Włoch ma ciekawe zadanie - z jednej strony odziedziczył ekipę, która ma w składzie wciąż młodych i głodnych złotych medalistów z 2014 roku, siatkarzy nie do końca spełnionych, a chętnych rewanżu za nieudane igrzyska w Rio de Janeiro. Obok nich są też kolejni następcy, a za nimi idzie pokolenie młodych wilczków, z których już Bartosz Bednarz poleciał do Brazylii na igrzyska.

 

Z drugiej strony nasza ekipa gdzieś straciła pewność siebie, zeszła ze zwycięskiego składu i nie potrafiła wywalczyć medali w czterech imprezach pod wodzą Stephane'a Antigi: podczas mistrzostw Europy w ubiegłym roku, dwóch edycji Ligi Światowej oraz tegorocznych igrzysk. A trzecie miejsce w Pucharze Świata 2015 nie dało wówczas wiele.

 

Kto ma cierpliwość?

 

To więc mix potencjału i rozczarowania, które przypisuje się teraz naszej reprezentacji. Wciąż jesteśmy jedną z czołowych ekip na świecie, ale już nie z pierwszego szeregu. I De Giorgi ma to zmienić. Ma zbudować zwycięski team.

 

Mam wrażenie, że obecny czas przypomina 2011 rok, kiedy biało-czerwonych obejmował Andrea Anastasi, a Fefe' był jego konkurentem. Z tym że wówczas do igrzysk pozostawało półtora roku, a teraz mamy aż trzy i pół. To wystarczająco, aby popracować sumiennie, mądrze - jak podkreśla De Giorgi.

 

Tylko czy nam wszystkim wystarczy cierpliwości? Zakładając, że drużyna będzie czyniła postępy i grała atrakcyjnie, czy wytrzymamy tyle czasu z jednym selekcjonerem? Czy pierwsza wpadka nie skończy się odwołaniem go ze stanowiska?

 

Sztab na bogato

 

Bardzo bym chciał, aby De Giorgi dostał od całego środowiska możliwość pracy - z sukcesami oczywiście! - do igrzysk w Tokio także dlatego, że jest naprawdę otwarty na współpracę z rodzimymi szkoleniowcami, że - jak sam podkreśla - chce zostawić po sobie ślad! A tym byliby trenerzy, którzy przejmą po nim warsztat, metody i doświadczenie. Jeśli nie dla dobra reprezentacji, to przynajmniej rodzimych zespołów klubowych.

 

Wierzę więc, że u boku Fefe' De Giorgiego zobaczę młodych asystentów, chętnych nauki, pracy i rozwoju. Może warto postawić na mistrza Europy i wicemistrza świata Piotra Gruszkę (dziś trenera GKS Katowice). A może także dać szansę mistrzom świata, którzy kończą kariery i stworzyć Gruszce oraz De Giorgiemu sztab na "bogato"? Panowie Paweł Zagumny czy Krzysztof Ignaczak to wszak nieprzebrane pokłady doświadczenia i wiedzy na swoich pozycjach.

 

Wiem - idę grubo, może przesadzam, ale mam wrażenie, że przy całym wielkim rozwoju reprezentacji Polski, a może i całej naszej siatkówki w ostatnich 11 latach od kiedy drużynę narodową przejął Raul Lozano, największym mankamentem jest brak zaufania do polskich trenerów z jednej strony, a często brak charyzmy i pewności siebie krajowych szkoleniowców z drugiej. Czas to zmienić...