Nie będę przypominał o co w sytuacji bezspornie nagannej z udziałem Holendra chodziło. Nie to miejsce i nie ten czas. Wszystko działo się kilka dni wcześniej w trakcie ligowego meczu w Amsterdamie. Kto chce, znajdzie, obejrzy i wyrobi sobie zdanie.

 

Mecz się zaczynał. Na początku Ajax grał, Legia biegała i wtedy, dość szybko, przyszła sytuacja, dla mnie w tym meczu centralna, sytuacja ze strzałem Klaassena, interwencją Malarza i taką a nie inną, czyli najogólniej rzecz biorąc, błędną decyzją hiszpańskiego arbitra. W skrócie, jak się potem okazało, sędzia Borbolan nie uznał prawidłowego gola dla Ajaxu.

 

I co? I nic. Nie ma sprawy.

 

Było zero do zera, i tak do końca.

 

Wtedy wróciłem do Idioty, bo ten Książe Myszkin nieszczęsny przyszedł mi na myśl. A za nim natychmiast feralna decyzja Borbolana. A zaraz Malarz. Ale nie Malarz interweniujący. Nie. Raczej Malarz tuż po. W trakcie interwencji też, ale przede wszystkim tuż po niej. I Książe spytał nagle  dlaczego ów Malarz, już po wszystkim, kiedy chwycił piłkę za linią bramkową, on - Pan tej sytuacji (nikt inny nie widział tego zdarzenia tak dokładnie jak on), dlaczego ów Malarz nie podskoczył natychmiast do sędziego Borbolana z informacją, ba, z pretensją, kto wie czy nie kluczową dla losów awansu, że oto gol padł, że wprawdzie zdołał chwycić piłkę po strzale Klaassena, ale przy okazji, strzał był tak mocny i z takiego bliska, że ta piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową i Ajaxowi ten gol się należy. Jak psu kość. I żąda on, Malarz Arkadiusz, dumny bramkarz Legii Warszawa, by sędzia Borbolan natychmiast zmienił decyzję! „Kategorycznie domagam się zmiany decyzji! Żądam uznania tego gola! Gol, panie sędzio, był! Był!” – krzyczy Malarz szarpiąc z wściekłością sędziego za rękę. I niech nawet potem dostanie żółtą kartkę.

 

Groteska? Przejaskrawiam. Przejaskrawiam świadomie. Ale czy za dużo wymagam?

 

Pytany o swoją przewinę Veltman głupio się zaśmiał. Pytany o gola dla Ajaxu Łukasz Broź, zachichotał. I ten pusty śmiech i tłumaczenie, że „sędzia nie widział, to gola nie ma…” Czarno to widzę.

 

Dlaczego więc Malarz nie wyprowadził z błędu sędziego Borbalana? Dlaczego nie zażądał zmiany błędnej decyzji? Świat by się zawalił? Legia nie wygrałaby Ligi Europy? Ani jedno ani drugie by się nie zdarzyło. Więc dlaczego? Nie jego rzecz i nie będzie wyskakiwał przed orkiestrę?

 

Słusznie czy nie, raczej nie, bo nie ten kaliber sprawy, przychodzi w takiej sytuacji na myśl Thierry Henry, który golem strzelonym ręką pozbawił kiedyś Irlandczyków gry na Mundialu. Przychodzi na myśl gol ręką na innym Mundialu Diego Armando. Oczywiście skala inna, i to nie Malarz przecież gola przy Łazienkowskiej nie uznał. Więc porównanie w całości niemal chybione. Niemal. Bo mógł bramkarz naprawić ten błąd sędziego. Nie mógł? Dlaczego? Kto miał naprawić jeśli nie on? W każdym razie nie zrobił nic, ale też na dodatek nikt o tym nie mówi, że Malarz mógł, ba, powinien był. Tak jak wszyscy, skądinąd słusznie, napiętnowali Veltmana, to nikt, także pośród gospodarzy i gości tamtego programu, słówkiem nie zająknął się w tym temacie. Ani jeden.

 

Czy Książę Myszkin czułby się zakłopotany?

 

Klasyka ciągle jest  żywa, jak widać.