Zanim jednak jak było kiedyś zwracam uwagę na siłę przekazu medialnego dotyczącego piłkarzy. Ktoś tam zagrał w karty, do tego pojawiło się trochę piwa (choć jak znam życie, to akurat piwo w takich sytuacjach nie jest artykułem pierwszego wyboru), komuś zrobiło się niedobrze, ktoś tam na fantazji pobiegał po basenie odziany tylko w zegarek na ręce i... tyle. W komentarzach wszyscy rzucili się na piłkarzy, że to skandal, słowo profesjonalizm odmieniane było na wszelkie możliwe sposoby i przypadki itd. Żebyśmy się zrozumieli. Ja ich (piłkarzy) tutaj nie zamierzam bronić, ani usprawiedliwiać, bo nie o to chodzi, ale... to co mieli zrobić, to zrobili. Mieli wygrać dwa mecze i wygrali. Ktoś powie, że styl był nie taki jak trzeba i OK, może tak było, ale w tabeli punktowej nie ma rubryki dotyczącej stylu. Są mecze, punkty i bramki. Nic więcej tam nie ma. A u nas po dwóch meczach w Warszawie widnieje szóstka, czyli full. Więcej zdobyć się nie dało.

Nie wiem jak zakończy się ta cała sprawa, czytam, że na celowniku znalazło się dwóch piłkarzy, którzy mają zwyczajnie wylecieć z reprezentacji. Tak jak kiedyś wyleciało z kadry trzech siatkarzy, którym wyraźnie przedłużył się wieczór podczas wypadu w miasto w Olsztynie przy okazji Memoriału Huberta Jerzego Wagnera. Raul Lozano był wtedy bezlitosny i nieubłagany, a kibice wręcz zachwyceni, że jest wreszcie ktoś kto nie zamiata tego typu problemów pod dywan i wyciąga konsekwencje od niesubordynowanych zawodników. I to był ten czas, kiedy rzeczywiście byłem bardzo blisko reprezentacji, doskonale znałem się ze wszystkimi siatkarzami, a na zgrupowaniach z reguły mieszkaliśmy w tych samych hotelach. I tutaj stawiam kropkę. Cytując klasyka "co było w Vegas, zostaje w Vegas". Dodam tylko, że ta ekipa wygrywała praktycznie wszystko i ze wszystkimi, a atmosfera w zespole była rewelacyjna.

I na koniec o atmosferze właśnie, bo wśród piłkarzy najwyraźniej zgęstniała. My ludzie mamy w sobie jakiś dziwny gen, który z łatwością pozwala nam osądzać innych, rzadko wtedy patrzymy na zaistniałą sytuację przez pryzmat samych siebie. Każdy z nas jest inny, każdy z nas ma inną wrażliwość, ale podejrzewam, że każdy z nas, kiedy chce pogadać z kumplami, tudzież kumpelkami, powygłupiać się, pośmiać, to raczej na spotkanie umówi się w knajpie, a nie np. w bibliotece. Mylę się? Nie sądzę. Ważne, żeby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli, i dobrze byłoby, żeby zawsze był ktoś, kto tego całego towarzystwa będzie pilnował, ale... co było w Vegas, zostaje w Vegas.