Po zdecydowanej porażce w spotkaniu o Superpuchar z Lechem w Poznaniu wicemistrzowie Polski co prawda wygrywali, ale zwróćmy uwagę na to z kim. Zespoły Śląska Wrocław, FC Botosani, Podbeskidzia Bielsko-Biała, Górnika Łęczna czy FC Kukesi to nie byli – z całym szacunkiem - „godni” i wyznaczający klasę Legii rywale. Media wpadły w euforię podziwiając skuteczność Nemanji Nikolicia, który faktycznie jest interesującym i dość wszechstronnym napastnikiem. Bramki strzelał jednak na razie tylko przeciętnym drużynom.

 

Na Bułgarskiej przeciw Lechowi w meczu o Superpuchar nie zrobił przysłowiowego „sztycha”. Z Wisłą pracował, wykładał świetne piłki jak tą na „setkę” Michałowi Kucharczykowi, ale też zmarnował sytuację sam na sam. Inna sprawa, że w niedzielę krzywdę zrobił mu sam Berg. Przecież „Nigolić” skuteczny był zazwyczaj wtedy, gdy grał z przodu razem z drugim napastnikiem Aleksandarem Prijoviciem. Mimo mankamentów, jakie z pewnością Szwajcar posiada, jego obecność na boisku uwypuklała walory reprezentanta Węgier. W niedzielę Prijović wszedł na plac dopiero w 86. minucie. Czemu tak późno, skoro wynik był niekorzystny dla Legii?

 

Kolejną problematyczną sprawą była chęć ponownego wystawienia w roli defensywnego pomocnika najlepszego stopera Ekstraklasy sezonu 2014/2015 i reprezentanta Polski Michała Pazdana. Uraz „Piranii” uniemożliwił mu występ, zamiast niego na „6” zobaczyliśmy Bartłomieja Makowskiego. Też nominalnego stopera, który na tej pozycji rozegrał większość spotkań w drugiej drużynie, choć w Centralnej Lidze Juniorów, także w finałach z Lechem ustawiony był już na tej samej pozycji co w niedzielę. Gra jednak toczyła się nie z jego udziałem lecz obok niego. Szczególnie w pierwszej połowie Wisła grała z Legią w „dziada”. Piłkarze ze stolicy zaliczyli trening interwałowy goniąc za piłką, którą rzadko mieli przy nodze.

 

Oczywiście nic się jeszcze nie stało, Legia straciła w lidze dopiero pierwsze punkty i jest ciągle liderem. W sobotę w Gliwicach spotka jednak Piasta, który też raczej się nie zamuruje i będzie chciał grać w piłkę. A Zoria Ługańsk wygląda na zespół prezentujący jakościowo futbol mocniejszy niż „Biała Gwiazda” i „Piastunki”. Jeśli Warszawa chce mieć fazę grupową Ligi Europy Legia musi pokazać, że ma jakiś pomysł na grę i styl. I prezentować się zdecydowanie lepiej niż w niedzielę.