To nie jest pierwsza i ostatnia walka boksera, który nie powinien już walczyć, gdyż jego czas minął. Zawodowy boks zna takich przypadków zdecydowanie zbyt wiele, stąd tyle niepotrzebnych tragedii, których można było uniknąć. Byłych mistrzów lub kandydatów na mistrzów wyciska się jak cytrynę, najczęściej za ich przyzwoleniem, a później wyrzuca na śmietnik historii.

Michael Grant wielkim mistrzem wprawdzie nie został, ale był modelowym wprost kandydatem na mistrza. Komentowałem kilka jego ważnych pojedynków, pamiętam go młodego, potężnego i zdrowego więc gdy zobaczyłem jak wygląda teraz, to się nieco przeraziłem. Gdybym spotkał go w innych okolicznościach, prawdopodobnie bym go nie poznał. To już inny człowiek, choć ma niespełna 45 lat. Ale w zawodowym boksie dla niektórych czas biegnie szybciej.

Nie wiem, kto wydał medyczną zgodę na walkę Granta w Legionowie, ale ja wolałbym się u tego lekarza nie leczyć. Na pytanie dlaczego Polski Wydział Boksu Zawodowego nawet nie próbuje interweniować w takich sprawach,  też próżno szukać odpowiedzi. Grant nie walczy w USA od trzech lat, widocznie są ku temu konkretne powody.

Ale u nas mu wolno, dlaczego nie. Ma znane nazwisko, można więc sprzedać więcej biletów, bo to on pokonał Andrzeja Gołotę, to on omal nie znokautował siedem lat temu Tomasza Adamka. No i można na nim „wypromować” Zimnocha, który już sam zapowiada, że w przyszłym roku będzie bił się o mistrzostwo świata.

Włos się jeży na głowie, ale wiem, że to się naprawdę może zdarzyć, rodzima historia tej dyscypliny zna bowiem podobne przypadki.

Wygrana Zimnocha z cieniem byłego boksera, tak naprawdę nie ma żadnej wartości, i on doskonale o tym wie, ale została już odnotowana i poszła w świat. Ktoś, kto tej walki nie widział przeczyta tylko, że były pogromca Deontay’a Wildera (Zimnoch pokonał aktualnego mistrza WBC podczas amatorskich MŚ w Chicago w 2007 roku), brutalnie znokautował pogromcę Gołoty i pretendenta do tytułu mistrza świata organizacji WBC w 2000 roku, Michaela Granta. Brzmi ładnie, prawda?

Dodajmy jeszcze, że ten zabójczy nokaut kończył cieszącą się do tej pory całkiem dobrą sławą galę w Legionowie i niestety przykro było na to patrzeć.