Wydaje się, że najciekawszy i najbardziej dramatyczny weekend przeżywaliśmy w Teheranie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że aby myśleć o awansie trzeba przynajmniej raz pokonać Iran w ich rzadko zdobywanej twierdzy. Tymczasem dwa dni przed meczem kontuzji nabawił się wówczas najlepiej punktujący i najskuteczniej atakujący zawodnik całej Ligi Światowej – Bartosz Kurek. Oczy wszystkich zwróciły się więc w stronę Jakuba Jarosza. Doświadczony atakujący, który wielokrotnie pomagał narodowej drużynie zdobywać medale mistrzowskich imprez, nie zawiódł. Był najlepszym zawodnikiem wygranego 3:1 meczu. W każdym elemencie brylował na boisku. Nie będzie w tym przesady, kiedy napiszę, że Jarosz rozegrał jedno z najlepszych spotkań w swojej reprezentacyjnej karierze.


Pierwsza analiza większości ekspertów była oczywista. – Mamy gotowego zawodnika , który jest w stanie w pełni zastąpić Bartosza Kurka – mówili zgodnym chórem w studiu Polsatu Sport zaproszeni goście. Tydzień później w Krakowie Jarosz już szansy nie dostał. Dwa mecze spędził w kwadracie dla rezerwowych, a na podwójne zmiany w roli atakującego nasz szkoleniowiec wprowadzał Dawida Konarskiego. Dalej jednak nikt nie przypuszczał, że Kuba może nie polecieć na finały do Rio. Nie po takim meczu, jaki rozegrał Teheranie.


Swoją decyzję Stephan miał przekazać drużynie w sobotę wieczorem. Tak też zrobił. Tuż po ostatnim meczu fazy grupowej Ligi Światowej wszedł do szatni i zakomunikował , że w Spale na trzy dni przed wylotem do Brazylii mają pojawić się wszyscy obecni oprócz… Jakuba Jarosza. Dla zawodnika to duży ból, dla trenera – konieczność. Kiedy poinformowałem o decyzji Antigi widzów Polsatu Sport, kątem oka widziałem potworne zdziwienie na twarzach Ireneusza Mazura i Pawła Papke. – Przyznam , że jestem bardzo zdziwiony. Tuż po transmisji porozmawiam ze Stephanem i zapytam o powody takiej decyzji – mówił wtedy prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej.


Również byłem zaskoczony. Przecież Jarosz był ojcem tego awansu. Przecież był kluczową postacią najważniejszego meczu. Przecież pokazał, że jest w formie. Długo zastanawiałem się jakimi kryteriami kierował się zatem Francuz. Z tyłu głowy ciągle jednak przewijała się myśl, że Antiga pod względem personalnych decyzji jeszcze się nie pomylił. Każdy jego wybór był strzałem w dziesiątkę. Postawił na Mateusza Mikę , wprowadził Mateusza Bieńka, przestawił na atak Bartosza Kurka. Wszystko wypaliło. Nikt zatem nawet nie próbuje podważać takiego wyboru. I słusznie. Po wrześniowym triumfie Francuz ma mandat do podejmowania każdej, nawet najbardziej kontrowersyjnej decyzji.

 

To, co teraz napiszę, będzie zatem tylko osobistą interpretacją. Wydaje mi się bowiem, że Jakub Jarosz od początku nie mieścił się w dalekosiężnym scenariuszu Stephana. Miał wykonać powierzone mu zadanie. Asekurować Bartosza Kurka w roli drugiego atakującego podczas, gdy Dawid Konarski miał regularnie ogrywać się w drugiej reprezentacji po trudnym dla niego ligowym sezonie . To Konar dalej był jednak dla niego drugim atakującym reprezentacji, tak, jak podczas mistrzostw świata.

 

Wiele wskazuje na to, że gdyby nie uraz Bartka, Kuba Jarosz w ogóle nie pojawiłby się na boisku. Przecież do chwili urazu Kurka nie dostał żadnej okazji do gry! Przez kilkanaście ostatnich miesięcy uczyliśmy się filozofii i sposobu pracy nowego selekcjonera. Możemy zatem stwierdzić, że Antiga nie działa spontanicznie i nie podejmuje nieprzemyślanych wyborów. Odsunięcie Jarosza i powrót do zespołu Konarskiego było w mojej opinii zaplanowane od samego początku. Tuż po meczu w Krakowie Marcin Lepa zapytał naszego trenera o podsumowanie fazy grupowej LŚ. Antiga niemal w pierwszym zdaniu podkreślił kapitalną grę Jarosza w meczu z Iranem, jakby chciał mu podziękować z wykonanie zadania. Chwilę później przecież wszedł do szatni i oznajmił, że kolejnej misji na razie nie dostanie.