Kapitan naszej drużyny miała na myśli rachunek tegorocznych zysków i strat. No to czas, aby zakończyć reprezentacyjny sezon z małą górką, a w tym roku będzie nią awans do ćwierćfinału i oczywiście wszystko co uda się ugrać więcej. Joanna Wołosz jest zaledwie jedną z trzech zawodniczek, którą trener Jacek Nawrocki miał do dyspozycji na mistrzostwach Europy dwa lata temu w Holandii. Oprócz naszej kapitan w Apeldoorn i Rotterdamie grały jeszcze Zuzanna Efimienko i Agata Witkowska. To pokazuje, że nasza drużyna znajduje się cały czas w głębokiej przebudowie.

Krok po kroku...

Zwycięstwo naszej reprezentacji w finałowym turnieju drugiej dywizji WGP pozwoliło siatkarkom nabrać odrobiny pewności siebie. W decydującym spotkaniu o pierwszym miejscu biało-czerwone pokonały Koreę Południową, która z pewnością prezentuje poziom porównywalny z reprezentacją Niemiec, a na pewno wyższy od pozostałych naszych grupowych rywali - reprezentacji Azerbejdżanu i Węgier. - Tak naprawdę to same nie wiemy na co nas stać - powiedziała tuż przed wylotem na turniej Maja Tokarska. - Nie chcę niczego deklarować, po prostu musimy robić swoje, krok po kroku, tak będzie dla nas najlepiej.

Cień "Złotek"...

Oczekiwania w stosunku do naszych siatkarek są bardzo duże, a wszystko dlatego, że wielu kibiców doskonale pamięta to wszystko, co działo się za sprawą drużyny legendarnego trenera Andrzeja Niemczyka. Dwa złote medale wywalczone kolejno w 2003 i 2005 roku to był wspaniały czas naszej żeńskiej siatkówki, ale on już minął i w żaden sposób nie może być odnośnikiem do kolejnych drużyn wyjeżdżających na mistrzowskie turnieje reprezentować nasz kraj. I choć wielu kibicom wydaje się, że to wszystko działo się tak jakby wczoraj, to warto sobie uświadomić, że w czasie, kiedy Śliwa, Glinka, Świeniewicz, Skowrońska i reszta podnosiły puchar na turnieju w Turcji, to najmłodsza w naszej obecnej kadrze Natalia Murek miała wówczas całe... cztery lata.

Potrzeba liderki

Wszystkie czołowe reprezentacje są znakomicie zbilansowane, ale wszystkie mają też zdecydowane liderki w ataku. To podstawa, co obrazuje chociażby nasz pierwszy złoty medal wywalczony w 2003 roku, kiedy w półfinałowym meczu z Niemkami Małgorzata Glinka ustanowiła rekord 40 zdobytych punktów w meczu, rekord, który przetrwał całą dekadę, a który poprawiła dopiero Katarzyna Skowrońska w 2013 roku w Kampinas podczas meczu z Rosją zdobywając 41 oczek.

Po zwycięskim turnieju WGP w Ostrawie napisałem, że wszystko wskazuje na to, iż trenerowi Jackowi Nawrockiemu udało się znaleźć podstawowy skład i że teraz przed mistrzostwami Europy musi jeszcze znaleźć zawodniczkę, którą śmiało będzie można określić mianem liderki drużyny, zawodniczkę, która w ważnych momentach weźmie ciężar gry na swoje barki i której nie zadrżą ręce, kiedy trzeba będzie postawić wszystko na jedną kartę. Dziś wiemy, że ze składu wypadła Berenika Tomsia, więc wydaje się, że taką naturalną liderką powinna zostać Malwina Smarzek.

Faworyci bez zmian

Tytułu mistrzowskiego będą bronić Rosjanki, które dwa lata temu rozbiły w finale Holenderki. Trzecie miejsce przypadło w udziale Serbii, a czwarte Turcji. W tym roku te cztery reprezentacje też należą do zdecydowanych faworytów. Kto może im pokrzyżować medalowe plany? Wszystko zależeć będzie od tego jak poukładają się pary ćwierćfinałowe, ale najpierw do tych ćwierćfinałów trzeba dotrzeć.