Brzmi to groźnie, bo nadmiar władzy szybko potrafi zdeprawować nawet najtwardszych sprawiedliwych. Wszystko może jednak skończyć się dobrze przy zachowaniu zimnej głowy przez ministerialnych urzędników. Nowe nadzieje na dobrą zmianę dotyczą zwłaszcza spraw dopingowych. Nie jest przecież wielką tajemnicą, że w takim związku podnoszenia ciężarów można było robić do tej pory, co się chciało, a wynik był taki, jak na ostatnim turnieju olimpijskim w Rio.

 

Wedle nowego ustawowego dokumentu kompetencje Państwowej Agencji Antydopingowej zostaną odpowiednio wzmocnione. A i sam minister sportu będzie mógł rzeczywiście wyegzekwować, by sportowiec przed startem użył co najwyżej podwójnej witaminy „c” lub wypił mocniejszą kawę. Tu nowa ustawa jest cacy.

 

W innym miejscu, tym dotyczącym lustracji, już tak nie jest. Bo to znowu będzie natrętna polityczna pokusa w interpretacji zjawiska – kto ze sportowych działaczy służył PRL i jakiej miary jest to przestępstwo. Ten temat można rozciągać jak z gumy, o czym się niedawno przekonaliśmy obserwując dyskusję o „ubeckich” emeryturach. Tutaj skrzywdzić niewinnego będzie bardzo łatwo.

 

A przecież sport powinien uciekać jak najdalej od polityki, bo inaczej stanie się karykaturalną przybudówką ścierających się o władzę rządowych i opozycyjnych grup poparcia i nacisku. Ba, przy takim kierunku, może stać się nawet teatrem walki różnych frakcji w - zdawałoby się na oko - monolitycznym PiS.

 

Minister Witold Bańka wydaje się rozsądnie kierować swoim ministerstwem w kierunku, na tyle na ile może, apolitycznej wyspy. Jest ostrożny w deklaracjach i obietnicach. Za to głośno mówi, że rządowe dotacje dla polskich związków sportowych to jego przywilej, nie obowiązek. Brzmi to racjonalnie.

 

Racjonalne jest również oczekiwanie ministra, że w zarządach związków sportowych nie będzie ani trenerów kadry, ani czynnych polityków. Takich jak na przykład Paweł Papke w Polskim Związku Piłki Siatkowej, czy byłych, a prominentnych działaczy politycznych jak na przykład Adam Hoffman w Związku Piłki Ręcznej w Polsce.

 

Racjonalne nie jest już jednak krzywe spojrzenie na przykład na ów nieszczęsny PZPS, tylko dlatego, że siostra Prezesa Jacka Kasprzyka jest posłanką Platformy. To jest zabawne i niebezpieczne, bo gdyby miało skutkować brakiem rządowej dotacji, choćby do siatkarskich SOS-ów, to byłby już prawdziwy czas na opuszczenie umiłowanej Ojczyzny.