Kilka razy już to pisałem, że marzy mi się sytuacja, gdy w ekstraklasie doczekamy się kilku bardzo dobrych drużyn walczących o mistrzostwo. Takiej „wielkiej czwórki”, którą mają na przykład Anglicy w Premier League. My na razie mamy dwa zespoły na podobnym, solidnym poziomie, które dzielą między siebie trofea. Ale tylko jeden z nich zrobił postęp w minionym sezonie. Mam na myśli Lecha Poznań. Ekipa Macieja Skorży w trzech decydujących meczach z Legią - w finale Pucharu Polski i dwóch wiosennych w ekstraklasie – pozostawiła po sobie lepsze wrażenie, mimo że Puchar został w Warszawie. W każdym z nich to Kolejorz miał ciekawszy pomysł taktyczny, trener Maciej Skorża miał lepiej rozpracowanego rywala, co zaowocowało wygraną w tych ważniejszych rozgrywkach, czyli mistrzostwem kraju.

Chociaż transfery w obu klubach na razie na kolana nie rzucają, to wydaje się, że w przyszłym sezonie Kolejorz w kraju powinien zachować tendencje wzrostową. Od transferów Dudki czy Robaka ważniejsze jest to, że się nie osłabił. A w Legii tymczasem znowu spore zamieszanie.  Właściciele klubu próbują rozwiązać kolejny duży problem, czyli sprzedać Ondreja Dudę. I tak jak w lutym, gdy do Chin odchodził Miroslav Radović, trąci nieco amatorszczyzną. Znowu trener Henning Berg nie wie na czym stoi – nie korzystał ze Słowaka w sparingach podczas obozu przygotowawczego, bo był przekonany, że ten odejdzie do Interu Mediolan. Teraz okazuje się, że być może będzie mógł go wystawić w meczu o Superpuchar. A może nawet – chociaż w to wątpię – Duda zostanie w Warszawie na rundę jesienną. Nie byłoby to złe, bo moim zdaniem szykowany na następce Słowaka Michał Masłowski nie ma zadatków na lidera i głównego kreatora drużyny wicemistrzów Polski.

Nie wiem dokładnie na jakim etapie były i są negocjacje z Interem, ale mam wrażenie, że z oszczędzaniem Słowaka w sparingach klub nieco się pospieszył. Rozumiem obawy o zdrowie piłkarza w sytuacji, gdy na pieniądzach z jego sprzedaży opiera prawie cały plan transferowy, ale mimo wszystko trzeba się trochę szanować. Piłkarza można oszczędzić, gdy ma kupiony bilet lotniczy i leci na testy medyczne, a nie gdy trwają negocjacje w sprawie finansów - obojętne czy jeszcze w sprawie ceny, czy jeśli chodzi „tylko” o gwarancje bankowe. Inaczej dochodzić będzie do absurdalnych sytuacji, że gdy tylko jakiś menedżer da sygnał o ofercie dla zawodnika X, ten zaraz będzie przechodził na indywidualny tok treningowy i dostanie zakaz występów w meczach towarzyskich. Daleki jestem od tego, żeby usprawiedliwiać Berga, ale w takich warunkach zwariować może każdy trener.