Równo rok temu, po mistrzostwach świata w łyżwiarstwie szybkim w Kołomnie, napisałem tekst: "Bez medali, bez nadziei - polskie panczeny nad przepaścią". Odbiór w środowisku był różny - od tych którzy poczuli się dotknięci jego ostrością, po tych którzy rozumieli bicie na alarm wokół przepięknej dyscypliny. Po 12 miesiącach i kolejnym nieudanym czempionacie mógłbym wrócić do kilku tez z tamtego artykułu, bowiem wciąż są aktualne. Tylko po co? Wolałbym zastanowić się, gdzie pokładać nadzieję na rok przed igrzyskami w Pjongczang?

Trzeci medal igrzysk?

Rok temu nasze flagowe okręty - drużyny startujące w biegach na dochodzenie - uplasowały się na ósmym i piątym miejscu. Teraz w Korei Południowej obie zajęły siódme lokaty, a za ich plecami tylko gospodarze i Kanadyjki, którzy nie ukończyli biegów. A jednak myślę, że podczas igrzysk nadal mamy w obu tych specjalnościach medalowe szanse. Ten rok pokazał bowiem, że biało-czerwone zbliżyły się do siebie poziomem i jak nigdy dystans między Katarzyną Bachledą-Curuś, Luizą Złotkowską, Katarzyną Woźniak i Natalią Czerwonką jest niewielki. U pań wzajemna rywalizacja i poczucie zagrożenia w ostatnich 11 latach dał już dwa krążki olimpijskie i mam nadzieję, że pozostałe miesiące do igrzysk pozwolą poukładać wszystkie sprawy treningowo-organizacyjne. Na chwile obecną poza zasięgiem są Holenderki i Japonki. Dystans do pozostałych zespołów jest do odrobienia.

Muszkieterowie z szansami

U panów sytuacja wygląda nieco inaczej - wydaje się, że Jan Szymański, Konrad Niedźwiedzki i Zbigniew Bródka są nieco bliżej medalu indywidualnego i to może nieco przeszkadzać w przygotowaniu formy na drużynę. Z drugiej strony w ostatnich dwóch sezonach żaden z brązowych medalistów z Soczi nie zbliżył się do formy, która pozwalałaby wierzyć w indywidualny medal. W tym roku tylko Bródka raz wspiął się na 5. miejsce w Pucharze Świata w Berlinie, a w łącznej klasyfikacji 1500 metrów zajmuje 17. miejsce, Szymański jest 18., a Niedźwiedzki na 25. lokacie. Z drugiej strony ten ostatni ma za sobą potworny wypadek i rehabilitację, a w tym roku zmagał się jeszcze z chorobami, Bródka po Soczi namieszał w swoich planach treningowych ile się tylko dało, ale ma już chyba jasność tego, co powinien zrobić, aby chociaż zbliżyć się do złotego medalu z rosyjskich igrzysk. Wreszcie Szymański – w Gangneung pojechał najlepszy bieg w tym sezonie i pokazał, że stać go na wiele. Czy za rok nawiąże do zawodów Pucharu Świata w Berlinie i Heerenveen z grudnia 2014 roku, kiedy dwa razy triumfował? Różnice w biegu drużynowy są w czołówce niewielkie, a przykład Nowozelandczyków pokazuje, że w krótkim czasie można wskoczyć do światowej czołówki. Indywidualnie w ostatnim czasie najlepsi są Kjeld Nuis i Denis Juskow, ale już pozostali tasują się i od formy dnia często zależy wynik.

Praca czy nadzieja?

W trakcie mistrzostw świata najlepsze lokaty uzyskaliśmy jednak nie na 1500 metrów a w dwóch biegach ze startu wspólnego – Złotkowska ukończyła 7. wśród pań, a Roland Cieślak był 6. u panów. Pani Luiza była już w tym sezonie 8. w Astanie i jest 13. w generalce pucharowej, więc oddaje to jej możliwości. Cieślak, który jakiś czas temu rzucił panczeny i musiał zająć się „normalną” pracą, żeby utrzymać rodzinę, a teraz wraca z błyskiem, w generalce jest 25. a najlepszy wynik w tym sezonie to 15. miejsce także w Astanie. Jeśli jednak uwierzy, że w starcie masowym mogą dziać się cuda, może o takie postara się za rok. Do tej wyliczanki dodałbym jeszcze Artura Wasia, który w Korei Południowej zajął dopiero 14. miejsce, ale stać go na wszystko (łącznie z medalem igrzysk). Łącznie mamy więc siedem konkurencji, w których realnie możemy walczyć o cztery krążki i przynajmniej jeden z PjongCzang przywieźć. To byłby wielki sukces!

Lodowa nadzieja

Wiosną tego roku ma zakończyć się budowa pierwszego w Polsce krytego toru lodowego w Tomaszowie Mazowieckim. To będzie w pewnym sensie rewolucja. Choć posłuży on głównie młodzieży, szkoleniu i przyszłym pokoleniom, wierzę, że będzie symbolem, znakiem że coś zmienia się w polskich panczenach. Otwarcie igrzysk 9 lutego 2018 roku, ale 1500 metrów panów rozegrane zostanie... równo za rok, 13 lutego. Tytułu będzie bronił Bródka. Dałbym wiele, żeby napisać zupełnie inny tekst niż 12 miesięcy temu. Z odrobiną pomocy fortuny i pokolenia złotego medalisty z Soczi luty przyszłego roku nie musi być straconym czasem.