Takie walki, z takim ładunkiem emocji na trwałe zapisują się w historii boksu. Dwóch mistrzów olimpijskich z różnych epok, dwóch zawodowych mistrzów świata, były i aktualny, dwie wielkie osobowości tej dyscypliny w pojedynku, która wzbudza niebywałe zainteresowanie. Czegóż chcieć więcej? Do tego 90 tysięcy widzów na Wembley, transmisja sprzedana do ponad 140 krajów. Ten co napisał taki scenariusz musiał mieć wyobraźnie. Było przecież jak w filmie.

 

Ale to nie był film, choć zmienność akcji była filmowa. 41-letni, fantastycznie przygotowany do tego pojedynku Kliczko, i nieco spięty w pierwszych rundach Joshua.

 

Ale to on pierwszy posłał rywala na deski. Zrobił to w piątej rundzie i uniósł ręce w geście zwycięstwa: zdecydowanie zbyt wcześnie. Kliczko, który na deskach znalazł się pierwszy raz od 2005 roku, od pamiętnej wygranej z Samuelem Peterem w której leżał trzy razy, jeszcze w tym samym starciu mógł odwrócić losy walki, bo Joshua błyskawicznie tracił siły.

 

W następnej rundzie Kliczko dopiął swego: trafił długim prawym krzyżowym i na macie wylądował broniący mistrzowskiego pasa 27 letni Anglik. To były pierwsze deski w karierze Joshuy. W czasach amatorskich przegrał wprawdzie przed czasem z Rumunem Nistorem podczas ME w Ankarze (2011), ale wtedy był liczony na stojąco.

 

Tym razem padał ciężko, ale wstał na osiem. I dotrwał do końca rundy, która mogła być ostatnią.

 

Kolejną przeboksował mądrze na "wstecznym biegu" i choć ją przegrał powoli wracał do gry. W ósmej też był ostrożny, ale dziewiątej to on był już górą. Wciąż wszystko było możliwe, w tej fazie pojedynek był wyrównany. Wydawało się, że nieznacznie prowadzi Kliczko (u mnie miał punkt przewagi, przy pierwszej rundzie remisowej), ale dwóch sędziów widziało przewagę Joshuy, a tylko jeden Ukraińca.

 

Jedenaste starcie okazało się ostatnim. Kliczko nie był już w stanie zatrzymać młodego mistrza. Padał dwa razy, ale się podnosił. Po kolejnym ataku Anglika, amerykański sędzia ringowy David Fields wkroczył do akcji i poddał Kliczkę.

 

Ukrainiec nie krytykował sędziego, choć wydawało się, że może walczyć dalej, ale myślę, że Joshua dokończyłby tym razem dzieła, więc może i lepiej, że Fields uchronił go przed ciężkim nokautem.

 

To co było później, już po ogłoszeniu werdyktu, też mieści się w filmowym schemacie.

 

Joshua z szacunkiem mówi o Kliczce, ten równie elegancko o nim. Wypełnione Wembley całe szczęśliwe, że wygrał Anglik, ale nie szczędzi też aplauzu przegranemu.

 

Pierwsze komentarze nie pozostawiają wątpliwości: wygrał boks. Od dawna nie było tak ekscytującej walki w wadze ciężkiej. - Nie jestem perfekcyjny, ale próbuję - to słowa młodego, skromnego mistrza, który pokazał twardy charakter w najtrudniejszych dla siebie chwilach tego pojedynku.

 

Czy dojdzie do rewanżu? Jest zapisany w kontrakcie, ale to zależy od Kliczki (tak twierdzi  Eddie Hearn, promotor Joshuy). Arnold Schwarzenegger, obserwujący walkę z pierwszych rzędów na Wembley mówi wprost, że bardzo chętnie zobaczyłby taki dreszczowiec, ale chyba za wcześnie już teraz zastanawiać się jak będzie wyglądała przyszłość głównych aktorów tego widowiska.

 

Joshua jest teraz mistrzem organizacji IBF, WBA oraz mniej znaczącej IBO. Na swoją szansą już czekają pierwsi w rankingach: Bułgar Kubrat Pulew (IBF) oraz Kubańczyk Luis Ortiz (WBA). Hearn wprawdzie mówi, że Joshua nie będzie unikał obligatoryjnych obron, ale przypomina, że to jest biznes, co oznacza, że jeśli pojawią się ciekawsze z finansowego punktu widzenia propozycje, to raczej nie będą z nich rezygnować. A taką z pewnością byłaby walka z Tysonem Furym, gdyby ten fatycznie zdecydował się na powrót.

 

Na Wembley obok starych, wielkich mistrzów takich jak Evander Holyfield, czy Lennoks Lewis był też Deontay Wilder, urzędujący czempion WBC. Jego walka z Joshuą też byłaby wielkim wydarzeniem, sportowym i finansowym.

 

A Kliczko? W przegranej walce wyglądał lepiej niż w większości tych, które wygrywał. Ma ważny kontrakt z telewizją RTL na kolejne trzy walki, więc może jeszcze go zobaczymy w ringu. Fizycznie wygląda świetnie, boksować potrafi, więc nie musi kończyć kariery porażką. Ale to już piąta przegrana, czwarta przed czasem, więc nie można wykluczyć, że powie STOP. To będzie jednak jego decyzja, najważniejsze, że pokazał w walce z Joshuą mistrzowską klasę. Zabrakło mu wprawdzie tego, czego nigdy nie miał - instynktu zabójcy, lecz nie wpływa to na ocenę jego występu, którym zyskał szacunek większy niż wtedy, kiedy wygrywał.