Po raz pierwszy zobaczyłem Andżelikę, kiedy przyjechała z Niemiec na mały turniej rozgrywany na warszawskiej Merze w lutym 2004 roku (Żywiec Open, ITF, 25tys. dolarów). Nieśmiała, nieco ciężkawa w ruchach 16-latka przedarła się przez kwalifikacje, a potem awansowała aż do finału warszawskiego turnieju, gdzie uległa po walce, w trzech setach, Marcie Domachowskiej. Na trybunach kibicował jej dyskretnie tata Sławomir, dawny poznański tenisista. Zapamiętałem jej lewą rękę, mocne nogi i charakter młodziutkiej dziewczyny. Pomimo nieustającego dopingu stołecznych kibiców dla jej rywalki i paru niekorzystnych decyzji arbitra Andżelika wygrała pierwszego seta w tie-break’u. A potem długo stawiała opór starszej o dwa lata i bardziej doświadczonej Marcie.

 

Australian Open: Puszczykowo w euforii po zwycięstwie Kerber

 

Turniej nie zaczął się dobrze dla Kerber. W meczu pierwszej rundy z Japonką Misaki Doi (64 WTA) musiała bronić meczbola w drugim secie.  Punktem zwrotnym był pewnie ten fantastyczny bój z Viktorią Azarenką w ćwierćfinale (z którą nigdy dotąd nie wygrała). Białorusinka w drugim secie prowadziła już 5:2 i 40:0 (w sumie miała 5 setboli). Kerber wygrała 6:3, 7:5.
 
Australijski mecz miał jedną faworytkę. Dla Sereny był to 26 finał turnieju wielkoszlemowego (w tym na koncie ma 21 wygranych). Dla Angie – pierwszy. Ostatnią Niemką, która wygrała turniej tej rangi, była niezapomniana Steffi Graf (Wimbledon w 1999 r.). Zresztą stawką finału było wyrównanie przez Serenę rekordu Steffi w ilości wygranych turniejów wielkoszlemowych. Niemka ma na koncie 22 takie triumfy.
 
Najpiękniejszy był trzeci set finału. Kerber po najdłuższym, szóstym gemie przełamała serwis Williams na 4:2. Dwa razy wygrywała cenne punkty kończąc długie wymiany efektownymi dropszotami z bekhendu.  Potem wygrała swoje podanie i wyszła na prowadzenie 5:2. Było po 30, o dwa punkty od szczęścia. Sensacja wisiała w powietrzu. Ale kiedy Serena wróciła na 5:4 wydawało się, że Angie nie ma już szans. Jednak to Kerber była spokojniejsza w końcówce, a Williams zadrżała ręka. Przy pierwszym meczbolu czarnoskóra mistrzyni wyrzuciła łatwego woleja z forhendu pięć centymetrów za końcową linię. Potem były już tylko łzy szczęścia, serdeczne gratulacje, uściski i wzruszająca ceremonia rozdania nagród.