Wtorkowymi półfinałami Niemcy – Anglia i Hiszpania – Włochy można się było delektować jak na najlepszej uczcie. Co ciekawe, każda z tych drużyn zaprezentowała coś innego, ale na tyle urzekającego, że można było je oglądać bez końca. I nie były to przypadkowe akcenty, były to elementy charakterystyczne dla dorosłego futbolu w tych krajach. Niemcy pokazali wielką zespołowość i nieustępliwość do końca, Anglicy indywidualności na pozycjach, które niekoniecznie składają się w idealną całość. Włosi, nawet nie wczoraj, a przez cały turniej, dowodzili taktycznemu zmysłowi wyssanemu z mlekiem matki. Hiszpania wyrosła ponad tę trójkę z wiodącymi Asensio i Saulem. Aż wypada się zastanowić, czy na nazwać te zespoły młodzieżowymi.

 

Oglądając te zespoły w turnieju nie miałem wrażenia, że zostały zbudowane tylko po to, by go wygrać. Patrząc na każdego z graczy z osobna widać było głębszą myśl, której przewodzi wychowanie młodych ludzi na wartościowych seniorów. To nic, jak mówią fachowcy znający się na piłce wyspiarskiej, że być może na palcach jednej ręki policzymy tych, którzy z Anglikami pojadą na przyszłoroczny mundial. Każdy z tych piłkarzy, odbierając futbolową cenzurkę, jaką jest ukończenie wieku młodzieżowca, ma umiejętności, by swoich fachem zajmować się na poważnie. Pomijam również wszelkiego rodzaju wyceny rynkowej wartości, wystarczy zajrzeć na Twittera zajmującego się Bundesligą, by przekonać się, jaki ruch transferowy wywołują zawodnicy trenera Stefana Kuntza.

 

Ponieważ tekst ten ma charakter osobisty, trudno ukryć w nim frustrację kibica rozczarowanego. Polska piłka, pomimo sukcesów drużyny Adama Nawałki, spektakularnej postawy Roberta Lewandowskiego oraz kilku transferów, o których mówiła Europa, wciąż jest na poziomie szkolenia tam, gdzie nasza młodzieżowa reprezentacja na Euro do lat 21. To nie wina ludzi obecnie pracujących w PZPN, bo nie da się w jedną kadencję łebskich ludzi zbudować na ugorze systemu, który wyda wartościowych sportowców. Wciąż mamy wyjątki, które wychodzą poza system, są żywym dowodem na to, że można nie „dlatego”, a „pomimo wszystko”. Na zarzut, że to histeria, zaasekuruję się niedawnym wywiadem z Lewandowskim, który bez owijania ubolewał, że następców nie widać. Wszyscy, którzy twierdzicie inaczej, pokażcie sukcesorów Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego czy Artura Jędrzejczyka. O Lewandowskim nie wspominam, bo jest wyjątkowy i na drugiego takiego możemy poczekać nawet pół wieku.

 

Zabrzmi jak bluźnierstwo, ale oglądając półfinały kończącego się Euro można było nawet odetchnąć, że na miejscu którejś z tych drużyn nie ma Polski. I najmniej w tym wina trenera Marcina Dorny, którego wszyscy chcą teraz wieszać. Oczywiście jeden turniej nie powinien być ani powodem do lamentów, ani totalnej euforii. Wpisuje się jednak w marazm i brak pomysłu na szkolenie, jaki jest konsekwencją ignorancji ludzi, którzy mentalnie pozostali w zeszłym systemie, a przez lata odpowiadali za szkolenie w PZPN. To nie wina ambitnych trenerów, którzy starają się, jak mogą. Powiedziane zostało tysiąc razy, powiedzmy i tysiąc pierwszy: płacimy za lata zaniedbań polskiej piłki, a kończące się Euro do lat 21 znów pokazało nam czarno na białym, gdzie jesteśmy. Jesteśmy w czarnej dziurze.

 

Zmieniło się wiele, dzieciaków nie ma na podwórkach, piłka nożna staje się grą elitarną. Jako ojciec chłopca, który kopie w klubie, a futbol jest dla niego czymś więcej niż pasją, wiem, że nie kosztuje to mało. Pomijając poświęcony czas, na treningi, zajęcia dodatkowe, obozy, sprzęt, badania wydaje się nawet do kilku tysięcy złotych rocznie. Pozwalają sobie jednak na to nieliczni, inni nieliczni mają szczęście, że trafiają na szkoleniowców, którzy dokształcają się na własną rękę i wdrażają najlepsze wzorce do swojej pracy. W związku z tym przypomniał mi się wywiad ze Zbigniewem Bońkiem dla Gazety Wyborczej zatytułowany dość symptomatycznie „Chcesz być Bońkiem, uciekaj z Polski”. Dalej jeden z naszych najlepszych piłkarzy w historii mówił tak: „U nas 16-17-latka już niczego się nie uczy, lecz psuje. Kiedy 22-latek wyjedzie na Zachód, nie daje rady, bo był przyzwyczajony do dwóch ważnych meczów rocznie. No i klimat mamy niesprzyjający. Rumuni czy Bułgarzy są lepsi technicznie, mają więcej tzw. talenciaków, bo z piłką żyją cały rok. (…) Nie ma prostych recept, bo na wielkiego piłkarza składa się wiele elementów: technika, determinacja, twardość, wytrzymałość, szybkość, odporność na stres etc. U nas wystarcza, by ktoś miał jeden-dwa komponenty i już się go robi gwiazdą.

 

Na ostatnie pytanie: „Czyli nasz 16-latek nie ma co marzyć, że do kariery Bońka przygotuje go Polska?”, Boniek odpowiedział: „No dobrze, nie ma. Powiem wprost: szkoda czasu. Niech gra w piłkę dla siebie, ale jak chce czegoś więcej, powinien wyjechać”.

 

Od tego czasu Boniek został prezesem PZPN i na takie tezy po prostu nie wypada mu sobie pozwalać. Może tylko pracować nad tym wraz ze swoim zespołem, a i tak zajmie mu to wiele czasu. I nie załatwi tego jedna czy dwie udane edycje turnieju Tymbarka. Także przybyło nam piłkarzy ze znakiem jakości „europejski”, bądź w przypadku Lewandowskiego „światowy”. Tylko co to zmienia. Jeszcze raz zapytam: ilu takich lub chociaż kandydatów na takich mamy?

 

Idę z wnikliwą uwagą za trenującym synem już sześć lat. Byliśmy też w Niemczech i obaj doskonale wiemy, jak wyglądają tam treningi dzieci i młodzieży. Jak znacząco inaczej niż w Polsce w każdym elemencie, za zachodnią granicą gołym okiem można przekonać się, jak ważnym elementem rozwoju każdego kandydata na piłkarza są zajęcia ogólnorozwojowe, praca indywidualna, profesjonalizm, jakim próbuje się zarazić młodych od pierwszych trenujących roczników. Znów pewnie wyjdzie ze mnie frustracja, ale idąc za słowami Bońka, ale także za tym, co widziałem na Euro U21, wiem, że poświęcę każdą wolną chwilę, by syn czerpał z niemieckiego systemu jak najczęściej. No bo jak tu nie powiedzieć dziecku: chcesz być Lewym, uciekaj z Polski!