Koncern ze Stuttgartu pokaże swój nowy bolid W06 pierwszego lutego na torze Jerez. Ma mieć więcej chromu i być jeszcze lepszy niż dominator W05. Co na to Red Bull? Bolid zespołu z Milton Keynes również kryje podobno wiele nowości, a jego najsłabszy rok temu element – silnik Renault, ma być w nowej specyfikacji. Co więcej szef Renault Sport F1 Cyryl Abiteboul zapowiada co najmniej pięć zwycięstw w tym roku. Pierwsze karty zostaną odsłonięte niebawem. Później rozpoczną się testy, weryfikacja założeń oraz przygotowania do pierwszego wyścigu sezonu - 15 marca w Melbourne.