Od początku nic mi się w tej krótkiej (na szczęście) historii nie trzymało się kupy. Ani Legia nie potrzebuje desperacko lewego obrońcy (Tomasz Brzyski i Guilherme to przecież solidni zawodnicy), ani Taiwo nie jest piłkarzem, który gwarantowałby, że wniósłby wielką jakość. W Olympique rzeczywiście Nigeryjczyk grał, ale w Milanie to już niekoniecznie. W ostatni czterech latach jego kariera toczy się raczej po równi pochyłej.

Natychmiast pojawiły się głosy, że Taiwo miałby zostać liderem zespołu czy wręcz gwiazdą. Spróbujmy znaleźć zespół, w którym pierwsze skrzypce gra boczny obrońca. Jedyne nazwisko, które przychodzi mi do głowy, to Roberto Carlos, który kilkanaście lat temu był jednym z trzech kapitanów w Realu Madryt (obok Raula i Gutiego). Ale nie obrażajmy jednak Brazylijczyka, porównując go do Taiwo. Gdzie Rzym, gdzie Krym.

Druga sprawa to pieniądze. Z tego co słyszę, to Legia w ostatnim czasie usilnie próbowała sprzedać Michała Żyrę, by spiąć budżet. Nie udało się i trzeba było sprzedać Krystiana Bielika, chociaż ten za kilka lat mógłby być wart pięć razy więcej. Niby powstaje jakiś fundusz, ale nawet Henning Berg mówi, że Legie nie stać na wielkie transfery. Tymczasem Nigeryjczyk miał zarabiać więcej niż jej obecni liderzy – Miro Radović, Ivica Vrdoljak czy Ondrej Duda. Niby miała to być opcja awaryjna, bo zachodziły obawy, że poważną kontuzję ma Brzyski. Jeśli tak, to była to opcja bardzo...nazwijmy to... ekstrawagancka. Taki transfer zaburzyłby hierarchię w drużynie. Słowem – pomieszanie z poplątaniem. Nie wspomnę już o tym, że decyzję, że jednak Taiwo nie przeniesie się do Warszawy podjęto po jednym sparingu, w którym wystąpił obok kilku juniorów.

Gdy mówimy o gwiazdach w kontekście Legii, na myśl przychodzi Danijel Ljuboja. Serb rzeczywiście był zawodnikiem, który przyciągał na trybuny kibiców. Miał facet umiejętności i osobowość. Pamiętamy jednak jak zakończyła się jego historia w klubie z Łazienkowskiej. Dlaczego akurat tak się zakończyła? Bo zasiedział się w nocnym klubie? Dlaczego więc z drużyny nie wyleciał Radović, który stał z nim przy stoliku? Może po prostu prezes Leśnodorski nie widzi w klubie miejsca na drugą gwiazdę. Przykład Ljuboi pokazuje zaś, że przynajmniej jedna drużynie by się przydała.