Już kilka lat temu przy okazji debiutu Mariusza Pudzianowskiego, oraz konfrontacji, bo przecież nie walk, Marcina Najmana, Roberta Brunejki czy Dawida Ozdoby istniało niebezpieczeństwo przekształcenia się MMA w widowisko bardziej zbliżone do wydarzeń amerykańskiego wrestlingu, niż sportowej rywalizacji. Na szczęście Pudzianowski ze strongmana i dziwoląga przeistoczył się w poważnego zawodnika, a pozostałych w świecie wszechstylowej walki wręcz już nie ma, choć niebezpieczeństwo, że wrócą ciągle istnieje. Były jeszcze występy Kamili Porczyk i Jacka Wiśniewskiego, ale przeszły bez większego echa. Wydawać więc by się mogło, że przynajmniej na polskiej scenie wystarczy klasa sportowa, aby zapełnić hale i stworzyć znakomite widowisko. Są doskonali zawodnicy, można zbudować historię, sprzedać gale w PPV, bądź czas reklamowy przy okazji transmisji w otwartej telewizji.


Niestety zły przykład idzie zza oceanu, a my już mamy to do siebie , że jak coś amerykańskie to dobre. 19 lutego w Huston organizacja Bellator zorganizowała wydarzenie, które już przeszło do historii. Peak gali z numerem 149 nastąpił oczywiście podczas dwóch walkach wieczoru. Dada 5000 z „Kimbo” zgromadzili 2.5 milionów ludzi przed telewizorami, a Shamrock z Gracie 2.4 mln. Średnia oglądalność to blisko dwa miliony. Najwyższa w dziejach tej federacji!  Shamrock i Gracie to przynajmniej legendy MMA, ludzie którzy tworzyli ten sport, ale to było w ostatniej dekadzie ubiegłego stulecia. Teraz mają wspólnie ponad 100 lat więc rzucają tylko cień dawnej sławy i klasy.


Dada natomiast i Kimbo, którzy nawiasem mówiąc nazywają się zupełnie inaczej, razem lat mają tylko 80, co samo w sobie szokujące nie jest, są w świecie wszechstylowej walki wręcz typowymi freakami. Najlepiej sprawdzali się w bojach na ulicach południowej części Miami, ich filmiki były bardzo popularne w sieci, teraz są gwiazdami poważnej podobno organizacji. To znaczy Dada gwiazdą będzie gdy się wyleczy, bo wylądował w szpitalu i ponoć jego serce przestało na moment bić.


Mniejsza jednak o nich. Być może wiedzą co robią, choć z żadną estetyką, nawet sportów walki niewiele to ma wspólnego. Gorzej jednak, że dzień później w Denver do klatki weszła Ann Perez de Tejada by stoczyć pojedynek z Laurą Dettman. Kobiety w MMA już nie szokują nikogo, chyba że różnica wieku między nimi wynosi 44 lata! Tak, de Tejada ma 68 lat i sztuki poznała 5 lat temu! Dettman nie oszczędziła jej i brutalnie zweryfikowała marzenia bombardując serią ciosów.


Z decyzji o dopuszczeniu do takiego starcia musiał tłumaczyć się organizator gali Sparta Combat League, ale tłumaczyć musimy się my wszyscy, którzy dążymy do tego by uznać MMA za kwalifikowany sport. Ze sportem jednak ma to niewiele wspólnego. Nie ma drugiej takiej dyscypliny, w której sprawdzić się może każdy, a im większym jest dziwolągiem tym więcej ludzi chce to oglądać.


Z innej beczki. Zdyskwalifikowany za doping w Stanach Zjednoczonych Aleksander Szlemienko bez żadnych problemów walczy w Rosji i pewnie zostanie mistrzem M-1, będący w podobnej sytuacji Wanderlei Silva już otrzymał z Japonii propozycję walki dwóch na dwóch.


Kilka lat temu wyraziłem obawę, że pogoń za łatwym zarobkiem może doprowadzić do tego, że MMA nie będzie generować sportowych emocji, lecz stanie się niewyszukaną sobotnią rozrywką przy browarze. Obawiam się, że jesteśmy blisko.