Pytanie, jak Dariusz Mioduski będzie zarządzał kryzysem, bo odpadnięcie z Astaną w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów na pewno jest kryzysem. Astana – będę się upierał – grała prymitywnie. Kabananga i Twumasi są groźni, ale w Warszawie zespół z Kazachstanu czasami nawet nie wybijał piłkę do nich. Po prostu piłkarze Astany wybijali przed siebie, pod hasłem - aby dalej od własnej bramki.

 

Goście kradli czas? A co zrobiła Legia w pierwszej połowie?!?

 

Kibice Legii po meczu mieli ogromne pretensje do gości, że „kradli czas”. Długo leżeli po faulach, celebrowali zbieranie się murawy, zwlekali ze wznowieniem gry. Bramkarz Mokin w końcówce cierpiał. Przypuszczam, że nie udawał po starciu z Jędrzejczykiem. Jednak dramat Mokina pozwolił gościom „ukraść” z dwie minuty z doliczonych pięciu. - Jak tak można! - krzyczał obok mnie kibic mistrza Polski. - Złodziejstwo! - krzyczał inny. Tyle, że Legia zmarnotrawiła 45 minut w pierwszej części. To była połowa przespana – i to przespana w walce o Ligę Mistrzów.

 

Paweł Wojtala - który z Widzewem w 1996 roku awansował do Ligi Mistrzów - oglądał spotkanie z trybun przy Łazienkowskiej. „Wszyscy wokół mnie mówili, że Legia walczyła. To dla mnie żaden argument – dziś wszyscy walczą na boisku, gdy gra idzie o poważną stawkę. Mecz toczył się jednak w jednostajnym tempie. Legia nie starzała praktycznie żadnego zagrożenia pod bramką Astany. To jak można odrobić stratę 1:3?!?” - dopytywał się po ostatnim gwizdku arbitra. I dodał: „Nawet po golu na 1:0 nie widziałem takiego przyspieszenia, takiego szaleństwa, jakiego wymaga się w takiej sytuacji”.

 

Taki klub jak Legia w obecnej dobie skazana na obrót piłkarzami

 

Legia z Nikolicem, Prijovicem, Bereszyńskim, Rzeźniczakiem, Odjidją-Ofoe na pewno było silniejsza. Może tylko Rzeźniczak miałby problem z graniem obok Pazdana – wobec konkurencji Dąbrowskiego i Czerwińskiego. Choć tego nie można być pewnym. „Rzeźnik” dalej walczy o Ligę Mistrzów w przeciwieństwie do Legii... Rzecz jasna piłkarze przychodzą i odchodzą. Taki klub jak Legia – w obecnej dobie - skazany jest na ciągły obrót. Co lepsi piłkarze zawsze będą kuszeni propozycjami kontraktowymi kilka razy wyższymi od tych, które płaci warszawski klub. A płaci – jak na polskie warunki – i tak nadzwyczajnie. Najlepiej zarabiający zawodnik Jagiellonii otrzymuje 17 tysięcy euro, ale większość  - i to z podstawowego składu – dostaje 5-10 tysięcy euro miesięcznie. W Lechu tylko Gytkjaer dostał 40 tysięcy euro, reszta zarabia 15-20 tysięcy euro. W Legii stawka 50 tysięcy euro miesięcznie na nikim nie robi wrażenia, a rekordzista zarabia nawet 70 tysięcy.

 

Jak rozwiną się Nagy i Szymański? Jutro najlepsi w Ekstraklasie?

 

Pensje są rozdmuchane, ale ego piłkarzy już w jakimś stopniu zaspokojone. Już była Liga Mistrzów. Widzieliśmy to nastawienie na sztucznej murawie w Astanie, gdzie zawodnicy Jacka Magiery chcieli dotrwać do ostatniego gwizdka. Jakoś to będzie – przyświecała im myśl. A skończyło się przykrą porażką, której nie zdołali odrobić. Jeśli chodzi o Legię, to teraz najważniejsze pytanie, jak zagrają na przestrzeni całego sezonu Mączyński, Pasquato i Sadiku, a więc piłkarze sprowadzeni w obecnym oknie transferowym. Ile motywacji wykażą Jędrzejczyk i Pazdan, choć im akurat ze względu na Mundial 2018 ambicji nie powinno zabraknąć. Pytanie, jak rozwiną się Nagy i Szymański? Ich potencjał to nie tylko miano czołowych piłkarzy Ekstraklasy, ale i zawodników, którzy stąd wyruszą podbijać świat...

 

Prezes Mioduski stoi przed wyzwaniem przebudowy klubu. Zresztą głośno to zapowiada. Często formułuje tezę o potrzebie większych pieniędzy. Marzy mu się zwiększanie budżetu. Już rzuca hasło, że nowy kontrakt telewizyjny powinien zapewnić co najmniej 200 milionów złotych rocznie. Zapewne ciśnie też w klubie, aby zwiększać przychody. Tyle, że najlepszym zastrzykiem byłby pieniądze w Ligi Mistrzów. A skoro ich nie będzie, to warto pomyśleć o długofalowej strategii. A tu już trzeba mądrych, zdeterminowanych ludzi. Zaufania do nich. Co by nie mówić o „Leśnym”, to przywrócił ducha Legii - po korporacyjnych, koszmarnych czasach ITI... Może nawet był to duch najlepszy w historii i stąd trzy tytuły mistrza Polski, dwa razy Puchar Polski, cztery jesienie w Europie – w tym ta wymarzona Liga Mistrzów...