Nie wiem kto wpadł na pomysł specjalnego uhonorowania podczas tego wieczoru obchodzącego za miesiąc 70-te urodziny Włodka, ale był to moment cudowny pewnie nie tylko dla mnie. Coś mi to pachnie osobistą interwencją Zbyszka Bońka, bo Lubański od dziecka był jego wielkim idolem. Nie tylko zresztą jego. Wyemitowany krótki filmik przypomniał, że w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych cała Polska była zakochana w Lubańskim, kiedy za sprawą Górnika Zabrze i reprezentacji nasza piłka przebijała się na światowe salony. I chociaż Włodek był wtedy pupilem PRL-u, to jego orzeł, z którym grał na piersi, zawsze miał koronę. Koronę niezwyklej szlachetności i wysokiej kultury, nie tylko sportowej. No i był znakomitym, naprawdę wielkim piłkarzem. Kochała go Polska, kochała go Europa i kochał go świat. Świat, który w międzyczasie, tak bardzo się zmienił.

Ano właśnie. Podczas uroczystego wieczoru, po laudacji w wykonaniu legendarnej telewizyjnej prezenterki Krystyny Loski, Zbyszek Boniek wręczył Włodkowi pamiątkową koszulkę z numerem „9” i nazwiskiem „Lubański” na plecach. Na sali słychać było szmer: „No jak to, przecież Włodek grał zawsze z „10”.  I tu zaraz Zbyszek sprawę wyjaśnił: „Proszę Państwa – trzech wielkich, polskich piłkarzy na „L” znacie? Podpowiadam: Lubański, Lato i… Lewandowski.” I sprawa jasna. Ta koszulka to symboliczny pomost pomiędzy wielką przeszłością polskiego futbolu, obiecującą teraźniejszością i być może, jeszcze lepsza przyszłością. I rzeczywiście pomiędzy postaciami Włodzimierza Lubańskiego i Roberta Lewandowskiego istnieje jakaś paralela, choć trudno to dzisiaj uniwersalnie zmierzyć i opisać.
 
Pamiętam jak w roku 1997 miałem przyjemność uczestniczyć jako widz, w meczu zorganizowanym przez Andrzeja Grajewskiego na 50-te urodziny Włodka. Wtedy do Zabrza przyjechała cała plejada gwiazd europejskiej piłki. Z szacunku dla wielkiej osobowości naszego bohatera stawili się Horst Hrubesch, Jean-Marie Pfaff, Preben Elkjaer-Larsen, Antonin Panenka, Felix Magath, Johnny Rep, Rob Rensenbrink, Allan Simonsen, Bernd Hoelzenbein i wielu innych nie mniej sławnych.

Na wieczornym bankiecie samotnie przy stoliku stali Rep z Rensenbrinkiem, a że to byli moi holenderscy ulubieńcy z ekipy Johana Cruyffa, przystanąłem i zagadnąłem o Lubańskiego. Powiedzieli krótko: „Przyjechaliśmy tutaj, bo Włodek to świetny piłkarz, mądry człowiek  i tak w ogóle - klasa gość. Jego święto jest naszym świętem.” Być może na 50-te urodziny Roberta Lewandowskiego też do Polski przyjedzie kilkanaście gwiazd światowej piłki.  Oby wtedy Robert, w świecie pełnym blichtru i pozorów, był dla nich i dla Polaków kimś takim, kim dzisiaj dla wszystkich nas jest Włodzimierz Lubański – takim zwyczajnym, porządnym gościem z klasą.