Sprawa jest o tyle zaskakująca, że Holendra Andriesa Jonkera zwolniono, kiedy jego drużyna zajmuje 14. miejsce w tabeli. Dla VfL to żadna nowość, bo przecież przez cały poprzedni sezon zespół z Wolfsburga balansował na granicy spadku ratując się przed degradacją dopiero po barażach z sąsiednim Eintrachtem Brunszwik. Obecne rozgrywki miały być jednak początkiem nowej ery. W przerwie letniej sprowadzono blisko dziesięciu nowych piłkarzy, wydano wiele milionów euro, a rezultaty wciąż pozostawiają wiele do życzenia, jak na zespół, który dwa lata temu był wicemistrzem Bundesligi, zdobywając w tym samym sezonie Puchar Niemiec.

W pierwszym spotkaniu VfL wysoko przegrał z Borussią Dortmund (0:3), następnie pokonał na wyjeździe Eintracht Frankfurt 1:0, zremisował u siebie w derbach Dolnej Saksonii z Hannover 96 (1:1), by przegrać w ostatniej kolejce w Stuttgarcie z VfB 0:1. W poniedziałek ogłoszono, że Jonker kończy swoją misję, choć radykalne ruchy przewidywali niektórzy dziennikarze, np. Kickera. Zmiana była jednak przygotowana, bo w zaledwie kilka godzin klub ogłosił, że następcą Jonkera będzie 50-letni Szwajcar Martin Schmidt, związany przez siedem lat z FSV Mainz.

Tomasz Urban, znawca Bundesligi, dziennikarz tygodnika „Piłka Nożna”, uważa, że takiego następcy można było się spodziewać. Jego zdaniem wybór obarczony jest niewielkim ryzykiem, bo Schmidt dobrze zna Bundesligę i choć nie jest z trenerem z niemieckiego topu, pasuje do zespołu z Wolfsburga, który przeżywa kryzys.

Mimo wszystko to dość dziwna roszada, biorąc pod uwagę dyrektora sportowego VfL Olafa Rebbego. Niespełna 40-letni menedżer, który wcześniej zajmował się marketingiem, pracując m.in. w Werderze Brema, skąd ściągnął go jego poprzednik na stanowisku dyrektorskim w VfL Klaus Allofs, w niecały rok zwolnił kolejnego trenera. W lutym pożegnał Francuza Valerien Ismaëla, przy każdym z tych szkoleniowców żyjąc dość blisko zespołu. Rebbe ma w zwyczaju siadać na ławce ze sztabem, jest na płycie boiska podczas większości treningów. W dzisiejszych wywiadach dla niemieckich mediów podkreśla, że bierze odpowiedzialność za ten wybór, a zwlekanie ze zmianą do przerwy reprezentacyjnej mogłoby się źle skończyć, gdyby VfL przegrał kolejne trzy spotkania (u siebie z Werderem Brema, na wyjeździe z Bayernem Monachium i u siebie z… Mainz, gdzie jeszcze niedawno pracował Schmidt.

Media zarzucają Rebbemu, że wprowadza do drużyny, która ma więcej niż przyzwoity budżet i możliwości infrastrukturalne, chaos. Przez ostatni rok zmieniło się w sumie czterech szkoleniowców, ale Rebbe broni się, że nie są oni jedynym klubem z takimi zmianami i postara się przywrócić stabilność już w najbliższym czasie.

Powodem, dla którego Jonker stracił pracę, były też jego decyzje personalne. M.in. odstawienie od zespołu Maximiliana Arnolda, mistrza Europy do lat 21, piłkarza, który ma najdłuższy staż w VfL spośród obecnej kadry (trafił tam z Dynama Drezno w 2009 r.). Rebbe był również niepocieszony tym, że Arnold nie został nawet wicekapitanem, kiedy brakuje kontuzjowanego Mario Gomeza. Funkcje te sprawują Paul Verhaegh (rodak Jonkera) i Ignacio Camacho. Problem w tym, że obaj przyszli do zespołu dopiero kilka tygodni temu. VfL, który przez lata uchodził za klub mocno związany z Volkswagenem i miał przez to łatkę bardzo korporacyjnego, usiłuje poprzez promowanie ludzi związanych z miastem przez lata przyciągnąć stałych i wiernych kibiców. Ale nie da się tego zrobić, jeśli praktycznie co roku dochodzi do fundamentalnych zmian w składzie. Tym bardziej że tego lata odeszli m.in. jeden z najbardziej rozpoznawalnych graczy, bramkarz Diego Benaglio, czy brazylijska gwiazda Bundesligi Luiz Gustavo.

Zwolnienie Jonkera, zresztą nie tylko jego, bo dziś z klubem pożegnał się asystent, były świetny gracz Arsenalu i reprezentacji Szwecji Freddie Ljungberg, dla wszystkich było zaskoczeniem. – Szkoda, że zaledwie po czterech kolejkach klub postanowił zmienić szkoleniowca, będąc tak naprawdę na 12. miejscu w tabeli [trzy sąsiadujące ze sobą zespoły mają po cztery punkty – red.]. Taki jest nowoczesny futbol. Mimo że nie zgadzam się z decyzją zarządu i ze smutkiem zostawiam VfL, szanuję to – napisał Ljungberg w odezwie do fanów.

Czy powyższe zmiany mogą dotknąć Błaszczykowskiego, który jest graczem VfL od ponad roku, ale nie jest to dla niego wyjątkowo udany czas? W najbliższym czasie najpewniej niewiele się zmieni. Polak zagrał tylko w premierowym spotkaniu z Borussią i to tylko 43 min, ponieważ zszedł z kontuzją. W dwóch ostatnich meczach ligowych Polak nie siedział nawet na ławce, najpierw z powodu urazu, teraz z powodu grypy. Przed sezonem niemieccy dziennikarze z Wolfsburga, z którymi rozmawiałem, prognozowali, że Kuba najpewniej zostanie wypożyczony. Został, ale ostatnio Jonker zmienił ustawienie zespołu na grę z trzema obrońcami. Powrót do ustawienia z czwórką z tyłu, a takie preferuje Schmidt, daje Polakowi nadzieję.