Poprawy brak

 

To był dwunasty mecz Legii Warszawa w tym sezonie. Pięć ligowych, pięć w eliminacjach europejskich pucharów, jeden w krajowym pucharze i jeden na inaugurację o Superpuchar. I żaden niestety nie był dobry. W czwartkowy wieczór na Łazienkowską przyjechał zespół jeszcze słabszy od Astany. A zdołał wywieźć rezultat, który dał mu dobre perspektywy na awans.

 

Mistrz Polski nie poprawił się z jakością gry ani o jotę. Uzyskane dość szczęśliwie, choć wynikowo pewne zwycięstwo nad Piastem dawało lekką nadzieję, że wszystko powoli może zmierzać w dobrym kierunku. Drużyna miała wreszcie więcej czasu na przygotowanie - z gliwiczanami grano bowiem w piątek - a na brak odpowiedniej liczby dni między spotkaniami i brak możliwości do potrenowania najbardziej narzekał trener Jacek Magiera. Nic z tego. Legia znów wyglądała jak zlepek piłkarzy, który nie do końca wie, w jaki sposób chce swoje akcje rozgrywać. Na "dziesiątce" podobnie jak z Astaną znów zaczął Guilherme, choć ciągle jestem zdania, że to nie jego pozycja. Kontuzja Brazylijczyka na pewno jednak skomplikowała sprawę. Najpierw przesunięty został tam Sebastian Szymański, potem Dominik Nagy, ale żaden z tych ruchów nie spowodował, że zespół miał w tej strefie nadającego się do rozdzielania piłek playmakera. Brakowało odwagi, pewności, wychodzenia na pozycję, celności zagrań. Liczba strat była zatrważająca. Stale bez odpowiedzi pozostaje pytanie, co z Cristianem Pasquato, który przecież w swoich dwóch krótkich występach (w Astanie i w lidze z Sandecją) pokazał, że szuka szybkich otwierających drogę do bramki podań. Sztab szkoleniowy wyraźnie nie ma do niego zaufania. A chyba nie jest w gorszej fizycznej formie niż wtedy, kiedy się pokazał? Przecież udało się doprowadzić do stanu "używalności" nawet wyszydzanego ze względu na nadwagę Hildeberto.  O dziwo Portugalczyk dał więcej niż przyzwoitą zmianę. Wyróżniał się. Co też świadczy o tym, jak prezentowała się reszta.

 

"Gdzie są wyniki?"

 

Stracona z odległości półtora metra bramka po stałym fragmencie to też "kryminał". A przecież w porównaniu z wiosną ubiegłego sezonu akurat defensywa Legii pozostała w nienaruszonym stanie. Maciej Dąbrowski, najlepszy obrońca w lidze w poprzednich rozgrywkach (wybierali piłkarze) nie ma coś szczęścia do meczów w Europie. Strach się bać co się wydarzy, gdy Warszawę opuści Michał Pazdan. Pamiętam też, że razem z nim gra Artur Jędrzejczyk, a w pomocy Krzysztof Mączyński. To trójka podstawowych zawodników Adama Nawałki. Pozostawię to bez komentarza.

 

Kibice są wściekli i otwarcie zadają pytanie "Gdzie są wyniki?". Te czasem przychodzą, kiedy zespół gra słabo, ale siłą, energią, determinacją potrafi wydrzeć je rywalowi z gardła. Z Sandecją czy Piastem to się udawało. W czwartek widzieliśmy jakiś paraliż. Obawa przed kolejnym europejskim blamażem była aż nadto wyczuwalna. Ale przecież przeciwnikiem był tylko zespół z Mołdawii. Co by się wydarzyło, gdyby do Warszawy przyjechała jakaś naprawdę solidna ekipa?