Zacznę od pochwał. Przede wszystkim - i nie będę tu oryginalny - dwoma występami najwięcej zyskał Michał Pazdan. Obrońca Jagiellonii pokazał, że dobra forma w ekstraklasie może dać solidne miejsce w kadrze narodowej (czyli powiedzmy w pierwszej piętnastce). Pazdan w takiej formie na pewno jest pierwszym rezerwowym stoperem, a wcale się nie zdziwię, jeśli jesienią wygryzie Łukasza Szukałę. Pirania (taki miał pseudonim podczas EURO 2008)  zaimponował mi tym, że dyspozycję z boisk ligowych przeniósł do kadry w skali jeden do jednego – nie spalił się, nie wystraszył, co często zdarza się naszym ligowcom. Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej, bo przecież nie był debiutantem, ale mimo wszystko należy mu się szacunek. Za to, że dzięki przytomności umysłu szybko znalazł wspólny język z kolegami, z większością których nigdy wcześniej nie grał.

Oczywiście najwyższe noty za występ z Gruzinami należą się naszym napastnikom. Duet Lewandowski - Milik zaczyna siać postrach w Europie i to jest powód do dumy. Ja byłem też pod sporym wrażeniem gry skrzydłowych. Z trójki bocznych pomocników najlepiej wyglądał Jakub Błaszczykowski, chociaż wiemy, że ciągle nie jest w najwyższej formie. Ale co klasa, to klasa. Gdyby sobotnie spotkanie zakończyło się remisem, Adam Nawałka dostałby pewnie w mediach cięgi za to, że wpuścił go tak późno.

Mimo dłuższej przerwy swoich atutów nie stracił Kamil Grosicki. Grosik ma jeszcze tendencje, by w rajdach tracić głowę, brakuje mi nieco precyzji przy podaniach i strzałach, ale przy regularnych występach w klubie, na pewno jeszcze się poprawi. Takich nadziei nie mam za to jeśli chodzi o Sławomira Peszkę.  Irytuje mnie w nim niechlujstwo. Gdy jest przy piłce nawet w klarownej  sytuacji nie daje on żadnej gwarancji, że czegoś nie sknoci. To nie zmienia się od lat. Myślę, że jego kredyt zaufania u selekcjonera (gol z Irlandią) jest na wyczerpaniu. Ale być może to tylko moje subiektywne uprzedzenie i Peszko jeszcze mnie zaskoczy. Bo przecież były czasy, kiedy zachwycaliśmy się tym zawodnikiem. Niech te czasy wrócą!

Na koniec jeszcze dodam dwie łyżki dziegciu do beczki miodu. Przede wszystkim wciąż niczego dobrego nie zobaczyłem w grze Krzysztofa Mączyńskiego. To dla mnie taki tajemniczy Don Pedro, który podobno ma jakieś atuty, tylko ciągle je ukrywa. Być może pokazuje je na treningach (niestety nie mam okazji oglądać), być może pokazywał w lidze chińskiej (żałuję, że nie mogłem śledzić), ale najwyraźniej chowa gdy przychodzi mu grać w meczach reprezentacji. Może ujawni się we wrześniowym spotkaniu z Niemcami? Oby!

Druga niewiadoma (a raczej nieporozumienie) to Thiago Cionek. Nie chcę się nad nim po raz kolejny pastwić, bo kilka razy to zrobiłem. Mam tylko nadzieję, że Adam Nawałka wystawiając go na prawej obronie w meczu z Grekami, chce delikatnie wycofać się z pomysłu powoływania go na kolejne zgrupowania.