Nawet nie pół doby. Do oceny trenera Marcina Dorny, jego kompetencji, umiejętności selekcyjnych i strategicznych wystarczyło 90 minut przegranego meczu ze Słowacją (1:2), który inaugurował piłkarskie Euro U21 w Polsce. Piszę, że zrobiono, bo druzgocące recenzje napływają zewsząd – od ludzi ze środowiska przez dziennikarzy i kibiców aż do samego piłkarza tejże drużyny. Wszyscy oni znanym nam i charakterystycznym „wiedziałem, że tak będzie” spostponowali Dornę do cna.

Jak ognia unikam stwierdzeń poprzedzonych frazą „bo u nas w Polsce…”, ale coś w tym jest. Kiedy wydawało się, że nauczyliśmy się patrzeć na sport bardziej fachowym okiem, z właściwą dla tej fachowości tolerancją nawet dla najbardziej irytujących wtop, wracamy do ponurej przeszłości. Niespełna dekadę temu za winnego wszystkich plag polskiego futbolu uznano Leo Beenhakkera. Pięć lat temu, jeszcze w trakcie Euro 2012, posyłano na szafot Franciszka Smudę. Teraz oliwę do ognia wlał Krystian Bielik, jedna z nadziei polskiej piłki, ale w piątek wieczorem piłkarz zdegustowany postawą swojej drużyny, ale i najprawdopodobniej poirytowany tym, że nie wszedł na boisko nawet na chwilę.

Podejrzewam, że to drugie uczucie było w młodym graczu dominujące, bo gdyby tak nie było, już wcześniej powiedziałby, co myśli o swoim trenerze i jego treningach („gramy, jak trenujemy”, etc). Czy to w złości, czy to w trosce o lepszą przyszłość, Bielik miał multum okazji, by wyrazić się niepochlebnie o trenerze i jego warsztacie. Jak pamiętam, zabierał głos przed pierwszym meczem wielokrotnie, a jednak na odwagę zebrał się dopiero po przegranej inauguracji.

W mieszających się głosach aprobaty i zdegustowania jako przykład podawany jest wywiad Roberta Lewandowskiego, który po wspomnianym Euro 2012 objechał Smudę aż miło. Po pierwsze, Bielik to jednak nie Lewandowski, i jeszcze długo, długo nie… Po drugie, obecny kapitan naszej seniorskiej kadry zrobił to dopiero po turnieju, kiedy przemyślał swoje słowa, nie wypowiadał ich na gorąco, a konsekwencją jego sądów nie było rozbicie grupy i morale zespołu zaraz na starcie turnieju.

Świadomie lub nie Bielik dokonał na Dornie egzekucji. Może poza dość specyficzną reprezentacją Francji (mundial 2010), trudno mi sobie wyobrazić zespół narodowy, w której piłkarz rozjeżdża walcem swojego szkoleniowca w trakcie turnieju, jeszcze trudniej, kiedy idzie tylko o rezerwowego. Co z tego, że z Arsenalu; Bielik znaczy tu tyle samo co będący bez klubu Patryk Lipski, albo nawet mniej, bo dla tej reprezentacji jeszcze niczego nie zrobił.

Bielik dał za to do ręki oręż tym, którzy wspaniałomyślnie obwieszczają dziś światu, że Dorna się nie nadaje. Właściwie to nie nadawał się już wcześniej, i wszyscy o tym wiedzieli, ale utrzymywał się na stanowisku tylko dzięki krasomówczym talentom oraz zdolnościom PR-owym jego pryncypałów z PZPN.

Polacy wyglądali na tle Słowaków źle, nie tylko w organizacji gry. Przyjmując wszystkie możliwe w futbolu kryteria należałoby powiedzieć, że mimo nieznacznej przegranej był to nokaut na korzyść rywali. Zapytam więc nieśmiało, czy aby wszystkiemu winien był sam Dorna. Dziś, mądrzejsi o zaledwie 90 minut, wszyscy widzą błędy samego trenera, nikt nie dyskutuje o winie piłkarzy, mało kto zastanawia się nad rzeczywistym potencjałem poszczególnych graczy.

Seniorska reprezentacja Nawałki z jednej strony wyzwoliła nas z pełnej traum przeszłości, ale też określiła standard postrzegania naszej piłki en bloc. W każdym biegającym po orliku chłopcu zaczęliśmy dostrzegać Lewandowskiego, a wszystkie drużyny narodowe niezależnie od kategorii wiekowej powinny bić rywali tak mocno, jak biało-czerwoni łoją swoich przeciwników w eliminacjach mundialu. Tak nie jest mili Państwo. Można się na piłce nie znać, ale kanonem rzetelnej oceny kogokolwiek na pewno nie jest jeden występ.

Relacje w grupie do delikatna sprawa. Jestem zbyt daleko od drużyny Dorny i nie wiem, jakie panują w niej interpersonalne praktyki. Nie wnikając więc w niuanse, obecność w wyselekcjonowanej grupie reprezentującej Polskę jest przywilejem, a nie przymusem. Nie powinno mieć znaczenia, jaki jest wkład jednostki w grupę – jeśli komuś się nie podoba, powinien on dla dobra obu stron ją opuścić.

Chciałbym się mylić, ale niestety wiele wskazuje na to, że impreza, która miała być dla nas powodem do kolejnych dobrych emocji, już się skończyła. Na pewno na poziomie motywacji w samej reprezentacji. Kiedy atmosfera i tak już się skiepściła, spodziewam się, że reszta drużyny stanie w obronie selekcjonera. Jeśli nie, znaczy, że tego zespołu naprawdę nie ma. Jeśli ktoś jednak odważnie skonfrontuje się ze słowami Bielika, będzie jak w mało zabawnym dowcipie: portfel się znalazł, ale niesmak pozostał…