Rozmawiałem z nim na ceremonii ważenia przed walką i już wtedy byłem podłamany. Tak bełkotał, że rozumiałem piąte przez dziesiąte i jego trener Jason Jorgensen tłumaczył mi z angielskiego na angielski co mówi. Potem wstał i szedł na sztywnych nogach, niepewnym krokiem. A w ringu była jeszcze większa tragedia. Spóźniony refleks, zupełny brak odporności na ciosy, mrużył oczy po każdym ciosie Zimnocha. Po walce Jorgensen prowadził olbrzyma za rękę do szatni, jak dziadek wnuczka do przedszkola.

Grant mówił mi, że ma dobrze prosperujący biznes w USA, zatrudnia 10 osób przy układaniu podłóg. Do Polski nie przyjechał po kasę, bo pieniądze które miał dostać to przy jego regularnych zarobkach – jak to określił - „fringe benefit” (poboczny bonus).

Dlaczego więc przyjechał, aby przyjąć lanie od Krzysztofa Zimnocha? Przecież ma ustabilizowaną sytuację materialną i rodzinną? Zastanawia mnie co to jest. Brak adrenaliny, emocje, zew krwi, ambicja, złuda, że jeszcze może coś osiągnąć?

Jak sądzicie? Dlaczego oni wracają?