Film jest niesamowity, chyba najlepszy z tych które pokazują boks i bokserów, a De Niro, który zagrał LaMottę jak najbardziej zasłużył na Oscara, którego za tę rolę dostał. Pamiętam jak po latach byłem na Florydzie i przypadkowo spotkałem sąsiada LaMotty, podobnie jak on nowojorczyka. Powiedział, że De Niro po prostu nim był.

Przygotowując się do tej roli De Niro rok uczył się boksu, stoczył ponad tysiąc rund sparingowych z samym LaMottą, który miał później powiedzieć, że popularny aktor dałby sobie z powodzeniem radę na zawodowym ringu. Co ciekawe nie był w tym odosobniony, rozmawiałem kiedyś z człowiekiem, który dbał o przygotowanie fizyczne De Niro do tej roli we „Wściekłym Byku” i wypowiadał się w podobnym stylu.

Co ciekawe, kiedy pierwszy raz obejrzałem ten film z mieszanymi uczuciami odniosłem się do scen bokserskich. Styl w jakim walczył La Motta wydawał mi się nienaturalny, byłem przecież wychowany na boksie amatorskim. Kilkanaście lat później, gdy miałem okazję skomentować dla ESPN Classic kilkaset starych walk zrozumiałem jak bardzo byłem w błędzie. De Niro po prostu skopiował Jake’a LaMottę i zrobił to po mistrzowsku. Tak właśnie walczył mistrz świata wagi średniej.

Niewątpliwie urodzony w 1922 roku w Nowym Jorku LaMotta, był niezwykłym twardzielem. Nie brakuje nawet głosów, że miał najtwardszą szczękę w historii tej dyscypliny. Padł na deski tylko raz, dwa lata przed końcem kariery, gdy walczył już w wadze półciężkiej. Wcześniej nikt nie mógł się pochwalić takim osiągnięciem. Nawet Sugar Ray Robinson, najlepszy pięściarz bez podziału na kategorie w historii tej dyscypliny, który bił się z nim sześciokrotnie. Przegrał tylko raz, w lutym 1943 roku w Detroit. Była to pierwsza porażka Robinsona w karierze, do tego w jego debiucie w wadze średniej.  W ostatnim, szóstym pojedynku, na Chicago Stadium w 1951 roku Sugar zbił go niemiłosiernie, ale nie powalił. Zmaltretowany LaMotta został poddany w 13 rundzie stojąc.

Po latach żartował, że aż dziw bierze, że tyle razy walcząc z Sugarem Robinsonem nie nabawił się cukrzycy. A tak swoją drogą Robinson pod koniec swojego życia (zmarł w wieku 68 lat) chorował na cukrzycę i Alzheimera.

LaMotta pytany o strach w ringu tylko się uśmiechał. Nie bał się nikogo i niczego. Sześciokrotnie miał złamany nos, sześciokrotnie dłonie, wielokrotnie żebra, a na rozbitych łukach brwiowych  założono mu ponad pięćdziesiąt szwów. Między linami ringu czuł się jak w domu. Niebezpieczeństwo czyhało poza nim. Dobrze wiedział do czego zdolna jest mafia, która wtedy rządziła zawodowym boksem. Dzięki jej działaniom dostał przecież walkę o mistrzostwo świata wagi średniej z Marcelem Cerdanem i szansę wykorzystał. Wcześniej jednak musiał się „podłożyć” w ustawionym pojedynku z Billy Foxem, za co został tymczasowo zawieszony.

Do rewanżu z Cerdanem w 1949 roku nie doszło. Francuz, znany też z głośnego romansu z Edith Piaff, zginął w katastrofie lotniczej lecąc na walkę z nim do USA. Jake był niewysoki (173 cm), krępy, dodatkowo obniżał swoją pozycję w ringu. Gdy ruszał na przeciwnika przypominał rozjuszonego byka. – Kipiał w nim gniew, który wylewał się z niego jak lawa z wulkanu – tak pisał o nim nieżyjący już historyk boksu Bert Sugar.     

Giacobbe LaMotta miał długie, burzliwe i pogmatwane życie.  Wychowany w nowojorskich slumsach wiedział jak zadbać o siebie. – Biliśmy się dla zabawy lub o pieniądze. Każdy pretekst był dobry, by udowodnić swoją wyższość – opowiadał dziennikarzom po zakończeniu kariery.

Mając 15 lat trafił do poprawczaka, miał też epizod więzienny w późniejszym okresie swojego życia. Siedmiokrotnie się żenił, ostatni raz cztery lata temu z Denise Baker, dużo młodszą, byłą aktorką, która była z nim do końca. Miał pięcioro dzieci, w tym troje z drugą żoną Vikki, która wyszła za niego za mąż mając zaledwie 16 lat. Rozwiedli się w 1957 roku, po 11 latach. Dwóch synów z tego małżeństwa straciło życie tego samego 1998 roku. Starszy, Jake LaMotta Jr, zmarł w lutym na raka wątroby, młodszy Joseph zginął 2 września w katastrofie lotniczej szwajcarskich linii lotniczych.

Po przejściu na sportową emeryturę „Byk z Bronxu” otworzył nocny klub w Miami, był między innymi komikiem, wystąpił też w kilkunastu filmach, zagrał barmana w słynnym „Bilardziście” z Pauem Newmanem. W 1970 roku wydał autobiografię „Raging Bull” na podstawie której Martin Scorsese nakręci później jeden z najlepszych filmów w historii kina.

„Wściekły Byk” lub „Byk z Bronxu” (jak kto woli) zmarł 19 września w szpitalu w Miami. Miał 95 lat.