Kilka dni temu przeczytałem w Sports Illustrated wielki reportaż o fenomenie Leugue od Legends i (prawie) wszystko stało mi się jasne. To właśnie najbardziej dynamicznie rozwijający się obecnie sport (?) na świecie.

 

Twarde dane. Finał League od Legends 2014 pomiędzy koreańskim Samsung Galaxy White i chińskim Star Horn Royal Club oglądało w internecie 27 milionów osób. Finały NBA 17.9 miliona, NHL – 6 milionów. Bilety na ciekawsze mecze do MSG czy L.A. Staples Center sprzedają się w 2-3 godziny.

O co chodzi w tym szaleństwie, które ogląda głównie młodzież? Walczące ze sobą zespoły liczą po 5 zawodników, mecz trwa przeciętnie 40 minut, 15 minut przerwy i następny pojedynek. Ważne rzeczy dzieją się przed meczem kiedy zawodnicy muszą wybrać charakter (czempiona), w którego się wcielą. Mają do wyboru 127 opcji. Mogą – przykładowo – wybrać Jinxa, który dysponuje straszliwą siłą ognia, ale jest mało mobilny i łatwo go znokautować czy Gragasa, mistrza walki z bliska, ale nieobliczalnego alkoholika. Każdy z zespołów może zastrzec, że nie chcę aby rywale wybrali trzech określonych czempionów. Celem jest zniszczenie rywala i dotarcie do jego bazy (nexus)

Ci którzy odnoszą sukcesy w League of Legends, to absolutni zawodowcy (na pewno więksi niż wielu naszych ligowych kopaczy). Trenują po 6-10 godzinie dziennie, kluby organizują im obozy treningowe, mecze sparringowe, zatrudniają najlepszych trenerów, skautów, psychologów, rehabilitantów (częste są kontuzje nadgarstka od stukania w klawiaturę komputera)... Telewizja transmituje nawet ciekawsze mecze sparingowe.

Młodociane gwiazdy League of Legends zarabiają rocznie po kilka milionów dolarów, mają sponsorów (najwięksi to Geico, Red Bull i HTC). A jak są wielkie pieniądze to jest i... ustawianie meczów i... doping! Niedawno rozwiązano jeden z południowokoreańskich zespołów i aresztowano 12 osób za ustawianie gier, a firma zarządzająca Ligą poprosiła o pomoc światową agencję antydopingową i wprowadziła olimpijskie testy na wykrywanie dopingu.

O tempora, o mores – mówili starożytni zszokowani tym co się wtedy działo. Pozostaje mi tylko to powtórzyć. Jeśli League of Legends miałaby zastąpić dobry boks, to chyba czas niedługo umierać.