Sprawa tyleż niecodzienna co niespodziewana, bo do wyborów zostało raptem dwa tygodnie, a tu do murowanego kandydata na reelekcję - Andrzeja Kraśnickiego, dołącza na ostatniej prostej Pan Ryszard. I dostało się Ryśkowi od wszystkich: że polityk wciąż czynny, a nie działacz sportowy, że się na sporcie nie zna i jest od niego daleko, i w końcu, że już wszędzie był i znowu bierze się za nowy słoik z konfiturami.

 

I tu proszę o uwagę wszystkich gniewnych Państwa – całkiem nieoczekiwana niespodzianka. Otóż Ryszard Czarnecki, jak dobrze zajrzeć w jego CV, to ze sportem miał wspólnego w swoim średnio długim życiu całkiem sporo. Pomijam fakt, że w czasach studenckich mieliśmy okazję grać razem w reprezentacji piłkarskiej Uniwersytetu Wrocławskiego (Ryszard miał wtedy biały strój niczym Alfredo di Stefano z Wielkiego Realu), ale później jako działacz przez wiele lat miał do czynienia z wielkim żużlem i piłką nożną, przeważnie we Wrocławiu, choć nie tylko. Żużlowa Sparta i piłkarski WKS Śląsk Wrocław to przez długie lata były przestrzenie społecznej aktywności naszego Ryszarda. Interesował się też siatkówką i to nie tylko w roli widza meczów polskiej reprezentacji. Stąd pewnie niespodziewana rekomendacja z PZPS. Słowem kompetencje Pana Ryszarda do tak wielkich PKOL-owskich ambicji są udokumentowane przeszłością, choć wielu pewnie to nie wystarczy…

 

I ja byłem zdziwiony ta kandydaturą, więc chwyciłem za telefon, dzwonię do Ryśka i pytam: "Bracie po co ci to wszystko?". A on mi na to niespodziewanie: "Marian, ktoś musi kontynuować dzieło Piotrka Nurowskiego." No to ja poprawiam: "Jakie dzieło?" Na to Ryszard: "Chodzi o międzynarodową siłę PKOL-u. Pamiętasz, Nurek zawsze chciał żebyśmy byli silni i w Europejskim Komitecie Olimpijskim i w MKOL-u też. W EOK tuż przed śmiercią (zginał w katastrofie smoleńskiej - przyp. autora), był już prawdziwym mocarzem. Dzisiaj już nic z tego nie zostało."

 

Zaiste tak było. Piotrek Nurowski jako prezes PKOL-u ruszył tę instytucję w kierunku wielkiego świata sportu. Sam tym sportem żył jak nikt inny i potrafił szkicować plany na wiele lat do przodu. Plany dla całej instytucji, nie tylko dla siebie. Ryszard rozczulił mnie tym zdaniem. W piątkowe południe, z mecenasem Józefem Birką, najbliższym przyjacielem Piotra Nurowskiego, staliśmy na Powązkach nad jego grobem i tak sobie myślałem - co z tą deklaracją Ryszarda uczynić. Prawdaż że to? Traktować ją poważnie? Przecież Andrzej Kraśnicki, ówczesny zastępca Piotra Nurowskiego i dzisiejszy Prezes PKOL, może niezbyt efektownie i nie za szybko, ale pchał ten PKOL-owski wózek do przodu. Czy w apolitycznym z definicji sporcie też jest nam potrzebna "dobra zmiana"? A może trzeba Ryszardowi dać szansę? Niech wykona testament Piotra Nurowskiego skutecznie i z pożytkiem dla nas wszystkich, fanów polskiego sportu. Niech spróbuje, choć Nurka, tak naprawdę, nikt już nie zastąpi. Nikt.