Chyba nic taki nie martwi polskiego kibica przed Euro 2016, jak obsada środka rozegrania. Pozycja absolutnie kluczowa, zawodnik, którego nazywa się architektem, dyrygentem, mózgiem. A u nas bieda... Z nadzieją, ale i niepokojem fani biało-czerwonych wypatrują dwóch powrotów: Mariusza Jurkiewicza z pooperacyjnej rehabilitacji i Grzegorza Tkaczyka z reprezentacyjnej emerytury.

Duet Jurkiewicz - Tkaczyk zapewnił by nam oczywiście spokój na tej pozycji, ale - powiedzmy to sobie otwarcie - nie na długo. W roku polskiego Euro i brazylijskich igrzysk Mariusz i Grzegorz będą mieli w sumie lat... siedemdziesiąt. Nie mało. A o następców tej klasy trudno.

Z czego to wynika? Być może przegapiliśmy moment, w którym w światowej piłce ręcznej nastąpiła pewna istotna zmiana. Zmiana , którą najłatwiej będzie zilustrować na przykładzie reprezentacji Chorwacji lub Hiszpanii. Chyba właśnie kończą się czasy środkowych w stylu Ivano Balicia czy Daniego Sarmiento. Może trochę niższych, słabszych fizycznie, ale za to świetnie wyszkolonych technicznie i niezwykle dynamicznych. Zaliczających zdecydowanie więcej asyst niż bramek.

Nastała bowiem era - by pozostać przy Chorwatach i Hiszpanach - Domagoja Duvnjaka i Joana Canellasa. Zawodników, którzy warunkami fizycznymi absolutnie nie ustępują kolegom z drugiej linii, zawodników, którzy często bywają czołowymi strzelcami swoich zespołów. My tymczasem, martwiąc się brakiem Bartka Jaszki, sprawdzamy Piotra Masłowskiego, Pawła Niewrzawę, Rafała Glińskiego. Obracamy się zatem w kręgu klasycznych środkowych, z tego powoli już chyba ginącego gatunku.

I być może w kolejnych latach coraz częściej trzeba będzie ratować się takim manewrem, jak Michael Biegler w pamiętnym meczu w Magdeburgu. Michał Jurecki, który wtedy - tuż przed swoimi trzydziestymi urodzinami - zagrał w reprezentacji pierwszy raz na środku rozegrania, półtora roku później wydaje się jedną z najlepszych opcji na tę pozycję.

Bo bez takich środkowych - silnych, wysokich, bramkostrzelnych - na najwyższym poziomie grać coraz trudniej.