Bo sobotni mecz rozstrzygnięty został dopiero w końcówce, bo gdyby nie poprzeczka po strzale Navalowskiego, to na Narodowym mogło być różnie, bo mieliśmy duże przestoje, bo Krzysztof Mączyński nie jest rozgrywającym z prawdziwego zdarzenia, a Robert Lewandowski potrzebuje zbyt wielu okazji by wreszcie zdobyć gola. A jak go w końcu strzela, to nie przeciw Irlandii czy Niemcom, ale raczej w rywalizacji z zespołami kalibru Gruzji, Gibraltaru albo Czarnogóry. Aha. I jeszcze czasem zdarza się kręcić nosem, że tuż po historycznej wiktorii nad Niemcami drużyna Adama Nawałki nie potrafiła pokonać Szkotów albo utrzymać jednobramkowego prowadzenia w Dublinie. Doprawdy czasem ciężko nam dogodzić…

Owszem, często naszej drużynie sprzyja szczęście, bo tak było 11 października 2014 roku gdy „biało-czerwoni” pokonali Mistrzów Świata. I tak było w sobotę, choć po prawdzie to nie my, a Gruzini mogli dziękować losowi, bo po dwóch kwadransach powinni przegrywać co najmniej 0-2. Ale lepiej mieć trenera i reprezentację obdarzone odrobiną farta niż obarczonych klątwą pecha. Selekcjonerowi na razie wiele rzeczy wychodzi bardzo dobrze, bo sam chyba nie przypuszczał, że wpuszczając na boisko defensywnych Tomasza Jodłowca i Marcina Komorowskiego drużyna w ciągu czterech minut strzeli trzy bramki. Celem było przecież uniknięcie straty i zabezpieczenie tyłów… W futbolu dzieją się często rzeczy kompletnie nielogiczne i tak było w tym przypadku.

Narzekanie na brak w podstawowej jedenastce prawdziwego kreatywnego rozgrywającego też do mnie nie przemawia, bo widocznie Karol Linetty nie był jeszcze na taki mecz gotowy, skoro nawet nie podniósł się z ławki. Sebastian Mila miał bardzo przeciętną wiosnę, wystawienie Piotra Zielińskiego przy wariancie gry dwójką napastników byłoby dość nierozważną decyzją, a innych kandydatów jakoś nie widzę.

Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma.  A Nawałka lubi Mączyńskiego i ma do tego prawo. Dopóki ma wyniki ciężko mu byłego podopiecznego z Górnika Zabrze wypominać. To jego autorski pomysł, bo przecież żaden inny trener na tym stanowisku tego piłkarza do reprezentacji by nie powołał, nie mówiąc już o umieszczeniu go w podstawowym składzie. Fakty są jednak takie, że wraz z nim Polacy dwa razy pokonali Gruzję po 4:0.

Wymowne są też inne liczby. Niemcy w Tbilisi wymęczyli 2:0, Irlandia rzutem na taśmę wygrała tam 2:1, Szkoci z tym samym przeciwnikiem i to w Glasgow trafili tylko raz – po rykoszecie. A my z tym przeciwnikiem mamy bilans dwóch pewnych zwycięstw w stosunku bramkowym 8:0. Jeśli komuś jest mało, to pragnę przypomnieć, że niedawno mieliśmy kłopot z Mołdawią, Czarnogórą, a zdarzało się, że w tabeli eliminacji niżej od nas było tylko San Marino. Mankamenty w grze były, są i będą, ale mimo to tak dobrze jak teraz nie było już bardzo, bardzo dawno.