Zagląda nam w oczy rychła zagłada ustalonego na futbolowym rynku porządku. Po zaskakującej w rozmiarach ofercie dla Ronaldo, według której najlepszy piłkarz 2016 r. miałby zarabiać około 100 mln euro za rok, jestem w stanie wyobrazić sobie jadących tramwajem al. Jerozolimskimi młodzieńców, którzy dyskutują o najlepszych akcjach minionego weekendu w chińskiej Super Lidze. Choć to trudne nawet dla najbujniejszych fantazji, niewykluczone, że za kilka lat w dotkniętej Apokalipsą chińskiego pieniądza Europie zostaną niedobitki, które albo nie nadają się, by grać w jedynej słusznej lidze Państwa Środka, albo sprzeciwiają się ideologicznie zepsutemu azjatyckiemu kapitalizmowi. Właściwie trenerowi Adamowi Nawałce lub jego następcy już można zaocznie współczuć, kiedy precyzyjne obserwacje większości reprezentantów Polski przyjdzie mu prowadzić po wylądowaniu np. w Szanghaju. Na razie biało-czerwoni nie są dla Chińczyków graczami nawet czwartego wyboru dla tamtejszych klubów, ale za parę lat, kto wie.


Właściwie codziennie możemy spodziewać się teraz szokujących wieści zza Wielkiego Muru. W poniedziałek potwierdzony został transfer pomocnika reprezentacji Belgii Axela Witsela. 27-letni piłkarz, dla którego Juventus Turyn widział miejsce w podstawowym składzie, uznał, że nie Serie A będzie miejscem jego rozwoju, a jedna z pięciu największych chińskich metropolii Tianjin i tamtejszy Quanjian, dodajmy beniaminek Super Ligi. Oczywiście istotą nie jest samo miejsce, a suma rocznego kontraktu obliczona na 18 mln euro (tak, więcej od Roberta Lewandowskiego w Bayernie).


Milionerem najpewniej zostanie również Serb Nemanja Gudelj. To akurat dobra wiadomość dla Legii, bo opuszcza właśnie holenderski Ajax Amsterdam, rywala mistrza Polski w Lidze Europy, ale czy to aby naturalny kierunek dla 25-letniego, będącego na krzywej wznoszącej gracza? Tak, jeśli oferuje mu się 100 tys. euro tygodniowo? Chińczycy (tu akurat Tianjin Teda) mogą mieć każdego za każdą sumę.


Ale że wiadomości o planowanych przez Chińczyków transferach spływają tak często jak informacje o kłótniach w polskim parlamencie, za chwilę na stół rzuconych zostanie około 100 mln euro za Diego Costę. Więcej niż połowa tej kwoty została odrzucona przez Chelsea, jednak Chińczycy nie zamierzają pasować. Ogłosili już nawet, że napastnik miałby zarabiać tygodniowo około pół miliona euro tygodniowo. Aha, grałby w tym samym beniaminku co Witsel.


Zupełnie serio, nie ma we mnie niepokoju, że Chiny zawładną futbolem . Jeśli robić to będą w zgodzie z rynkowymi zasadami, w porządku, tak jest stworzony ten świat szalony. Jeśli jednak zechcą budować swoją potęgę za pomocą mechanizmów przypominających wrogie przejęcia, siły ich pieniądza należy się bać.


Skoro lata temu nasz rodzimy biznesmen Antoni Ptak wpadł na pomysł, że można nad Wisłą urządzić brazylijską drużynę i próbować nią zawładnąć naszą ligą, to dlaczego Chińczykom nie miałaby zaświtać idea przenoszenia europejskich potęg do Azji. Już teraz - jak to określili włoscy dziennikarze - sympatyczni sąsiedzi z Dalekiego Wschodu położyli swe ręce na Europie. W Anglii są całościowymi właścicielami m.in. Aston Villa, Birmingham i Wolverhampton. W West Bromwich mają decydujący głos (88 proc.), a i w Manchesterze City ostało im się 13 proc. własności. Francja: Sochaux (100 proc.), Nicea (80), Auxerre (60), Olympique Lyon (20). Hiszpania: Granada (100), Espanyol Barcelona (45), Atletico Madryt (20). Włochy: AC Milan (99,93), Inter (68,55). Holandia: Den Haag (100). Czechy: Slavia Praga (60).


„Smok zje piłkę” - tak „La Gazzetta dello Sport” przedstawiła pierwsze ruchy transferowe Chińczyków przed nowym sezonem. Dziennikarze tego tytułu nie wiedzieli jeszcze o kosmicznej ofercie dla Ronaldo. Swój niepokój oparli na szokujących zarobkach Carlosa Teveza, od kilku dni najlepiej zarabiającego piłkarza świata. Grosz do grosza, przepraszam, juan do juana, będzie ciułał w Shanghai Shenhua. W przeliczeniu na euro 38 mln rocznie. Podczas derbów z Shanghai Sipg dojdzie zresztą do starcia największych futbolowych krezusów globu, bo z Tevezem rywalizować będzie pozyskany z Chelsea Oscar. Brazylijczyk zgarnia marne 25 mln euro.


Dopiero za nimi pod względem zarobków plasują się uznawani w naszej piłkarskiej cywilizacji za herosów Leo Messi, Ronaldo czy Gareth Bale. Ale dalej na liście znów są skuszeni przez chińskiego smoka Hulk (Shanghai Sipg, 19,3 mln euro), Graziano Pelle (Shandong Luneng, 16,4 mln), czy Ezequiel Lavezzi (Hebei CF, 15,6 mln).


Włosi niespecjalnie martwią się zarobkami, jakie oferuje się nie tylko gwiazdom. Problem w tym, że kusicielami, by spróbować egzotycznego kierunku, stali się europejscy trenerzy, „żyranci” wielu ostatnich transakcji. Prawą ręką multimiliardera Shu Yuhui jest w Tianjin Quanjian mistrz świata z 2006 r. Fabio Cannavaro. Rywala zza miedzy prowadzi Portugalczyk Jaime Pacheco, Shanghai Sipg to znany w Europie Andre Villas-Boas, Shanghai Shenhua - inny były trener Tottenham Gus Poyet. Do Shandong Luneng ściąga Europejczyków znany zamordysta Felix Magath, za Hebei CF wziął się Manuel Pellegrini, a mistrzowskim od sześciu sezonów Guangzhou Evergrande zarządza mistrz świata z Brazylią Luiz Felipe Scolari.


A może to już nie egzotyczny kierunek. Może piłkarski świat właśnie przenosi się do Chin, a wyżej wspomniani to nasi nowi idole.