Jeśli chcemy na serio zdiagnozować problem reprezentacji prowadzonej przez Dujszebajewa, musimy zbyć miłosiernym milczeniem takie uwagi, jakie wygłosił ostatnio Marek Panas, którego zdaniem Talant nie ma pojęcia o taktyce. Sęk w tym, że były reprezentant Polski zawodnikiem był znakomitym, ale jednak zdecydowanie gorszym niż Dujszebajew, a jako trener wygrał... no właśnie, niczego nie wygrał.

Marek Panas, gdy tylko podstawić mu mikrofon, ochoczo skrytykuje każdego; od prezesa związku, przez działaczy, selekcjonera, trenerów grup młodzieżowych, po zawodników. Właściwie jedyny ratunek dla polskiego szczypiorniaka, to scenariusz, w którym prezes ZPRP Marek Panas, po konsultacji z wiceprezesem do spraw szkoleniowych Panasem Markiem, oferuje stanowisko selekcjonera trenerowi Panasowi. Choć nie jest oczywiście przesądzone, że taką propozycję Panas by przyjął...

A teraz poważnie. Dujszebajew o piłce ręcznej wie wszystko. Dowodząc kolegami z parkietu, ze środka rozegrania, zapisał się w historii jako jeden z najwybitniejszych zawodników wszech czasów. Już jako trener zdążył odnieść ogromne sukcesy tak w Hiszpanii, jak i w Polsce. I z Ciudad Real, i z Vive sięgnął po triumf w Lidze Mistrzów.

Zatem, czy Talant Dujszebajew to dobry trener? Oczywiście, że tak. Czy zna polską piłkę ręczną, zaplecze kadry, zawodników ligowych? Ma się rozumieć. Czy pracując w Polsce z polskimi zawodnikami, potrafi osiągać sukcesy? No jak nie, jak tak. Czyli Talant Dujszebajew jest idealnym kandydatem na SELEKCJONERA Polaków? Niestety chyba nie bardzo...

Niezręcznie cytować samego siebie, ale już w lutym pisałem na naszym portalu, dlaczego Dujszebajew to znakomity selekcjoner na pół roku, na eliminacje MŚ i igrzyska olimpijskie. A jednocześnie, dlaczego jego wybór na dłuższą kadencję byłby ogromnym ryzykiem. Miałem i mam ogromne wątpliwości, czy krewki Kirgiz to człowiek, który będzie chciał i potrafił w mozole wykonywać niewdzięczną, rozpisaną na wiele lat pracę kompletnej przebudowy polskiej kadry.

Kiedy misję przygotowania polskich piłkarzy do Euro 2012 powierzono Franciszkowi Smudzie, jednym z nielicznych krytyków był - wówczas niestety nie będący prezesem PZPN - Zbigniew Boniek. Twierdził on mianowicie, że Franciszek Smuda potrzebuje regularnych zastrzyków adrenaliny, meczów o ogromnym ładunku emecjonalnym, o wysoką stawkę; że spokojna, sumienna, metodyczna, kilkuletnia praca, jest sprzeczna z jego naturą. Zamieńmy teraz piłkę nożną na ręczną, Euro 2012 na IO 2020, a Smudę na Dujszebajewa. Zaskakujące, jak cała reszta się zgadza...

Na domiar złego, ostanie dni pokazały, że styl prowadzenia zespołu przez Dujszebajewa - bezwzględne egzekwowanie, z najdrobniejszymi detalami, założeń taktycznych - nie jest łatwy (możliwy?) do przeszczepienia na grunt reprezentacyjny. Po miesiącach codziennej pracy w klubie, trener ma prawo oczekiwać, że jego podopieczny na parkiecie zachowa się dokładnie tak, jak trener tego chce. Po kilku treningach podczas krótkiego zgrupowania reprezentacji, zawodnik nie jest w stanie takim oczekiwaniom sprostać. A to najwyraźniej Talanta frustruje. Widać to było podczas jego niedawnych "rozmów" z Krzysztofem Łyżwą i w trakcie polskiego Euro, kiedy to zupełnie nie poradził sobie w roli selekcjonera reprezentacji Węgier.

Może zatem odpowiedź na pytanie, dlaczego Talant Dujszebajew zdecydowanie lepiej radzi sobie w drużynach klubowych niż narodowych jest całkiem prosta? Może jest świetnym trenerem, ale jednocześnie nie najlepszym selekcjonerem? Biorąc pod uwagę, że był wybitnym zawodnikiem, i tak nie może narzekać na brak talentów. W końcu cytowany Zbigniew Boniek - fenomenalny piłkarz i bardzo sprawny prezes - trenerem był takim sobie. Nikt nie jest przecież idealny. Nie licząc oczywiście Marka Panasa...