Ale czy rzeczywiście już dzisiaj trzeba biadolić, że w Korei nie powtórzymy wyników z Vancouver czy Soczi? Nie, bo jeśli nawet tam nam nie pójdzie specjalnie, to niedawne, olimpijskie i nieolimpijskie sukcesy Justyny Kowalczyk, Zbigniewa Bródki czy Weroniki Nowakowskiej już rozruszały koniunkturę na zimową aktywność wśród wszystkich Polaków. To prawdziwy paradoks, że kraj z tak niepewnymi opadami śniegu i niespecjalnie wysokimi górami, tak podgonił światową czołówkę. I nie myślę tutaj tylko o naszych skoczkach i fantastycznie efektywnym, wieloletnim projekcie finansowanym przez Państwo Polskie. Myślę o setkach lokalnych i sublokalnych inicjatyw rozwijających od lat zimową infrastrukturę i co najważniejsze, stwarzających możliwości do jej wykorzystania. I to nie tylko w górach.

 

Niedawno przekonałem się o tym na własne oczy. Zimowe ferie spędziłem w dawno nieodwiedzanych miejscowościach środkowych i wschodnich  Sudetów. Wiele się tam w międzyczasie zmieniło. Bazę założyłem w Polanicy Zdroju, ale  na biegówki i narty wyjeżdżałem do Dusznik i Zieleńca. W tej ostatniej miejscowości, dzisiaj przynależnej administracyjnie do Dusznik, nie byłem jakieś 10 lat. Przecierałem oczy ze zdumienia. Kiedyś działały tutaj, jak to się mówi, trzy wyciągi na krzyż, a wszystkie trasy razem może miały jakieś dwa kilometry. Dzisiaj mamy imponujące 27 wyciągów i 22 kilometry doskonale przygotowanych i wypielęgnowanych tras. I to takich, i dla dzieci, i starszych. I dla zaawansowanych, i dla początkujących.

 

Oczywiście to nie są stoki z kurortów Austrii i Włoch, ale jest fajnie, swojsko i kapuśniak można zjeść w przerwie, po wysiłku. Co najważniejsze wszędzie widać masę dzieciarni i całe rodziny, często trzypokoleniowe. Na biegóweczki też miło się wybrać na pobliską Duszniki Arenę, znaną od dziesięcioleci jako Jamrozowa Polana. To dzisiaj prawdziwy raj dla narciarskich biegaczy: 47 kilometrów tras o różnym stopniu trudności i najnowocześniejsze w tej chwili centrum sportów zimowych. Tam ostatnio odbyły się ME w biathlonie, tam latem szlifują formę reprezentanci Polski w kolarstwie górskim. Tam zimą i latem uprawiają sport dziesiątki tysięcy polskich i niepolskich turystów.

 

I tak jest wszędzie, od Świeradowa Zdroju na zachodzie, do Arłamowa na wschodzie. Polacy w końcu ruszyli na narty. I tak naprawdę, nie obraźcie się Panowie skoczkowie, z całej tej zimowej euforii, to jest najważniejsze.