Na stawiane tu i ówdzie tezy, że „wreszcie mamy reprezentację” i, że we Francji będzie ona w stanie znaleźć się co najmniej w 1/8 finału trzeba patrzeć ze sporym dystansem. Żadna drużyna nie jest projektem skończonym i tworem stałym. Selekcjoner i jego ludzie doskonale to wiedzą. Dzień po świętowaniu wygranej z Irlandią i kwalifikacji do francuskiego turnieju nikt nie łapał oddechu. Od razu zaczęła się praca. Choć bardziej właściwie byłoby napisać, że pracy po prostu nie przerwano. Już kilkanaście godzin po sukcesie zainaugurowany został projekt „Francja”, by nie skończyło się, jak podczas dużych imprez w Korei Południowej, Niemczech czy Austrii.


W tym roku kadra rozegra jeszcze dwa mecze towarzyskie – we Wrocławiu z Czechami i na stadionie Narodowym w Warszawie z Islandią. W obu przydałoby się wypróbować kilka nowych twarzy, bo kilku reprezentantów z eliminacji jesienią było w zespole nie ze względu na ich sportową przydatność. Sebastian Mila, Sławomir Peszko, Thiago Cionek, Łukasz Szukała czy Kamil Wilczek – na chwilę obecną w terminach obu kontrolnych spotkań powinni skoncentrować się na treningach w klubach.  Z Cionka i Szukały Nawałka nie zamierza jednak rezygnować.


Ciągle musimy też szukać środkowych obrońców, bo na dziś poza Kamilem Glikiem i Michałem Pazdanem pewniaków nie ma. Do tego legionista u Stanisława Czerczesowa znów zmienił się w pomocnika i nie jest to radosna wiadomość dla kadry. Jest Artur Jędrzejczyk, ale przydałoby się,  by znów zaczął regularnie grać (od wiosny przy Łazienkowskiej?) Jest Cionek, ale póki co przydaje się tylko do treningów, bo poza tym kadrze nic nie dał. Szukała do pewnego czasu grał regularnie i boku Glika, potem został zepchnięty do roli rezerwowego. Konia z rzędem temu, kto wskaże dziś ze stuprocentowym przekonaniem kto obok kapitana Torino i Pazdana znajdzie się wśród centralnych defensorów na EURO.


W środku pola też nie przebieramy jak w ulęgałkach. Grzegorz Krychowiak i Krzysztof Mączyński śpią spokojnie. Tomasz Jodłowiec jesień ma przeciętną, także ze względu na kłopoty zdrowotne. Polska czeka na  eksplozję talentu Karola Linetty’ego – Lechita lontu jednak nie odpalił. Bartosz Kapustka reprezentacyjnego na razie nie pociągnie.


Na skrzydłach ciągle musimy liczyć na Kamila Grosickiego i … Jakuba Błaszczykowskiego, który nie ma już tego dynamitu w nogach co kiedyś. W ataku poza Robertem Lewandowskim i Arkadiuszem Milikiem też wyboru za dużego nie ma. Wystarczyło, że Artur Sobiech strzelił dwa gole w Bundeslidze i już otrzymał wezwanie do kadry. Kiedyś by na to liczyć, trzeba było większych dokonań. Do tego ani ze Szkocją ani z Irlandią napastnik Hannoveru piłki na boisku nawet nie powąchał. Jest zatem czy nie jest gotowy na reprezentację?


Naszemu sztabowi nie zazdroszczę. W ubiegłą niedzielę obejrzałem mecz dwóch najlepszych zespołów ostatnich lat, uczestników fazy grupowej Ligi Europy, Legii Warszawa i Lecha Poznań. Wszyscy zachwycali się poziomem tego spotkania, ale ja zadam pytanie: Czy któryś z polskich piłkarzy tych „eksportowych” drużyn, poza Pazdanem, Jodłowcem i Linetty’m, którzy są w kadrze, zasłużyli by na listopadowe potyczki ich powołać? Cisza. Dlatego trudno się dziwić, że w dwóch ostatnich tegorocznych meczach „Biało-Czerwonych”  „Mazurka Dąbrowskiego”  posłuchają ci sami piłkarze co w eliminacjach.