Chodzi o to jedno dosadne zdanie na temat wieczornych planów trenera Jagi, które wypowiedział na konferencji prasowej (że napije się whisky). Moim zdaniem przekroczone zostały granice dobrego smaku. Przekroczył je Probierz i kilku jego podopiecznych, którzy „popisali się erudycją” przed kamerami. Zdaje sobie sprawę jak wielkie emocje wzbudziła ta sytuacja. Rozumiem złość po złej decyzji, która być może przesądziła o losie mistrzowskiego tytułu w przypadku Jagiellonii (tzn, że go nie zdobędzie w tym sezonie). Sędzia nie powinien podejmować takiej decyzji w takim momencie, jeśli nie był w stu procentach pewny, że przewinienie miało miejsce. A wiemy, że zdał się na zdanie arbitra liniowego.

 

Słyszałem na trybunach stek przekleństw. Nawet kibice Legii przyjęli tego gola z niesmakiem. Ktoś powie – trener pokazał ludzką twarz, był szczery. Ale kibice to kibice, trener powinien być w stanie utrzymać emocje na wodzy, powstrzymać się od tego typu komentarzy. Wtedy pokazałby klasę. Klnąc na oczach i uszach dziennikarzy daje zły przykład swoim zawodnikom, prowokuje kibiców do chuligańskich zachowań. Trzeba umieć cieszyć się z wygranej i przyjąć na klatę nawet tak niesprawiedliwą porażkę. Zachować klasę – to wzbudza większy szacunek na dłuższą metę.  A tak dostosował się do poziomu sędziowania.

 

Nie podobało mi się zresztą zachowanie obu trenerów w czasie meczu, kiedy wyzywali się przy linii bocznej, pokazywali sobie niekulturalne gesty. Ktoś może przypomnieć jak to po meczu z Austrią na EURO 2008 Leo Beenhakker schodził z boiska klnąc na głos. Ale z jego ust nie padło przekleństwo, gdy stanął przed piłkarzami, nie wspominając o dziennikarzach. Ktoś inny powie – wszystkim zdarza się przeklinać, w szatni piłkarskiej jest to nagminne. Nie  klniemy  jednak przed kamerami.  Takie zachowanie, które zaprezentował Michał Probierz było oznaką własnej słabości. Słabości, nad którą nie potrafił zapanować.