ESA 37 to narastające zmęczenie. O zmęczeniu świadczy poziom meczów w strefie mistrzowskiej. Konkretny przykład. 5 marca 2017 roku Lech podejmował Lechię. I spotkanie było szybkie, emocjonujące, dramatyczne. 21 maja oba kluby zmierzyły się w Poznaniu po raz kolejny. I tym razem to były „nudy na pudy”. O przecież wtedy – w 24. kolejce  – spotkanie toczyło się o 1,5 punktu, a obecnie – w 35. kolejce - o 3 punkty. I Lech i Lechia mogą zdobyć mistrzostwo Polski, ale także mogą znaleźć się na 4. miejscu w tabeli, które oznacza brak gry w europejskiej rywalizacji. Tymczasem brak „pary” spowodował, że Lech grał wolno, a Lechia jeszcze wolniej. Ba, w emocje nie wierzyli widzowie! W marcu na spotkanie Lech – Lechia przybyło 31 tysięcy widzów, a teraz niewiele ponad 20 tysięcy. W niedzielę nawet Legia – mająca bezwzględnie najsilniejszą kadrę – w Białymstoku zaprezentowała się kiepsko. Jeden strzał w światło bramki. Jasne, remis dawał legionistom dwa punkty przewagi nad resztą stawki, ale przecież w normalnej dyspozycji podopieczni Jacka Magiery zagraliby o trzy „oczka”...

ESA 37 z podziałem punktów to był pomysł Bogusława Biszofa, który niewątpliwie skutecznie tym pomysłem powalczył o kasę jeszcze w ramach poprzedniego kontraktu telewizyjnego (zwiększył liczbę meczów dla partnerów telewizyjnych z 240 na 296). Za Biszofem stał Maciej Wandzel, który – jako szef Rady Nadzorczej - w pewnym momencie doszedł do wniosku, że zupełnie nie rozumie się z prezesem zarządu. Wymyślił wówczas Dariusza Marca z Legii, który z werwą wkroczył do Ekstraklasy. Od razu dał się wkręcić w obronę ESA 37, niczym w obronę niepodległości. Argumentów dostarczali Marcin Animucki i Marcin Stefański – obok Biszofa – architekci pomysłu ESA 37. I jedno zawsze im oddam – ESA 37 pozwoliła wnieść więcej emocji. Kluby środka tabeli – przed wprowadzeniem ESA 37 w 2013 roku – w ostatnich kolejkach po prostu sobie bimbały. Co nie znaczy, że nie ma takich, które bimbają sobie teraz w rundzie mistrzowskiej. Bruk-Bet Termalika Nieciecza i Pogoń Szczecin zdołały wywalczyć w pięciu meczach punkt – w walce między sobą. Reszta to były porażki albo wręcz klęski... Ciekawe, co na to słynna firma Hypercube, która dla Ekstraklasy przygotowuje analizy... Czy ktoś mógł się spodziewać takiego „plażowania” ze strony Bruk-Betu i Pogoni?!?

Liga to powinna być normalność - 16 lub 18 zespołów: dwie rundy; każde spotkanie to 3 punkty za wygraną, a 1 punkt za remis. Trudno jednak dyskutować o normalności, skoro ktoś zauroczył się ESA 37. To że Legia i Lech kolejny sezon oddychają rękawami? Piłkarze mają grać, grać, grać! Pod presją! Cały czas presja! A jakże! Lech w sezonie 2014/2015 zdobył mistrzostwo Polski, a później ze zmęczenia i presji padł. Maciej Skorża kilka miesięcy po tytule był skończony. Trenerzy jednak publicznie – poza „Cafe Futbol” - po raz pierwszy zostali dopuszczeni do głosu w kwietniu 2017 roku, gdy spotkanie na Stadionie Narodowym zorganizował Zbigniew Boniek. Wcześniej nikt nie chciał słuchać racjonalnych argumentów o metodologii treningu, odpoczynku i okresie przygotowawczym...

Po co? Najważniejsze, że kasa się zgadza. Tyle, że ta kasa teraz ma posłużyć na zaangażowanie kolejnych obcokrajowców spoza Unii Europejskiej. Ekstraklasa zlekceważyła strategiczny pomysł PZPN - Pro Junior System, aby promować Polaków – piłkarzy z rocznika 1996 i młodszych, wychowanych albo pozyskanych w ramach krajowego skautingu. Lepiej zaufać menedżerom, którzy mają wejście na „stajnie” - tak naprawdę trzeciorzędnych piłkarzy... A propos kasy – kluby z  grupy spadkowej otrzymują po 250 tysięcy złotych jako „zastrzyk” na organizację meczów, na które mało kto chce uczęszczać. Średnia widzów w tym sezonie to 9,6 tysiąca, o 1,2 widzów większa niż w sezonie 2012/2013, gdy infrastruktura była zdecydowanie słabsza... Pytanie dlaczego tak wolno rośnie, to również pytanie o poziom, które jest pytaniem absolutnie kluczowym. Kolejne pytania to kwestia tożsamości, a tym samym wiarygodności. Jak budować wiarygodność na rzeszy przeciętnych obcokrajowców w składzie?

Zamiast strategii w  Ekstraklasie panuje chaos. Maciej Wandzel wkrótce opuści stanowisko szefa Rady Nadzorczej. Już dziś Dariusz Marzec sprawa wrażenie osamotnionego. Legia i Lech nie chciały podziału punktów, ale zostawiły monstrualne rozgrywki, które oznaczają, że jesienią – przy awansie do grupy Ligi Mistrzów i Ligi Europy – polskie kluby grają najwięcej na Starym Kontynencie. W dodatku żądają od PZPN-u trzeciego obcokrajowca na boisku w meczu. Nic dziwnego, że Boniek nie zamierza promować Pro Junior System w Ekstraklasie, a decyzja o zmianach ma zapaść na czwartkowym posiedzeniu zarządu PZPN. I na koniec jeszcze zdanie - szkoda, że w tym chaosie brakuje lidera powrotu do normalności. Najbliższe dwa sezony – już bez podziału punktów – zasadniczo nie zmienią rzeczywistości. Eksperyment ESA 37 będzie kontynuowany, choć doświadczenie po czterech sezonach mówi wyraźnie – wróćmy do normalności!