Po dziewięciu rundach były mistrz świata wagi półciężkiej i junior ciężkiej prowadził u wszystkich sędziów 88:83. Może nieco zbyt wysoko, bo przewaga Polaka była niewielka, ale taka była punktacja. Dziesiąte starcie też wygrywał i wtedy, tuż przed gongiem kończącym rundę, Molina uderzył najpierw lewym sierpowym, który minął o milimetry szczękę Adamka, a ułamek sekundy później trafił długim prawym, po którym „Góral” runął na deski.

 

Podnosił się ciężko, ale wydawało się, że to jeszcze nie koniec, że być może wróci do świadomości po minucie przerwy między rundami. Ale sędzia Leszek Jankowiak podjął inną decyzję. Uznał, że Adamek nie jest zdolny do dalszej walki i ją przerwał.

 

To trzecia porażka Tomasza Adamka w jego ostatnich czterech walkach. Pokonali go Wiaczesław Głazkow, Artur Szpilka i teraz, w krakowskiej Tauron Arenie, 34 letni Eric Molina. Wcześniej, w 2011 roku, w pamiętnym pojedynku we Wrocławiu wygrał z nim Witalij Kliczko. Wówczas walkę o mistrzowski pas WBC należący do Ukraińca zatrzymał sędzia ringowy z Włoch. Teraz Jankowiak, który wyliczył Adamka. To pierwsza porażka naszego mistrza przez klasyczny nokaut.

 

„Góral” po męsku przyjął to co zdarzyło się w Krakowie podczas Polsat Boxing Night V, ale nie przewidywał takiego zakończenia. To on był zdecydowanie bliżej zwycięstwa w tym pojedynku. Prowadził na punkty i choć kilka razy bokser z Teksasu mocno trafił, to wydawało się, że Adamek dzięki swojemu doświadczeniu „dowiezie” przewagę do końca.

 

- Popełniłem błąd i stało się. To jest boks. Czas kończyć, bo to sport dla zwycięzców – powiedział w rozmowie z Mateuszem Borkiem już po ogłoszeniu werdyktu.

 

Gdyby wygrał decyzja byłaby podobna. W trakcie tej właśnie walki zrozumiał, że nie ma sensu ciągnąć kariery w nieskończoność. Tego Adamka, który wygrywał szybkością i takim charakterystycznym dla niego bokserskim pazurem, już nie ma. W tym roku skończy 40 lat, ma za sobą dużo ciężkich, ringowych wojen, wspaniałe walki w wadze półciężkiej, junior ciężkiej i ciężkiej, mistrzowskie tytuły w dwóch kategoriach, pas magazynu The Ring. Ma prawo czuć się spełniony i mam nadzieję, że jest.

 

To była kolejna fascynująca noc z boksem zawodowym, kolejna Polsat Boxing Night o której tak wiele mówiono zanim się rozpoczęła. Kilkanaście tysięcy widzów w Tauron Arenie, świetny występ Michała Cieślaka (junior ciężka), który zastopował Francisco Palaciosa przechodzi do historii. Z dobrej strony pokazał się też Mateusz Masternak, (junior ciężka) wygrywając pewnie z ambitnym, amerykańskim pięściarzem, Erikiem Fieldsem.

 

W pojedynku dwóch dobrych kolegów, Andrzeja Wawrzyka (waga ciężka) i Marcina Rekowskiego górą był ten pierwszy nokautując przyjaciela. A w walce, od której rozpoczynał się ten wieczór, Rafał Jackiewicz (półśrednia) musiał tym razem uznać wyższość Michała Syrowatki. Kilka miesięcy temu, w Ełku, Jackiewicz wygrał przez nokaut, teraz przegrał wyraźnie na punkty. Na tym między innymi też polega piękno boksu.

 

Kolejne takie święto 5 listopada.