Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że czasy gdy na pojedynek Julio Cesara Chaveza potrafiło przyjść w Meksyku ponad 100 tysięcy ludzi już nie wrócą, a zdaje się właśnie wracają. Chavez Sr był „Dumą Meksyku”, więc nic dziwnego, że na jego walce z Gregiem Haugenem w lutym 1993  roku, w której bronił mistrzowskiego pasa WBC w wadze superlekkiej, słynny Estadio Azteca w Mexico City pękał w szwach. Sprzedano wtedy 132,274 biletów, co jest nieoficjalnym rekordem w sportach walki. I trudno będzie go pobić.

 

Nie tak dawno na Wembley w Londynie przyszło 90 tysięcy ludzi, by obejrzeć walkę Władymira Kliczki z Anthonym Joshuą, kreowanym na nowego króla wagi ciężkiej. Anglik jest złotym medalistą igrzysk w Londynie (2012) i aktualnym posiadaczem pasa IBF, Kliczko zaś mistrzem olimpijskim z Atlanty (1996) i wielokrotnym, zawodowym mistrzem świata, więc nic dziwnego, że bilety wyprzedano błyskawicznie. Promotor Eddie Hearn stwierdził nawet, że gdyby Wembley mogło pomieścić drugie tyle widzów, też wszystkie miejsca byłyby zajęte.

 

A przecież to nie jedyny taki przypadek.  Trzy lata wcześniej, też na Wembley, gdy Carl Froch, mistrz świata wagi superśredniej, w rewanżu znów znokautował swojego rodaka Georgesa Grovesa, na widowni było 80 tysięcy ludzi.

 

Teraz czekamy na wiadomość, czy Kliczko skorzysta z przysługującego mu prawa rewanżu i zdecyduje się na kolejną walkę z Joshuą. Miał ogłosić swoją decyzję pod koniec maja, ale jeszcze jej nie podjął. Jeśli powie tak, i jeśli znów będzie to Wembley, wszyscy chętni się tam nie pomieszczą.

 

A co będzie, gdy wróci Tyson Fury i wyzwie na pojedynek Joshuę? Były mistrz wagi ciężkiej, człowiek, który odebrał młodszemu Kliczce wszystkie tytuły, kontra ten, który go znokautował. Niezbyt lubiany przez Anglików Fury i kochany przez nich Joshua, razem w ringu? Taki scenariusz jest możliwy, ale trzeba cierpliwie poczekać, bo Tyson ma sporo problemów, które musi rozwiązać.

 

Albo walka o absolutne mistrzostwo królewskiej kategorii: Joshua – Deontay Wilder, dziś mistrz WBC. Amerykanie zapewne chcieliby taki pojedynek u siebie, ale na razie pięściarze tego kraju wybierają Wyspy Brytyjskie, bo tam jest teraz bokserska ziemia obiecana.

 

Gervonta Davis, mistrz wagi superpiórkowej, promowany przez samego Floyda Mayweathera Jr przyleciał wraz ze swoim słynnym opiekunem do Anglii, by bronić tytułu IBF w starciu z Liam Washem i znokautował go w trzecim starciu. Tydzień później, na piłkarskim stadionie w Sheffield, Errol Spence Jr odebrał pas IBF wagi półśredniej należący do Kella Brooka i zabrał go do Ameryki. 27 letni Spence Jr to nowa gwiazda amerykańskiego i światowego boksu.

 

Walka Brook – Spence Jr była pierwszą o mistrzostwo świata, w liczącej 162 lata historii piłkarskiego stadionu Bramall Lane na którym występuje zespół Sheffield United. 30 tysięcy ludzi czekało na sukces 31 letniego Kella Brooka, ale stary mistrz przegrał. Świat ma teraz nowego, mieszkającego w Teksasie.

 

Wydawało się, że Amerykanie pójdą tym śladem i mega walkę jaką bez wątpienia będzie starcie Saula Alvareza z królem wagi średniej, Giennadijem Gołowkinem, też zobaczymy na jakimś wielkim stadionie. Padła nawet konkretna propozycja, mieszczący ponad 100 tysięcy widzów obiekt Dallas Cowboys. Ale to już nieaktualne, Las Vegas widać miało mocniejsze argumenty, bo już wiemy, że Meksykanin z Kazachem bić się będą 16 września w T-Mobile Arena.

 

A gdzie będzie walczył Floyd Mayweather jr, jeśli podpisze kontrakt na walkę z Conorem McGregorem? Chętnych na obejrzenie tego wątpliwego, ze sportowego punktu widzenia widowiska, będzie przecież co niemiara. Kibice MMA uwielbiają Irlandczyka, a Floyd Jr to przecież jedna z największych postaci świata boksu. Największy nawet stadion nie pomieści wszystkich chętnych. 

 

Na początku XX wieku walki na stadionach były na porządku dziennym. Później przeniesiono je do wielkich, nowoczesnych, zamkniętych obiektów, ale od czasu do czasu wracano do przeszłości. W 1998 roku w El Paso razem z Przemkiem Saletą mieliśmy przyjemność komentować pojedynek, który stoczył Oscar De La Hoya z Patrickiem Charpentier. Na stadionie futbolu amerykańskiego, Sun Bowl, obejrzało go 48 tysięcy ludzi widzów. Na niemieckich stadionach wielokrotnie bili się Witalij i Władymir Kliczko, a w Polsce Tomasz Adamek, który we Wrocławiu stoczył ze starszym z ukraińskich braci walkę o należący do niego pas WBC w wadze ciężkiej. Pojedynek ten we wrześniu 2011 roku na Stadionie Miejskim obejrzało 42 tysiące widzów. „Góral” przegrał przed czasem, ale wydarzenie przeszło do historii boksu.

 

Tak jak ostatnia, wspaniała gala KSW na Stadionie Narodowym w Warszawie. Sprzedano ponad 57 tysięcy biletów, tylko japoński PRIDE w 2002 roku zgromadził na widowni Stadionu Olimpijskiego w Tokio więcej ludzi, 71 tysięcy.

 

Czyli hasło: Wracamy na stadiony – znów jest aktualne. Pytanie, kto następny? Wychodzi na to, że wspomniany na wstępie Filipińczyk Manny Pacquiao, który 2 lipca na mieszczącym 55 tysięcy widzów Suncorp Stadium w Brisbane zmierzy się z Australijczykiem Jeffem Hornem, a stawką będzie należący do niego pas WBO w wadze średniej. Walkę obejrzy 55 tysięcy widzów.

 

A tak swoją drogą śmiem twierdzić, że gdyby na początku lat 90 tych na jednej imprezie wystąpił Marek Piotrowski i Przemysław Saleta, wówczas światowego formatu kickbokserzy, to zapełniliby każdy stadion w Polsce. Nikt nie miał jednak takiej wyobraźni. A szkoda.