Wszak nasi reprezentanci zdobyli 20 medali, czyli aż 70% tego co we wszystkich poprzednich igrzyskach razem wziętych. Do tego w sportach na tzw. zaproszenie, które niestety nie są liczone do oficjalnej klasyfikacji, aż 10 razy stawaliśmy na podium. Naprawdę zdominowaliśmy TWG w wioślarstwie halowym, kickboxingu, na żużlu i zostawiliśmy na przyjezdnych bardzo dobre wrażenie.

 

Jeśli można czegoś żałować, to przede wszystkim tego, że nie udało się "rozbujać" tej imprezy w skali całej wakacyjnej Polski. Igrzyska, które miały setki fantastycznych bohaterów z całego świata, niestety nie zdominowały pierwszych stron gazet w Polsce. Ba, nawet patron medialny igrzysk – Przegląd Sportowy, ograniczył się do małego paska o TWG na samym dole pierwszej kolumny a relacje z imprezy zaczynał dopiero na szóstej, siódmej stronie. Jak tak było u patrona, to czego wymagać od innych. A szkoda, bo wrocławskie zawody dostarczyły dziesiątek fantastycznych historii wartych opowiedzenia Polakom interesujących się sportem.

 

Ubolewaliśmy nad tym z wiceministrem sportu Jarosławem Stawiarskim, który w odróżnieniu do swoich wielu kolegów – urzędników państwowych – wie kiedy i gdzie powinien się pojawić bez nadętej politycznej koniunktury. Minister ma pozytywnego bzika na punkcie sportu dzieci i młodzieży, i gros naszej pogawędki zeszło na spekulacjach, co teraz się stanie z tak ładnie wyposażonym w infrastrukturę sportową Wrocławiem, i co dalej z tymi niby egzotycznymi a frapującymi dyscyplinami sportu.

 

Latające dyski, wspinaczka, plażowa piłka ręczna, bule czy fistball (specyficzna odmiana plenerowej siatkówki) to były prawdziwe przeboje tych dziesięciu dni we Wrocławiu. Mało tego, ze wszystkich 31 sportów jakie uczestniczyły w TWG da się coś wycisnąć do nowych programów wf-u lub szkolenia studentów na AWF-ach. Minister Stawiarski zadeklarował, przy poważnych świadkach, że nie tylko będzie rekomendował do swojego szefa - ministra Witolda Bańki, wnioski o dotacje dla niektórych dyscyplin obecnych na TWG, ale że widzi także szansę na ścisłą współpracę w tej dziedzinie z Ministerstwem Edukacji i MON-em.

 

Gdyby się tak stało byłoby pięknie, bo nie uwierzycie Państwo ile żaru, pasji i elementarnej prawdy jest w tych, którzy startowali w wrocławskich Igrzyskach. Im naprawdę nie chodzi o pieniądze, bo w większości tych dyscyplin ich po prostu nie ma. Jest za to chęć rywalizacji, doskonalenia umiejętności i wielka frajda ze współzawodnictwa. I te ideały można by dedykować naszym licznym sportowym "zawodowcom", którzy bez sowitego tzw. startowego lub tłustego stypendium nie raczą ruszyć czterech liter z miejsca. O pasji, zaangażowaniu i miłości do barw narodowych już nie wspomnę.

 

I na koniec apel: ministrowie, szefowie PKOl-u, samorządowcy, dziennikarze – pochylcie się nad tymi brzydkimi kaczątkami polskiego sportu. Jeśli im pomożecie, wyrosną z nich piękne sportowe łabędzie i wszyscy razem – będziemy z nich bardzo dumni.