Nadal przeszedł do historii jako dziesięciokrotny zwycięzca turnieju w Księstwie Monako – wyczyn wydaje się nie do powtórzenia we współczesnym tenisie. Finał był nieco rozczarowujący, tak zresztą jak i te poprzednie z udziałem Hiszpanów. Nadal dominował od początku i ani przez moment jego wygrana nie była zagrożona.

Tegoroczny turniej obfitował  za to w piękne mecze i zaskakujące porażki we wcześniejszych rundach. Padła turniejowa jedynka - Andy Murray, dwójka - Novak Djoković i trójka - Stan Wawrinka.   Były epickie mecze, które wyłoniły nowych, interesujących graczy. Swój talent potwierdził 22 - letni Brytyjczyk Kyle Edmund, jedyny, który wygrał seta z Nadalem. Z dobrej strony pokazali się półfinaliści, znajomi z poznańskiego challengera: Francuz Lucas Pouille i David Goffin (zwycięzca z Poznania w roku 2013). Szczupły, niewysoki Belg był zresztą bohaterem dwóch epickich, trzysetowych meczów: z Austriakiem Dominikiem Thiemem w 1/8 finału i w ćwierćfinale z Novakiem Djokovicem. Życiowy turniej rozegrał 29 - letni Albert Ramos Vinolas. W meczu z Murrayem przegrywał 0:4 w secie trzecim.

Pierwsze 40 minut półfinałowego starcia Goffina z Nadalem to była czysta poezja. Belg grał jak w transie, bezbłędnie, w morderczym rytmie. Piękny, techniczny tenis. Długimi krosami z bekhendu rozstawiał po kątach chwilami bezradnego Hiszpana. Wyszedł na prowadzenie 2:0, potem 3:1. Po 40 minutach było 3:2 dla Goffina, miał on serwis i przewagę. Po wymianie Nadal posłał swoją piłkę forhendem 10 cm za końcową linię. Sędzia prawidłowo krzyknął „aut”, a Goffin z rozpędu zakreślił rakietą ewidentny ślad i będąc pewnym, że prowadzi już 4:2 spokojnie udał się na drugą stronę kortu, by ustawić się po prawej stronie. O dziwo, arbiter na  stołku, szanowany Francuz Cedric Mourier, zaprotestował zmieniając decyzję liniowego. Zszedł nawet ze stołka i wskazał inny ślad, rzeczywiście styczny z końcową linią. Błąd arbitra było widać w wielkim zbliżeniu w telewizji. Na nic zdały się rozpaczliwe protesty Goffina. Decyzja Francuza była nieodwołalna: punkt ma być powtórzony. Po tym zdarzeniu szósty gem trwał jeszcze kilkanaście minut, Belg miał  osiem kolejnych okazji, by go wygrać. Stracił jednak swój serwis, zrobiło się 3:3, a z Goffina uszło powietrze. Nadal wykorzystał słabość rywala, Belg do końca meczu wygrał już tylko jednego gema ulegając 3:6, 1:6.

Smak zwycięstwa był jednak gorzki, Hiszpan opuścił kort po raz pierwszy w karierze przy akompaniamencie gwizdów. Niczym sobie nie zasłużył na takie traktowanie, na szczęście nazajutrz, w niedzielę, publiczność najpiękniej na świecie położonego kortu centralnego, ciepło go przyjęła. Król czerwonej mączki powrócił przy akompaniamencie huraganowych braw. Wygrał swój 50. turniej na korcie ziemnym, wyprzedzając tym samym Argentyńczyka Guillermo Vilasa (49).

Sezon na mączce nabiera tempa. Za nami Monte Carlo, a przed nami wielkie turnieje: ATP 500 w Barcelonie ( 24 - 30 kwietnia ), dwa Masters Series ATP 1000 w Madrycie (7 -14 maja) i Rzymie (14 -21 maja). Wszystkie drogi prowadzą do Paryża, na korty Rolanda Garrosa. Międzynarodowe Mistrzostwa Francji rozpoczną się w tym roku 28 maja.

Na kortach ziemnych nie używa się systemu ‚„Hawk eye’’ – w momentach spornych decyduje ślad. Czasami jeden punkt może zmienić wszystko.