Ja tam skandalu i korupcji nie widzę. Walka była wyrównana, punktacja mogła pójść w obie strony. Horn wyprowadził więcej ciosów (625 – 573), Pacquiao miał więcej ciosów celnych (182-92). Ale trzeba pamiętać, że to nie zawsze przekłada się na punkty. W tej walce na przykład Pacman zadał co najmniej 30 ciosów więcej w 9 rundzie, gdy miał Horna na skraju nokautu, ale ponieważ nie posłał go na deski, zysk punktowy był mizerny (10-9). A Horn w innych rundach, szczególnie trzech pierwszych, zadawał tylko po kilka ciosów więcej, a to wystarczało do takiej samej wygranej po 10-9.

W jednym zgadzam się z Lennoxem Lewisem, że wypunktowanie walki przez jednego z arbitrów 117-111 dla Horna to nieporozumienie. „To nie była walka, którą ja widziałem” - napisał Lewis. Ma rację. Ten arbiter „przegiął”. Ale werdykt dwóch pozostałych sędziów 115-113 dla Horna, jest dla mnie o.k. Mogli tak wypunktować w tej wyrównanej walce, żaden skandal. Zresztą przyznał to sam Pacquiao, „No complains” (nie mam pretensji, żalu) – powiedział zaraz po pojedynku

Jedno jest pewne. Pacquiao nie był w tej walce sobą, walczył tak jak chciał Horn. A on przemienił tej pojedynek w uliczną bójkę, to mu odpowiadało, Pacman nie miał na to recepty. Stary, dobry Pacquiao (ten przykładowo sprzed 8 lat, z walki z Cotto), sprawiłby Hornowi straszne lanie. Ale latka płyną, to już nie ten sam Pacman.

Trener Pacquiao, Fredie Roach mówił przed walką, że „jeśli Manny przegra ten pojedynek to powinien zakończyć karierę.”. Pacquiao już zapowiedział że kariery nie kończy i skorzysta z zapisanej w kontrakcie opcji rewanżu. Chętnie zobaczę ten pojedynek. Mam nadzieję że Wy także. Wszystkie kontrowersje muszą być rozproszone.