Wbrew temu co mówił na konferencji prasowej Jacek Magiera moim zdaniem ten awans polska drużyna zaprzepaściła nie w ostatnią środę, a w pierwszym meczu. Gdyby nie głupio stracony gol w doliczonym czasie gry mistrz Polski przegrałby nie 1:3, a 1:2. Czy to, co wydarzyło się w tej rywalizacji, to totalna klęska? Chyba nie. To po prostu nasz obecny stan posiadania. Legia latem nie pierwszy raz nie wygląda jak automat.

Latem nie zachwycali

Stołeczna drużyna w ubiegłym sezonie nas rozpieściła. W Lidze Mistrzów remisem z Realem Madryt i wygraną ze Sportingiem Lizbona.  Oraz dwoma wyrównanymi spotkaniami z Ajaksem Amsterdam już w Lidze Europy.  Wzbudziła nadzieję na częstsze występy na salonach. Ale pamiętamy też bolesne „gradobicie” w obu spotkaniach z Borussią Dortmund, w których polski klub stracił aż 14 goli. Warszawski klub na dobrym poziomie zaczął grać dopiero wtedy, gdy na drzewach były już żółte liście, latem nikogo nie zachwycał. Podobnie jest teraz.

Ekipa Besnika Hasiego, która przed rokiem uzyskała ten długo wyczekiwany awans, przez wakacyjne miesiące eliminacji jak i początek września wcale nie prezentowała się lepiej niż ta obecna. Nikt nie podziwiał jeszcze wówczas lekko przyciężkawego Vadisa Odjdję-Ofoe, nikt nie był zainteresowany pozyskaniem Aleksandara Prijovića. Legia otrzymywała „baty” od Lecha Poznań w Superpucharze, walcząc o Champions League męczyła się ze Zrinjskim Mostarem, Trencinem i Dundalkiem, a w lidze ogrywały ją Łęczna, Termalica i Arka. W Pucharze Polski musiała uznać wyższość pierwszoligowego Górnika. A klub miał przecież jeszcze super-snajpera Nemanję Nikolića czy Bartosza Bereszyńskiego. Obaj dawali zespołowi więcej niż grający dziś na ich pozycjach Armando Sadiku czy Artur Jędrzejczyk, którego forma po powrocie do Legii jest daleka od tej „Beresia”. Mimo to można przypuszczać, że gdyby zamiast mistrza Słowacji czy półamatorów z Irlandii ówczesna Legia trafiła wówczas na taki zespół jak Astana do 20 lat oczekiwania na Ligę Mistrzów być może musielibyśmy dokładać kolejny rok. I wtedy nasza optyka na tegoroczne zamknięcie bram do Ligi Mistrzów byłaby zupełnie inna.

Zabrakło szefa

W środę można było tylko wspominać, jak dobry futbol w eliminacjach do Champions League przeciw Celtikowi Glasgow prezentowała ekipa Henninga Berga. Z Kuciakem w bramce, Astizem i… Brzyskim w obronie, Vrodljakiem, Dudą, Żyro w drugiej linii i będącym w rewelacyjnej formie Radovićem, w roli środkowego napastnika. Jego charakteru i umiejętności zabrakło w obu spotkaniach z Astaną. Zabrakło szefa, lidera, osobowości. Kogoś, kto ten zespół w trudnych chwilach by poderwał. O Vadisie w formie nie trzeba przypominać, to „oczywista oczywistość”. Guilherme na „10” się nie sprawdził, bo …nie mógł. To nie jego pozycja. Magiera nie zaryzykował z nie przygotowanym do końca Christianem Pasquato, który przeciw Sandecji pokazał kilka ciekawych zagrań. Dominik Nagy na skrzydle nie błyszczał jak wiosną i chyba nie „spięła” go obecność na trybunach obserwującego go selekcjonera Węgrów Bernda Storcka. Thibault Moulin nie miał otwierających podań. Kasper Hamalainen występuje w roli świetnego jokera głównie wtedy, gdy naprzeciw siebie widzi koszulki „Kolejorza”. Krzysztof Mączyński jest na razie cieniem piłkarza z reprezentacji.

Z ławki o dziwo najwięcej energii, determinacji, odwagi i pomysłowości wniósł młodziutki Sebastian Szymański. Nieprzypadkowo zwrócił już uwagę samego Jurgena Kloppa. Inna sprawa, że chłopak z Białej Podlaskiej wszedł dopiero w drugiej połowie, a i jego „eksploatacja” w tym sezonie była dość skromna. Pełne 90 minut zagrał tylko raz, w rewanżu z fińskim Mariehamn.  Ale być może to właśnie jest kierunek, w który mocniej należy spoglądać. Szkoda, że Legia ma taki nadmiar skrzydłowych (Kucharczyk, Moneta, Nagy, Szymański, Guilherme – choć ten ostatni z kontraktem tylko do grudnia), że prawdopodobnie wypożyczy do Płocka Konrada Michalaka. Entuzjazm i talent ma on podobny do Sebastiana. Łączy ich też absolutny brak kompleksów. Europy obaj może jeszcze nie zawojują, ale to inwestycja, z której zyski czerpać może nie tylko warszawska piłka.