Do grona faworytów należy w pierwszej kolejności zaliczyć gospodarzy. Francuzi dwukrotnie triumfowali w mistrzostwach Starego Kontynentu. W 1984 roku właśnie w roli gospodarza sięgnęli po zwycięstwo. Z kolei ich drugi triumf przypadł na turnieju w Belgii i Holandii szesnaście lat temu, więc tuż za miedzą. Obecnie mają świetną drużynę mimo, że zabrakło miejsca dla Karima Benzemy. Poza tym do grona faworytów należy zaliczyć Hiszpanów oraz Niemców. Owszem, ktoś powie, że piłkarze tych reprezentacji są nasyceni sukcesami z ostatnich lat. Jednak jest to fala zawodników, którzy są urodzonymi zwycięzcami.

 

Kto jeszcze w półfinale? Chorwaci oraz Belgowie mają rewelacyjną generację piłkarzy. Nie wiem do końca na co będzie stać Anglików, którzy w ostatnich latach regularnie zawodzą. W tej chwili „Synowie Albionu” mają ciekawy zespół. Być może tym razem spełnią pokładane w nich nadzieje.

 

Po cichu liczę, że nasza reprezentacja znajdzie się w najlepszej ósemce turnieju. Ćwierćfinał jest w naszym zasięgu, tym bardziej, że przy ewentualnym wyjściu z grupy być może będziemy mierzyli się z Rumunią, bądź Szwajcarią. Awans do ćwierćfinału byłby zwieńczeniem świetnych eliminacji w wykonaniu podopiecznych Adama Nawałki. Jednak musimy mieć się na baczności, żeby Irlandczycy z Północy już w pierwszym meczu nie sprowadzili nas na ziemię.

 

Polacy są wymieniani w kontekście bycia „czarnym koniem” mistrzostw. Ale jeżeli nie wygramy z ekipą Michaela O’Neila to zaczną się schody i problemy. Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że francuski turniej będzie pierwszym w historii z tak dużą liczbą uczestników. Cztery drużyny z trzecich miejsc wyjdą ze swoich grup, więc przy jednym świetnym meczu Albania może dostać się do 1/8 finału. Wówczas będzie można określać ich mianem „czarnego konia”. Byłoby to dla nich historyczne osiągnięcie. Są Czesi, Słowacy oraz Islandczycy, którzy awansowali zasłużenie, ale nie grali porywającej piłki. We Francji może być inaczej.

 

Jeżeli miałbym wskazać, któregoś z naszych zawodników do odegrania szczególnej roli to musiałbym mieć pewność, że będzie grał przynajmniej w dwóch, czy trzech meczach. Jeżeli Kamil Grosicki nie będzie mógł wystąpić przeciwko Irlandii Północnej, to wówczas liczę na Bartosza Kapustkę. Skrzydłowy Cracovii ma potencjał, aby zaistnieć podczas Euro.

 

W przypadku Roberta Lewandowskiego oczekiwania są ogromne. Jeżeli nasz kapitan chce liczyć się w walce o Złotą Piłkę, to musi błyszczeć na tym turnieju. Musimy od niego tego wymagać. Taka jest rola gwiazdy. Portugalczycy oczekują tego samego od Ronaldo. Lewandowski jako jeden z najlepszych piłkarzy na świecie musi poprowadzić nas do sukcesu.

 

Bez wątpienia po meczu z Irlandczykami Robert będzie poturbowany. As naszej kadry będzie kopany, bo przeciwnik daje sobie sprawę, że będzie musiał uciekać się do fauli. Jednak „Lewy” przeszedł już przedsmak tego w meczu z Holandią. Dostał sporo kopniaków i kuksańców. Wie, czego może się spodziewać.

 

Na króla strzelców turnieju "papiery" ma Thomas Muller; strzelał już bramki na wielkich turniejach. Gracz Bayernu doskonale wie, jak to się robi, bo podczas mundialu, czy Euro „ładował” jak na zawołanie. Jest to gracz stworzony do wielkich spotkań. Dlatego jego w pierwszej kolejności bym typował. Może tak się zdarzyć, że kilku zawodników będzie miało identyczny dorobek strzelecki. Na ostatnim mundialu nikt nie postawiłby na to, że James Rodriguez zostanie królem strzelców. Tutaj podoba historia też może mieć miejsce. Nie wykluczam, że Robert Lewandowski zakręci się w czołówce strzelców. Jeżeli drużyna będzie prezentowała dyspozycję z eliminacji, to nasza największa gwiazda może strzelić trzy lub cztery gole. A taki dorobek prawdopodobnie pozwoli znaleźć się w czołówce strzelców.

 

Natomiast rewelacją turnieju zostanie któryś z zawodników angielskich. Anglicy mają w swojej kadrze wielu zdolnych, młodych piłkarzy. Nie wskaże, który z chłopców Roya Hodgsona zostanie objawieniem, ale Marcus Rashford, Dele Alii, czy wciąż młody Harry Kane mają szansę zabłysnąć. Najwyższy czas, żeby Anglicy wykreowali kolejną wielką gwiazdę, jak kiedyś Michaela Owena na mundialu w 1998 roku, czy Wayne’a Ronney’a podczas Euro 2004.