FIFA testuje system Video Assistant Referee, by na dobre wprowadzić go na przyszłorocznym mundialu. Już od początku budził wiele dyskusji. Według tradycjonalistów zabija on emocje, jakie niosą za sobą także sędziowskie pomyłki. Nie mówiąc już o kontrolowanym entuzjazmie po zdobyciu gola. Bywa, że piłkarze mogą zacząć cieszyć się z bramki dopiero po kilkudziesięciu sekundach, a wtedy radość nie jest już tak spontaniczna. Zwolennicy nowych technologii są z kolei zadowoleni, bo już podczas samego Pucharu Konfederacji rozstrzygnięto wiele sytuacji.

 

W samym spotkaniu Portugalia – Meksyk (2:2) z udogodnienia technicznego skorzystano aż trzy razy. Wpierw nie uznano gola dla mistrzów Europy, który padł po tym, jak dwóch Portugalczyków znalazło się na spalonym. Problem w tym, że sytuacja była dość oczywista, a sędzia asystent mimo to nie podniósł chorągiewki. Czy czekał, by rozstrzygnęła za niego technologia, czy rzeczywiście źle ocenił sytuację (stał idealnie w linii), trudno powiedzieć.

 

Bywa jednak, że sędziowie mitygują się przed suflowaniem z „góry”. W spotkaniu otwarcia Rosja – Nowa Zelandia ani arbiter prowadzący mecz nie poprosił o pomoc, ani nie dostał jej nieproszony, kiedy doszło do spornej sytuacji w polu karnym. Być może dlatego, że akcja przeniosła się na drugą stronę boiska. Wtedy to mógł być faulowany przez Nowozelandzkiego bramkarza Dmitry Połoz.

 

Przypomnijmy, są cztery sytuacje, kiedy można zastosować VAR: oczywiście wszystkie związane z prawidłowo lub nie zdobytym golem, właśnie naruszenie przepisów mogących skutkować rzutem karnym, decyzja o czerwonej kartce (pokazywanej od razu, a nie po drugiej żółtej) oraz ewentualny kłopot sędziego w identyfikacji gracza, którego należy ukarać kartką.

 

Bez VAR wypaczony byłby także wynik meczu Chile – Kamerun. Choć tu właśnie dyskusji było najwięcej. Pod koniec pierwszej połowy przepięknym prostopadłym podaniem do Eduardo Vargasa popisał się Arturo Vidal. Chilijczycy strzelili gola, ale po konsultacji nie został on uznany. Okazało się, że Vargas był na spalonym, ale naprawdę na minimalnym, właściwie niewidocznym nieuzbrojonym okiem.

 

Jak się okazuje, nie system, ale ludzkie oko oraz zdolność interpretacji zdarzeń na boisku bywają zawodne. Tak zdarzyło się w poniedziałkowym spotkaniu Niemcy – Australia. Przy stanie 3:1 dla mistrzów świata Tomi Jurić strzelił gola kontaktowego, dobijając swoje uderzenie po błędzie bramkarza. Sędzia wahając się nad rozstrzygnięciem, dostał podpowiedź od arbitra wideo. Złą podpowiedź, bo na ujęciach wyraźnie widać, że strzelec bramki przy przyjęciu piłki pomaga sobie ręką.

 

System VAR testuje się obecnie na imprezach niższej rangi. Wszystko po to, by go udoskonalić. Jak każda nowinka technologiczna, potrzebuje dopracowania i umiejętności korzystania z niego. W Pucharze Konfederacji wyliczono, że najdłużej czekano na decyzję nieco ponad dwie minuty, najkrócej – 56 sekund. Nawet najbardziej zardzewiałych tradycjonalistów powoli przekonuje, że dowody wideo są integralną częścią większości sportów zespołowych, także tych na zielonej murawie (rugby). Do testów przekonały się już m.in. władze Bundesligi, które chcą sprawdzić system w niektórych meczach. Niektórzy niemieccy działacze idą nawet dalej i postulują pomysł zmiany czasu rozgrywania meczu – z 90 minut do 60 minut netto. Przypomnijmy, że kilka miesięcy temu rewolucyjny wręcz pomysł zgłosił Marco van Basten, były światowej klasy holenderski napastnik. Uznano go za niespełna rozumu, ale teraz coraz częściej dyskutuje się o kolejnych zmianach. Jak to możliwe?

 

Sponsorzy, telewizje, wszyscy chcą przyspieszyć grę, ale sprawić zarazem, by nie budziła ona żadnych wątpliwości i kontrowersji. – Uczciwość i sprawiedliwość są najważniejsze – mówi obecny na turnieju w Rosji Massimo Busacca, szef sędziów FIFA po pierwszych testach VAR.

 

Zmieniła się też koniunktura, która wynika także z gorliwości nowego szefa FIFA Gianniego Infantino, który wyraźnie chce wyróżniać się swoją kadencją na tle skompromitowanego i nieskorego do reform poprzednika Seppa Blattera.