Po kolejnych osłabieniach naszego zespołu - najnowsza wiadomość: kontuzja Jurkiewicza - podopiecznych Talanta Dujszebajewa należy uczciwie ocenić jako piątą siłę grupy A. W tym momencie mamy skład słabszy nie tylko od Francuzów i Norwegów, ale również Brazylijczyków i Rosjan. Jak chodzi o wyniki, jedyne czego kibice mają prawo wymagać, to wygranej z Japonią.

 

Warto mówić o tym już teraz. Warto jeszcze przed startem turnieju uzmysłowić tym wszystkim, którzy szczypiorniakiem interesują się raz do roku, że tym razem szans na sukces praktycznie nie ma. Jestem przekonany, że takie postawienie sprawy jest uczciwe przede wszystkim wobec tych chłopaków, którzy we Francji zagrają.

 

To nie są medaliści!

 

Dla wielu z nich to debiut na wielkiej imprezie. Nie nakładajmy na nich presji, nie oczekujmy, że nawiążą do sukcesów z ostatnich lat. Już samo sformułowanie, że oni pojechali do Francji bronić brązowego medalu z Kataru jest nieprawdziwe. Tej grupy ludzi nie można nazywać medalistami!

 

Krótkie pytanie: ilu w kadrze na MŚ we Francji jest medalistów sprzed dwóch lat z Kataru? Odpowiedź..........: TRZECH!! Trzech z osiemnastu! A biorąc pod uwagę duet trener plus asystent, to zostaje nam trzech z dwudziestu - piętnaście procent ekipy brązowych medalistów! Daszek, Krajewski, Chrapkowski. I już, i tyle.

 

Doświadczenia brak

 

Gdyby złożyć zespół z kontuzjowanych i tych, którzy przygodę z reprezentacją już zakończyli, otrzymalibyśmy ekipę, która kadrę na mundial zmiotłaby z parkietu. W drużynie Talanta Dujszebajewa - prócz wspomnianego tercetu Daszek, Krajewski, Chrapkowski - doświadczenie z wielkich imprez mają jedynie Mateusz Jachlewski i Adam Malcher. A ten ostatni na poważnym turnieju był raz, osiem lat temu i trudno traktować go jako weterana ważnych imprez.

 

W całej kadrze mamy więc tak naprawdę czterech zawodników, dla których stawka, poziom, presja, cała otoczka związana z mundialem nie będzie nowością. Z tego kwartetu szczypiornistów trzech to skrzydłowi, czyli ci, którzy na przebieg meczu nie mają kluczowego wpływu. Nie mówimy też o jakimś nadzwyczajnie zdolnym pokoleniu. Ostatnim polskim sukcesem w młodzieżowej piłce ręcznej pozostaje mistrzostwo Europy z 2002 roku wywalczone przez Bielckiego, Lijewskiego i spółkę...

 

Skład reprezentacji Polski na MŚ:

bramkarze: Mateusz Kornecki (NMC Górnik Zabrze), Adam Malcher (KPR Gwardia Opole), Adam Morawski (Orlen Wisła Płock)
rozgrywający: Piotr Chrapkowski (Vive Tauron Kielce), Tomasz Gębala (Orlen Wisła Płock), Łukasz Gierak (TuS N-Luebbecke, Niemcy), Krzysztof Łyżwa (KS Azoty Puławy), Paweł Niewrzawa (Wybrzeże Gdańsk), Rafał Przybylski (KS Azoty Puławy)
skrzydłowi: Michał Daszek (Orlen Wisła Płock), Mateusz Jachlewski (Vive Tauron Kielce), Przemysław Krajewski (KS Azoty Puławy), Arkadiusz Moryto (Zagłębie Lubin)
obrotowy: Marek Daćko (NMC Górnik Zabrze), Maciej Gębala (Orlen Wisła Płock), Patryk Walczak (Vive Tauron Kielce)
rezerwowy: Paweł Paczkowski (Vive Tauron Kielce)

 

 

Detale nie pomogą

 

Znikąd nadziei? Delikatną przewagą może być to, że rywale nie znają polskich zawodników. Podczas turnieju w Irun Hiszpanie widząc rosłego, mocno zbudowanego bramkarza rzucali głównie w dolne rejony bramki. A przecież w Polsce od dawna krąży opinia, że Malcher zbyt szybko obniża pozycję (w oryginale ta opinia brzmi nieco inaczej, ale nie będę pisał, na czym Adam siada). I że warto rzucać mu pod poprzeczkę.

 

Ale to drobiazgi; detale, które mogłyby być języczkiem u wagi, gdyby siły były wyrównane. W starciu dwóch równorzędnych rywali czasami decyduje niuans, czasami nawet przypadek. Kiedy jednak różnica w poziomie obu zespołów jest wyraźna, boisko to weryfikuje. To nie piłka nożna, w ręcznej zespół zdecydowanie lepszy wygrywa. A słabszy przegrywa. I jeśli Polakom przyjdzie przegrać cztery razy i nie awansować do 1/8 finału, to nie będzie niczyja wina.

 

Udzielmy kredytu zaufania

 

Ani tych, którzy z gry w reprezentacji zrezygnowali - po latach poświęceń i sukcesów mieli do tego pełne prawo. Ani tych, którzy są kontuzjowani - nie wymyślili sobie urazów, żeby uniknąć spodziewanej porażki; Jurecki, Wyszomirski, Jurkiewicz - ci ludzie za biało-czerwone barwy daliby się pokroić. Ani wreszcie tych, którzy we Francji zagrają. Walka, ambicja i zaangażowanie, których na pewno nikomu nie zabraknie, mogą nie wystarczyć, by poradzić sobie w bardzo mocnej grupie.

 

Dlatego powtórzę apel: powstrzymajmy się z totalną krytyką tych ludzi. Bracia Gębala, Morawski, Paczkowski, Moryto - oni wszyscy mogą dać nam w przyszłości sporo radości. Obdarzmy ich kredytem zaufania, pozwólmy, by mogli wyciągać wnioski z porażek czując wsparcie kibiców. Nie hejtujmy.

 

PS.: A jeżeli Polacy, wbrew wszystkiemu, odniosą we Francji sukces, śmiało można będzie hejtować autora tego tekstu za kompletnie nietrafione prognozy. Naprawdę bardzo bym chciał, żeby tak się właśnie stało...